Są jeszcze różne możliwości poprawy stanu finansów państwa; oczywiscie - "cudownych" sposobów nie ma; ograniczeniem jest poziom narodowego bogactwa. Można jednak tym (powstałym z pracy) bogactwem różnie zarządzać. To zarządzanie nie jest najlepsze; dlaczego - przecież ekonomiści o tym wiedzą, rządy przeważnie też, ale z różnych względów nie sięga sie po stosunkowo proste i skuteczne rozwiazania. Są to względy dwojakiego rodzaju. Po pierwsze - mogą naruszyć istotne interesy określonych wpływowych grup społecznych, co oczywiście jest naganne, ale nie przesądzające i rządy przymuszone stanem finansów państwa - nie omieszakałyby sięgnąć po metody nawet niepopularne wśród owych grup. Po drugie i to jest istotny powód - nie sięga się po dobre rozwiązania w obawie przed niezadowoleniem przeważajacej częsci społeczeństwa, które mogłyby to odebrać jako zamach na im należne dobra. W rzeczywistości skutek byłby dla społeczeństwa i państwa bezwzględnie korzystny, ale liczy się najbardziej prawdopodobny odbiór społeczny. To mogłoby skutkować utratą władzy.
Piszę oczywiście enigmatycznie ze wzgledu na obowiazującą ciszę wyborczą, ale sprawa jest tej wagi, że mogłaby wpłynąć np. na zmniejszenie o jedną trzecią naszego długu publicznego, a jednocześnie tak społecznie drażliwa, że żaden z komitetów wyborczych nawet nie zająknął się na ten temat. Jest to oczywiście zrozumiałe - przed wyborami liczy się wyłącznie PR.
Mówią o tym od pewnego czasu naukowcy ze Szkoły Głównej Handlowej (dawnego SGPiS, którego i ja jestem absolwentem); temat rozwinę - jako propozycję (do pilnej realizacji) dla nowego rządu, kiedy tylko cisza wyborcza przestanie obowiazywać.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)