W pogoni za oglądalnością, za sensacjami - świat medialny cofa się w swojej cywilizacji; już sceny morderstw pospolitych i politycznych traktowane są jako przegląd wiadomości. Wkraczamy w epokę barbarii, z której wydawałoby się wyrośliśmy. Nasi przodkowie porozumieli się i zredagowali konwencje prawa wojennego - IV Konwencja Haska, cztery Konwencje Genewskie, także późniejsze. W czasie II Wojny Światowej nie został użyty gaz bojowy; ponad pięc tysiecy polskich oficerów i podoficerów przeżyło w obozie jenieckim w Murnau. Major Sucharski był przyjmowany do niewoli z honorami m.in z osobistą bronią. Majorowi Dobrzańskiemu - "Hubalowi" - honory wojskowe, nawet po jego śmierci, oddawał gen. Blaskovitz. Prawda, ze skrajnym przejawem zbrodni ludobójstwa i zbrodni wojennej mieliśmy do czynienia w Katyniu i niemieckich obozach koncentracyjnych.
Od czasu śmierci Osamy bin Ladena mam uczucie niesmaku; Pax Americana i rola światowego żandarma, jaką przyjęły na siebie US po zakończeniu wojny, kosztuje Amerykę dużo, także dużo ludzkich ofiar i swiat może być wdzięczny Amerykanom - pamietamy o tym. Jednkże taka dominujaca w świecie pozycja nie może prowadzić do absolutnej dowolności w doborze środków do osiagniecia założonego celu. W szczególności - działania, a zwłaszcza działania wojenne, inne niż obronne, powinny mieć mandat ONZ, wszystkie i zawsze powinny być toczone z zachowaniem przyjętych i ratyfikowanych konwencji - składajacych się na prawo wojenne.
Tymczasem nasze środki masowej informacji, ufne w swoją niewiedzę dotyczącą tych spraw, nie rozróżniają pojęcia zabicia wroga w walce, od mordu (zbrodni wojennej). Do chwili obecnej nie wiem, czy prezydent Obama dał rozkaz zabić, czy ująć szefa Al Kaidy. Gdyby taki rozkaz zabicia wydał (jako zwierzchnik armii US) - wówczas można powiedzieć, że byłby zbrodniarzem wojennym. Żaden żolnierz nie ma prawa ani obowiązku takiego rozkazu wykonać; jeżeli jednak wykona, w sytuacji poddającego się wroga - wówczas jest także zbrodniarzem wojennym. Fakt wykonywania rozkazu - nie usprawiedliwia go. Konwencja Haska z 1907 roku określa jednoznacznie - nikt nie może odmówić pardonu - jest obowiazek wzięcia do niewoli i ewentualnie poddanie jeńca sądowi. Sąd w majestacie prawa może skazać (w tym wypadku Osamę) na karę smierci, ale z zachowaniem prawa do obrony - wówczas mielibyśmy do czynienia z właściwym postępowaniem. (Pisałem o tym bezpośredio po omawianym przypadku, który - gdyby rzeczywiście miał przebieg taki, jak opisywano to w mediach - żle świadczyłby o poziomie nauczania w tym najbardziej renomowanym na świecie uniwersytecie ukończonym przez Obamę).http://sporozdziwien.salon24.pl/304375,jest-jeszcze-prawo-wojenne Nie chcę dopuszczać myśli o świadomym łamaniu prawa i nonszalancji zwycięzców - w myśl zasady, że zwycięzców nie ma kto sądzić.
Teraz mamy do czynienia z taką samą sytuacją; amerykańska sekretarz stanu - Hilary Clinton, w myśl doniesień medialnych, mówiła o zabiciu, bądź ujęciu Kadafiego. Nie widzi się różnicy między "zabiciem", a zamordowaniem; "Zabić" można tylko w walce, zabić - w przypadku poddawania się Kadafiego - to zbrodnia. Zupełnie niezależnie od wiadomych wszystkim - zbrodniczych uczynków tego człowieka. Najprawdopodobniej, w wyniku sądowej rozprawy otrzymalby on karę smierci, ale róznica między zbrodnicza egzekucją na poddajacym sie wrogu, a wykonaniem sądowego wyroku - jest różnicą między barbarzyństwem, a cywilizacją.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)