Legia brodzi po dnie, a mnie jest żal

Legia brodzi po dnie. fot. PAP/Leszek Szymański
Legia brodzi po dnie. fot. PAP/Leszek Szymański
Trzy czwarte kibicowskiej Polski w poniedziałek rano pójdzie do pracy na potężnym kacu. Niedzielny wieczór w w tysiącach domów w kraju był mocno zakrapiany. Nielubiana Legia przegrała szósty ligowy mecz z rzędu i zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli Ekstraklasy. Cóż może być piękniejszego dla fana Ruchu, Widzewa, Wisły, Stomilu czy Naprzodu Pogorzałe, niże seria upokorzeń butnych, pewnych siebie,, uważających się za najbogatszych, najbardziej europejskich i najlepszych Warszawian, którzy przez lata na wszystkich ligowych rywali patrzyli z góry?

A mnie jest żal. Nie ukrywam, jestem fanem Legii i Radomiaka, dlatego ciężko mi przejść do porządku dziennego nad degrengoladą klubu, który na arenie międzynarodowej, obok Górnika Zabrze i łódzkiego Widzewa, był wizytówką naszej piłki. Jestem kibicem Legii, ale co mogą potwierdzić ludzie związani z tym klubem, hołdując zasadzie, że pisząc o drużynie z którą się sympatyzuje należy być czystym jak żona Cezara, zdecydowanie częściej krytykowałem „wojskowych”, niż biłem im brawa.

Czytaj też: Trener z przedszkola, czyli młodzież szturmuje Ekstraklasę

Mioduski i Kucharski popełnili błąd

Jednak teraz nie mam ani sił, ani ochoty znęcać się nad piłkarzami z Łazienkowskiej. Tak zwyczajnie, po ludzku jest mi ich szkoda. Podobnie jak kibiców, pracowników, a nawet właściciela Dariusza Mioduskiego. To na nim i na dyrektorze sportowym Radosławie Kucharskim, który jest odpowiedzialny za ostatnie transferowe zaciągi, czytaj niewypały, skupił się gniew fanów. Czy słusznie? Pewnie tak, ale na logikę – który z szefów korporacji, a takową jest za rządów Mioduskiego Legia, działałby na szkodę swojej firmy? Ładował góry pieniędzy i liczył straty? Kompletny nonsens.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że i Mioduski i Kucharski gdzieś popełnili błąd, który zapoczątkował całą lawinę nieszczęścia. Może cały wagon nowych piłkarzy został źle dobrany pod kątem mentalnym? Może kopacze zwyczajnie nie wytrzymują presji, jaka każdego dnia towarzyszy Legii? Może po prostu ten klub to dla nich jedynie miejsce niezłego zarobku, a sportowo za duży rozmiar kapelusza? Nie ulega wątpliwości, że dziś każde złe zagranie, każdy gwizd czy szyderstwo z trybun, każdy stracony gol sprawiają, że te chłopaki wpadają w panikę, boją się wziąć na siebie odpowiedzialność na boisku, drżą ze strachu przed popełnieniem błędu. Prawda jest taka, że dziś szatnia Legii, to bardziej pokój roztrzęsionych bab, a nie wojowników, którzy wychodzą na boisko, by zniszczyć, stłamsić i różnicą kilku bramek pokonać przeciwnika. Legia straciła swoją największą broń. Broń, którą przez lata wygrywała mecze – przeświadczenie, że jest najlepsza, że nikt w Polsce jej nie podskoczy. Aktualnie po walecznej, przekonanej o swojej wartości drużynie pozostała tylko tęsknota.

Legii Warszawa po prostu nie ma

Nie wiem, jaka jest przyczyna rozpadu Legii. Bo trzeba powiedzieć, że drużyny nie ma. Jest grupa piłkarzy, z których większość gra, a raczej próbuje grać, dla siebie. Klub jest ważny tylko ostatniego dnia miesiąca, gdy księgowa robi przelewy.

Żal mi Czesława Michniewicza, który posadą zapłacił za dyletanctwo piłkarzy. Żal mi też nowego trenera Marka Gołębiowskiego, który zwyczajnie został „wsadzony na konia”. Chłopak z otwartą, pełną wiedzy głową, z zapałem i entuzjazmem, ale bez doświadczenia w zarządzaniu gromadą piłkarzyków o przerośniętym ego, miał opanować kryzys w szatni, nie mając w żadnego doświadczenia? W czyjej głowie Uroił się taki chory i mocno krzywdzący dla Gołębiewskiego pomysł?!

To nie trenerzy są winni, tylko piłkarze. Nie ma wyjścia. Trzeba rozgonić to towarzystwo wzajemnej adoracji, znaleźć kruczki prawne, które pozwolą na rozwiązanie umów za porozumieniem stron, zesłać do rezerw, zdyskwalifikować… Nie wiem. Ale nie ulega wątpliwości, że coś zrobić trzeba. Nie pomoże pudrowanie rzeczywistości zimą, które skończy się zakontraktowaniem na szybko kolejnych, jak się okazuje bezużytecznych obcokrajowców. Niech już lepiej sezon dokończą gracze z drugiej drużyny. Przynajmniej będą gryźć trawę. Bo w zmiany trenerów można się bawić w nieskończoność i obudzić w pierwszej lidze…

Legii można nie lubić, ale należy jej się szacunek. Za epickie boje z Sampdorią Genua, Interem Mediolan, Realem Madryt czy Manchesterem United. Za Deynę, Brychczego, Gmocha. Blautów, Żmijewskiego i całą plejadę znakomitych piłkarzy, którzy na przestrzeni lat zakładali koszulkę z „eLką” na piersi. Dlatego nie ma mojej zgody na tolerowanie obecnego dziadostwa.

Piotr Dobrowolski

Czytaj też:

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport