Zacięta twarz Lisa, kiedy starannie przygotowane zarzuty z łatwością i z uśmiechem odpierał prezes PIS - były to zresztą rzeczy niezmiernie miałkie, brak w wywiadzie poważnych problemów stojących przed Polską. Wreszcie próba uciszenia sprzyjającej Kaczyńskiemu widowni, żeby nie zagłuszali słów prezesa, (kiedy prezes powiedział, że sam dba o swój interes, Lis powiedział, że musi dbać o interes telewidzów). Cztery lata wstecz, kiedy miał całą klakę za sobą - nie przyszło mu na myśl zadbać o interes Kaczyńskiego ani telewidzów. To wylansowaną - gwiazdę salonowego dziennikarstwa sprowadziło na ziemię; wszyscy przekonali sie naocznie, że to tylko lans.
Lis próbował pokonać w wywiadzie prezesa PIS pytaniem o zwiększenie podatków, za sekunde już mówił o ich zmniejszeniu - prezes wyciągnął pomocna dłoń podpowiadając - "niech się pan zdecyduje". Głównym zarzutem w stosunku do Kaczyńskiego była jego niechęć do debaty z Tuskiem. Pomimo kilkakrotnych wyjaśnień prezesa PIS, że debata w oparach absurdu z Tuskiem to bezsens, czego typowym przykładem jest jakiś żart z pistolecikiem sprzed 20 lat - to Lis z uporem maniaka dopytywał, czy rzeczywiście prezes groził Tuskowi, (dalej te opary produkował).
Dlaczego pan nie tytułuje Tuska premierem? Kolejna wpadka - Kaczyńskiemu nic nie przeszkadzało tak zacząć go tytułować; cztery lata temu Tusk ani raz nie zwrócił się do Kaczyńskiego "panie premierze" - poprzestając na "panie pośle" - wówczas Lisowi to nie przeszkadzało. Lis nie zrezygnował z klasycznej metody ataku Salonu polegającej na przedstawianiu Macierewicza i Ziobry jako "złych" ewentualnych ministrów w rzadzie PIS. Oczywiście po wieloletnim ataku na te osoby - SALON wyobraża sobie, że wszystkim już wmówił, iż są oni "źli"; merytoryczne uzasadnienie nie jest konieczne. Prezes wyjaśnił, ze zasługi Macierewicza, jako założyciela KOR i likwidatora pokomunistycznych służb specjalnych - dają mu znakomitą legitymacje do piastowania urzędu ministra. Przeciw likwidacji owych służb Lis wytoczył "działo" - kosztów tej likwidacji - całkowicie śmieszny argument; nie stać nas na doprowadzenie przemian ustrojowych do końca, nie stać nas na uniezależnie się od Moskwy.
Atak Lisa na prezesa PIS na temat wypowiedzi posłanki Kempy, ojca Rydzyka, czy też odgrzebywanie sprawy odwołania spotania w ramach "Trójkąta Wejmarskiego" - to już żałosne próby zyskania jakiegoś punktu w tej potyczce. Jeszcze jedna sprawa dotykajaca dziennikarskiego warsztatu - Lis stwierdził, że nie używa przymiotników; słyszałem jednak kilkakrotne użycie słowa "naganne" w odniesieniu do unkania wspomnianej wyżej debaty z Tuskiem.
Krótko podsumowując - Lis zawiódł na całej linii SALON i obóz rządzący - nie mógł zresztą nic zdziałać w sytuacji w miarę równorzędnych warunków dyskusji, pomimo tego, że przeciez, to on był wybierającym tematy wywiadu. Lis bezwiednie udowodnił, że wyimaginowana przewaga medialna PO i jej akolitów, to w gruncie rzeczy wynik socjotechnicznych zabiegów; przewaga ta błyskawiczne topnieje do zera przy braku odpowiedniego "wsparcia".
Jako dziennikarz pretendujacy do jakiejś klasy - Lis skompromitował się ostatecznie i wydaje się - dozgonnie.
Komentarze
Pokaż komentarze (4)