Ciekawi mnie, czy premier Tusk w czasie pobytu w Kanadzie poruszył sprawę ukarania policjanta, który przy pomocy paralizatora zamordował Polaka?
Przypominam zdarzenie - wg wikipedii:
13 października na lotnisko w Vancouver przybył nie znający języka angielskiego, 40-letni, polski pracownik budowlany – Robert Dziekański. 14 października 2007 po 10 godzinach pobytu na lotnisku i braku możliwości porozumienia się z personelem, przez swoje zachowanie, wzbudził zainteresowanie pracowników ochrony którzy wezwali policję. Robert Dziekański na widok policji przestał się awanturować, a nawet unosił ręce w geście bezbronności. Przeszedł z kanadyjską policją do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie został porażony paralizatorem typu "Taser" mimo, że nie stawiał oporu. W wyniku tych działań Robert Dziekański zmarł[1]. Wobec funkcjonariuszy nie wyciągnięto konsekwencji karnych. Jego matka, w hali przylotów, przez cały ten czas próbowała się czegoś dowiedzieć o swym synu. Nie uzyskała jednak żadnych informacji[2].
Raport kanadyjskich służb granicznych[edytuj]
Z 12 stronicowego raportu kanadyjskich służb granicznych (CBSA) napisanego po incydencie wynika, że Robert Dziekański nie wykazywał żadnych przejawów agresji i współpracował z władzami[4]. Raport został omówiony w kanadyjskiej prasie m.in. Vancouver Sun.
Relacje świadków zdarzenia[edytuj]
- Sima Ashraffinia - naoczny świadek zdarzenia twierdzi, że zauważyła mężczyznę, który stał przed wejściem dla pasażerów. Nie mógł przejść przez drzwi, bo to przejście funkcjonuje tylko w jedną stronę. Był bardzo wzburzony i coś krzyczał – po rosyjsku, albo polsku, w każdym razie w jakimś wschodnioeuropejskim języku. Ktoś z obsługi lotniska prosił go, żeby przestał blokować drzwi, ale tamten najwyraźniej go nie rozumiał. Podeszłam do niego i próbowałam zagadnąć w kilku językach, po włosku, turecku, w farsi i w języku migowym. Ale mnie nie rozumiał[3].
- Alex Currie, szefowa zmiany CBSA zeznała, że mężczyzna wyglądał na wycieńczonego, co nie jest niczym dziwnym po długim locie. Nie wydawał się mieć problemów ze zdrowiem i współpracował ze mną. Stwierdziła także, że Dziekański nie wykazywał żadnych objawów niezrównoważonego czy agresywnego zachowania.
- Juliette van Agteren, która sprawdzała dokumenty Dziekańskiego, zeznała, że w żadnym momencie nie przejawiał żadnych zachowań, które mogłyby dawać powody do niepokoju.
- Funkcjonariusz CBSA Adam Chapin oświadczył, że Polak wyglądał na wyraźnie zmęczonego, włosy miał nieuczesane, a koszulę wyciągniętą ze spodni. Podkreślił również, że Dziekański nie był ani wrogi, ani agresywny[4].
Poźniej napływały ze strony kanadyjskiej informacje sprowadzające sie do skonstruowania wersji, iż Dziekański był w stanie delirium i zachowanie policji było w pewnym sensie usprawiedliwione. Oczywiście - żaden lekarz nie stwierdził i nie miał takich możliwości, że miało miejsce delirium, a nawet gdyby miało miejsce, to nie upoważniało to policji do zamordowania człowieka w sytuacji, gdy niczemu nie zagrazał , a mieli z racji swojej liczebności możność obezwładnienia go bez żadnego problemu.
Sprawa została zakończona obietnicą przeproszenia i wypłacenia odszkodowania ze strony policji.
Państwo zdało kolejny egzamin (nic nie robiąc w kwestii mordowania jego obywateli)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)