Jakże odmienny był długi wywiad-debata z premierem Tuskiem od pamiętnego spotkania Kaczyńskiego z Lisem. Tu nie było wściekłego ataku dziennikarza, ktory za wszelką cenę chciał przygwoździć interlokutora (z miernym skutkiem - połączonym z własną kompromitacją). Prowadzący wywiad, aczkolwiek stawiajacy na ogół istotne dla Polakow pytania - starannie przestrzegali, by premier miał czas na przedstawienie swojej wersji, swojego tłumaczenia; często obok tematu pytania, zawsze sprowadzajacego sie do nieprzerwanego potoku autoreklamy i chwalenia się rzeczywistymi i wyimaginowanymi sukcesami. Dziennikarze już nie drążyli poruszanego tematu, nie przyciskali premiera, przechodzili do następnej kwestii.
Szczególnym talentem popisywał się tu Gugała; widać starą szkołę Bronikowskiego, który "rozliczał" jeszcze Jaroszewicza - w ten sposób, że po serii ostrych pytań i zarzutów w imieniu społeczeństwa - stopniowo dawał sie przekonywać i przyznawał w końcu rację przedstawicielowi rządu.
Na pytanie, jakie są sukcesy Polski w ostatnich latach, którymi możemy się pochwalić, które mogą być polską marką - premier wymyślił tylko transport drogowy, ściśle mówiąc, logistykę transportu (nie produkcję pojazdów transportowych) i w dziedzinie innowacyjnści - powstanie centrów astronomicznych (czy coś w tym sensie) z komputerami i dużą nadzieję wiąże z komputerową biurowością. Nic wiecej; dziennikarze nie byli na tyle przygotowani by zarzucić trzykrotnie mniejsze nakłady na badanie i rozwój w Polsce od średniej wielkości w UE.
Na pytanie, co się nie udało - premier zapewniał, że nie jest ideałem, ale otrzymuje pochwały np. w Berlinie za znakomite rządy; nie udało sie z modernizacją kolei i nie udało się z biurokracją. Ogromny wzrost zatrudnienia urzędników - nie interesował już dziennikarzy.
W kwestii bezrobocia, szczególnie wśród młodzieży i jej perspektyw na uzyskanie mieszkania - premier potrafił powiedzieć tylko, że dokonaliśmy dużego skoku cywilizacyjnego i nigdzie na świecie młodzi ludzie nie mają od razu zapewnionych mieszkań i wysokich zarobków (myli się oczywiście, gdyż w bogatej Norwegii i Szwecji - państwo taką pomoc zapewnia). Nie miał żadnej koncepcji, by ten stan rzeczy naprawić (nawet Gugała miał jakieś pomysły). Premier nie widział żadnych sensownych sposobów na walkę z bezrobociem i ułatwieniem zakładania własnej działalności gospodarczej.
W dziedzinie bezpieczenstwa energetycznego - wg Tuska - Polska jest wspaniale zabezpieczona, znacznie lepiej od innych państw - byłych kadeludów. Że gazoport powstaje z trzyletnnim opóźnieniem, że umowy na wydobywanie gazu łupkowego nie zapewniają należnych Polsce zysków - nie interesowało już pytajacych. Nie interesowało też pytajacych podpisanie przez premiera skrajnie niesprawiedliwego i krzywdzacego Polskę (tylko Polskę) pakietu klimatycznego, który może całkowicie rozłożyć polską gospodarkę.
Tusk nie omieszkał też zapewnić, że nikt inny nie potrafi, tak jak on, wydębić z UE 300 mld. zł. dotacji dla Polski. Zapomniał, że sam uczestniczy w unijnych rozwiązaniach, które uzależnią otrzymanie unijnych pieniędzy od dotrzymywania obowiazujacych progów ostrożnościowych, (których oczywiscie Polska nie dotrzymuje).
Reasumując - było to wyreżyserowane telewizyjne widowisko, obliczone na przeciętnego wyborcę, który niekoniecznie śledzi rzeczywisty stan polskiej gospodarki i polska przestrzeń publiczną, by wmówić mu, że tylko Tusk, Tusk i nikt inny może kierować polskimi sprawami.


Komentarze
Pokaż komentarze (70)