29 października 1611 r. miał miejsce w Warszawie Hołd Ruski. Mineło 400 lat - data okragła - warta przypominania wspaniałych kart chwały polskiego oręża. Uroczyście obchodziliśmy sześćsetną rocznicę zwyciestwapod Gunwaldem, nawet z rekonstrukcją bitwy. O wspaniałym zwycięstwie pod Kłuszynem panuje w mediach dziwne milczenie.
Przytoczę fragment tekstu napisanego przez Piotra Cybulskiego:
"Pragnę więc zapytać: Cóż się teraz takiego stało, że w tym roku nie będziemy świętować oficjalnie 400-lecia kolejnego naszego zwycięstwa, tym razem nad Rosją? Krótki łyk historii każe mi o nim przypomnieć. Jest rok 1610. W bitwie pod Kłuszynem Rosja ponosi klęskę. Hetman Żółkiewski, mając pod sobą oddział w liczbie 7000, wygrywa z wojskami rosyjskimi, liczącymi 30000 żołnierzy, dodatkowo wspieranymi przez szwedzki korpus w liczbie 5000. Zajmuje Moskwę na dwa lata, bierze cara w niewolę i przywozi go do Warszawy.
29 października 1611 roku Krakowskim Przedmieściem przejechał pochód, o którym dziś władza jakby kazała nam już nie pamiętać. W charakterze jeńca przejeżdża nim car Wasyl Szujski razem z rodziną. Chwilę później na Zamku Królewskim oddadzą oni królowi Zygmuntowi III Wazie tzw. hołd ruski. Car odda pokłon polskiemu królowi, jego brat Dymitr będzie bił czołem w posadzkę przed polskim królem, a kniaź Iwan będzie zanosił się szlochem. Rosja zostaje upokorzona.
Być może zdaniem polskich władz, zwycięstwo Żółkiewskiego i zajęcie Kremla, nie jest wydarzeniem, które warto upamiętniać. Po cóż niepotrzebnie drażnić rosyjskiego niedźwiedzia? Jeszcze nam kurek z gazem zakręci. Już wystarczy, że i tak płacimy za niego dwa razy więcej niż inni. Tymczasem ten rosyjski niedźwiedź nie ma takich skrupułów jak my."
Wg innych źródeł - liczebność wojsk zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej była mniejsza, ale stosunek sił - nawet nie jak jeden do pięciu, a jak jeden do siedmiu (na korzyść strony rosyjskiej). Dzięki genialnemu dowodzeniu bitwą przez hetmana Żółkiewskiego i dzieki wspaniałej postawie polskiego wojska (husarii) - bitwa zakończyła sie całkowitym zwyciestwem Polaków. Była to jedna z najwspanialszych błyskotliwych bitew w historii polskiego wojska.
Nie możemy przykładać współczesnych pojęć dotyczacych wojen do tamtych czasów. Wówczas nie istniały pojęcia wojny "sprawiedliwej" i "niesprawiedliwej", terytoria państw nie były ustalone, w całej Europie następowała konsolidacja. Dzielnicowe rozbicie, to nie tylko polski przypadek. Rosja budowała swoje przyszłe imperium różnym i metodami (nie były to zazwyczaj metody szlachetne). Nie możemy oceniać, że wojna - polsko rosyjska za panowania Zygmunta III, to wojna imperialna, której teraz mamy sie wstydzić. Inni opowiadają bajki o "niezwycieżonej Czerwonej Armii", która dostawała od nas kilkakrotnie łupnia. W XX wieku Polska nie prowadziła imperialnej polityki; po 1920 r. mogliśmy zatrzymać Kijów i duże wschodnie terytoria... Francja szczyci sie zwyciestwami Napoleona, Anglia zwyciestwami nie tylko w Europie.
Dzięki mistrzostwu pilota Tadeusza Wrony - świat zobaczył, że mamy wspaniałych lotników, którzy np. w przeszłości walnie przyczynili się do zwycięstwa w Bitwie o Anglię. Warto wykorzystać okazję do kontynuowania własciwej polityki historycznej, którą zapoczatkował prezydent Lech Kaczyński


Komentarze
Pokaż komentarze (18)