Najlepszy mecz w sezonie w Hiszpanii. Dreszczowiec Real-Sevilla do ostatnich sekund

Real Madryt w niesamowitym meczu zremisował 2:2 z Sevillą w La Lidze. Fot. Twitter/Real Madrid
Real Madryt w niesamowitym meczu zremisował 2:2 z Sevillą w La Lidze. Fot. Twitter/Real Madrid

W dramatycznym i niezwykłym hicie hiszpańskiej La Liga, Real Madryt ostatecznie zremisował 2:2 z Sevillą. 35. kolejka mogła być decydująca o losach mistrzowskiego tytułu. 

Zaskoczenie taktyczne Sevilli

Pierwsze minuty po rozpoczęciu spotkania należały do Sevilli, ale brakowało jej konkretów. Julen Lopetegui, trener Andaluzyjczyków, zaskoczył taktyką - postawił na skrzydłowego Lucasa Ocamposa w ataku bez nominalnego snajpera. Z kolei sen z powiek kibiców Realu musiały spędzać boki obrony z powodu ogromu kontuzji - mocno krytykowani i niepewni w ostatnich miesiącach Marcelo i Alvaro Odriozola zastąpili Daniego Carvajala i Ferlanda Mendy'ego.

Real nagle urwał się lewym skrzydłem, a dośrodkowanie Odriozoli wykorzystał perfekcyjnym strzałem Karim Benzema. Radość piłkarzy "Królewskich" nie trwała długo, bowiem VAR dopatrzył się minimalnego spalonego u prawego obrońcy obrońców tytułu. 

W kolejnej akcji to Madrytczycy stracili gola. W 22. minucie w pozornie niegroźnej sytuacji, przytomnie głową zagrał w polu karnym Ivan Rakitić, a z podania skorzystał Fernando. Mimo brawurowego początku Sevilli, zraniła ona Real dokładnie wtedy, gdy podopieczni Zinedine'a Zidane'a nabierali wiatru w żagle, dominowali i zagrażali bramce Bono.


Po stracie gola Real ruszył do ataku, ale bramkarz Sevilli bronił strzały Casemiro i Viniciusa. Szczególnie ten drugi Brazylijczyk mógł się podobać w dryblingu, pokazywał się do gry, był szybki, ale gdy trzeba konkretów, wtedy nie ma ani asyst, ani goli. Do przerwy Sevilla natomiast nie zagrażała już Thibault Courtois. Bardzo pewnie wyglądał na środku obrony Eder Militao, wspierany przez Nacho. Z Sevilli można było wyróżnić Papu Gomeza i strzelca gola, defensywnego pomocnika Fernando. 

Na ogół Real grywa znacznie słabsze drugie połowy - tak sytuacja wyglądała nawet w zwycięskich potyczkach z Liverpoolem (3:1) czy Barceloną (2:1). Przeciwko Sevilli "Królewscy" mieli jednak nóż na gardle i rozpoczęli tę część meczu znacznie lepiej. Kilka razy Kroos, Marcelo, Benzema, Casemiro czy Modrić sprawdzali czujność defensywy Sevilli. Wręcz goście prosili się o gola wyrównującego, cofając się do "obrony Częstochowy". Bramka nadeszła dopiero w 67. minucie, gdy ładną akcję Realu pewnie wykończył Marco Asensio. Real nadal nacierał, dominował, tłamsił Sevillę, która momentami nie istniała na boisku. 

Niecodzienna sytuacja z VAR-em

I wtedy w 77. minucie był rzut rożny dla gości. Piłka odbiła się od ręki Militao w trakcie wyskoku, ale Real wyszedł do kontry. Obrońcy tytułu wykorzystali przewagę liczebną, a Benzema był faulowany w polu karnym przez Bono. Zamiast jednak rzutu karnego dla Realu, sędzia Jose Luis Munuera w kilkuminutowej dyskusji z VAR-em podyktował "jedenastkę" dla Sevilli. Hiszpańskie media już analizuję tę kontrowersję i zdania są podzielone, niektórzy dostrzegają odbicie futbolówki najpierw od ręki lub barku rywala Militao.

W pierwszej odsłonie meczu Real-Sevilla, podobne zachowanie gracza gości w "szesnastce" gospodarzy nie zostało zinterpretowane jako celowe zagranie ręką. Gola z rzutu karnego pewnie strzelił Ivan Rakitić, uznany po końcowym gwizdku za MVP spotkania. Wydawało się, że "Królewscy" są na deskach, a sędziowie z VAR-em na czele siłą rzeczy wpłynęli - sprawiedliwie, czy nie - na losy mistrzowskiego tytułu w Hiszpanii. 

W doliczonym czasie gry - w 94. minucie - Toni Kroos zdecydował się na niesygnalizowany strzał zza pola karnego, a szczęśliwie piłkę dotknął po drodze jeszcze Eden Hazard i było 2:2! Sevilla nagle straciła rezon, a mogła stracić cały dorobek - chwilę później Casemiro miał idealną okazję po kombinacyjnej akcji, ale uderzył tuż obok słupka. Ostatecznie w hicie Real-Sevilla padł remis 2:2, ale to "Królewscy" mogą mówić o niedosycie, bo wypracowali znacznie więcej sytuacji i dominowali nad trudnym rywalem - mimo szeregu kontuzji i zmęczenia po walce z Chelsea Londyn w Lidze Mistrzów.  


Przed 35. kolejką losy mistrzowskiego tytułu były zależne od "Los Blancos". Przy stracie 2 pkt. do lidera Atletico Madryt w tabeli, rywal zza miedzy musi jeden mecz przegrać lub zremisować z 3 kolejnych, a Real wszystkie wygrać, by obronić mistrzostwo Hiszpanii. W grze nadal jest Barcelona, która ma tyle samo punktów co "Królewscy" - 75 - ale z kolei przy identycznym bilansie tytuł powędruje do graczy Realu.

Sevilla praktycznie straciła szanse na końcowy sukces - remis w niedzielnym spotkaniu w ostatnich sekundach oznacza stratę aż 6 pkt. do lidera. 

GW


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport