W obozie władzy pełna mobilizacja, nawet sięgnięto po poparcie takich starych graczy jak Oleksy (zwietrzył mozliwość zaistnienia w polityce). Schetyna, Tusk - nie liczac drobniejszego płazu wzajemne sie podpuszczają, że dosyć, że odpowiednie instytucje będą sie zajmować tymi, którzy atakują państwo - nie szanują panstwa. Oczywiście mówiąc państwo - mają na myśli siebie; niezmiernie stary chwyt - wszystkie rządy od zawsze atak na siebie nazywały atakiem na państwo.
Tusk pokazał swoją właściwą twarz - to twarz Łukaszenki - nie będziemy tolerować, pastwo sobie nie pozwoli, zapewnimy bezpieczeństwo obywateli. To zagrożenie bezpieczeństwa, to groźba utraty władzy przez niego właśnie. Jakież to niedopuszczalne słowa padły ze strony prominentnych przedstawicieli PIS - to były przede wszystkim słowa o zdradzie, a w przypadku Macierewicza mowa o wojnie. Premier Tusk w swoim zadufaniu uważa, że Polacy nie pamietają jego przemówienia w sejmie z 13 kwietnia; tam przecież jako pierwszy oskarzył PIS o zdradę, o słanie adresów do cara. Przedtem wprawdzie w komisji spraw zagranicznych była przygotowywana ustawa sejmowa też przeznaczona do wysłania do Moskwy. Schetyna (w sposób może niezbyt zamierzony )- również nazwał ją adresem. Ta druga ustawa była zdradziecka, ta pierwsza przygotowywana głównie przez posłów PO - była właściwa.
Najwyraźniej, mając władzę, obóz rządzący nie widzi potrzeby merytorycznej dyskusji z poglądami i wynikami badań parlamentarnego zespołu Macierewicza. Łatwiej i z mniejszym nakładem pracy można ustami rzecznika powtarzać, jak mantrę, że takie poglady mogą tylko mieć osoby chorzy psychicznie. Do powołania nowej komisji wzmocnionej niezależnymi ekspertami namawia prezes PAN prof Kleiberg, powstają niezależne grupy naukowców polskich, które za punkt honoru polskiej nauki stawiają sobie dokładne i dogłębne wyjaśnienie wszystkich okoliczności katastrofy smoleńskiej.
Po tej ostatniej sprawie związanej z wyczyszczeniem i pomalowaniem wraku (do czego strona rosyjska się nie przyznaje) - chyba już dla wszystkich stało sie jasne, że Rosja sobie po prostu lekceważy całe śledztwo, przy czym wersja - lekceważenie - jest wersją najłagodniejszą.
Wynika z tego stanu rzeczy, że Tusk i jego ekipa czegoś sie strasznie obawiają. Straszenie wojną jest naiwnym chwytem. Między wypowiedzeniem wojny, a postawą tchórza - jest bardzo dużo rozmaitych działań pośrednich, po które rząd nie sięga z niewiadomych przyczyn. Niezależnie od tego - dla Putina, większa wojna jest absolutnie nieopłacalna, mógłby na niej tylko stracić. Rząd woli uruchomić środki prawne przeciwko politycznym przeciwnikom - obliczone na zamknięcie im ust. Ale nawet w tej ukrytej, a w wydaniu np. posła Halickiego - już jawnej groźbie pod adresem Kaczyńskiego i Macierewicza - widać jak na dłoni indolencję władzy. Tak działać, jak to wynikałoby z zacietej twarzy Tuska - może tylko dyktator w rodzaju Łukaszenki. Jeszcze mamy w Polsce państwo prawa, jeszcze są niezawisłe sądy i od niedawna niezależna prokuratura.
Tak przy okazji - prokuratura nie do końca jeszcze uwierzyła w swoją niezależność - jeśli popatrzeć na proces podejmowania decyzji w sprawie wykluczenia prof. Badena z uczestnictwa w sekcji zwłok. Otóż ta decyzja podjeta została na posiedzeniu rządu, a przecież to kompetencja prokuratury. Co na to Kalisz ofiarny obrońca konstytucji, gotowy do upadłego (przez cała kadencję sejmu) badać odstępstwa od niej - ma pole do popisu, ale woli milczeć.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)