Trener z przedszkola, czyli młodzież szturmuje Ekstraklasę

Unsplash; PAP/Jakub Kaczmarczyk; PAP/	Leszek Szymański
Unsplash; PAP/Jakub Kaczmarczyk; PAP/ Leszek Szymański
Z jednej strony stare trenerskie lisy – Waldemar Fornalik – 58 lat z Piasta Gliwice, Jan Urban – 59 lat Górnik Zabrze czy jeszcze młodzi ale już utytułowani, znający polską ligę jak własną kieszeń – Maciej Skorża – 49 lat Lech, Michał Probierz – 49 lat Cracovia i Marek Papszun – 47 lat Raków Częstochowa. Z drugiej szkoleniowe żółtodzioby, z mlekiem pod nosem – Adam Szała – 29 lat Warta Poznań, Marek Gołębiewski – 41 lat Legia i przede wszystkim Tomasz Kaczmarek – 37 lat Lechia Gdańsk.

Start u "tymczasowych" trenerów

Dwaj pierwsi z wymienionych mają status „tymczasowych” trenerów, a mówienie o mleku pod nosem pod adresem Gołębiewskiego ma na celu uwypuklenie jego zerowego doświadczenia na poziomie Ekstraklasy. Dla Adama Szały mecz z Piastem był jedynym, przynajmniej w najbliższym czasie, w roli opiekuna piłkarzy Warty, bo w przerwie na spotkania reprezentacji docelowo miejsce zwolnionego z poznańskiego klubu Piotra Tworka zajmie niewiele starszy do Szały, bo zaledwie 31 letni Dawid Szulczek, ostatnio pracujący z drugoligowymi Wigrami Suwałki. Ale choć przygoda Szały w roli pierwszego trenera Warty była krótka, to młodziutki szkoleniowiec może nosić głowę wysoko, bo przerwał trwającą aż dziewięć kolejek serię meczów bez zwycięstwa i to przerwał w starciu z nie byle kim, bo w Gliwicach ograł Piast prowadzony przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski Waldemara Fornalika.

Zobacz: Magda Gessler dołącza się do protestu po śmierci Izy z Pszczyny #AniJednejWięcej

Póki co znacznie gorzej radzi sobie na świeczniku Marek Gołębiewski, który w Legii zastąpił Czesława Michniewicza. Ale i zadanie ma nieporównywalnie trudniejsze, niż jego kolega po fachu z Warty. Gołębiewski, który jeszcze dwa tygodnie temu prowadził trzecioligowe rezerwy klubu z Łazienkowskiej, musi przede wszystkim posklejać rozłażącą się jak stare prześcieradło szatnię. Kluczowym zadaniem jest przekonanie plejady gwiazdeczek, że teraz najważniejsze jest zdobywanie punktów w lidze polskiej, a nie lansowanie się (zresztą, co było widać w dwumeczu z Napoli z marnym skutkiem) w Lidze Europy. Tyle, że nie wiadomo czy dostanie na to czas, bo za rządów Dariusza Mioduskiego z trenerami w klubie z warszawskiego Powiśla jest tak, że znikają z firmamentu z szybkością komety.

Czytaj: NBP upamiętnia Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego banknotem kolekcjonerskim i złotą monetą

Tomasz Kaczmarek bez takich problemów

Takich problemów nie ma w Lechii Tomasz Kaczmarek, który może patrzeć w przyszłość bez obaw o zachowanie posady nad morzem. O szefie Lechii Adamie Mandziarze różnie się mówi i zazwyczaj nie są to komplementy pod jego adresem, ale z zatrudnieniem Kaczmarka trafił w punkt. Raz, że uwolnił piłkarzy od nielubianego przez zawodników Piotra Stokowca, a dwa iż postawił na głodnego wilczka, który bez kompleksów z progiem i futryną wszedł do Ekstraklasy. Nieskażony kolesiowskimi układami i zależnościami Kaczmarek trenerskie szlify zdobywał w Niemczech w Victorii Koeln i w tym kraju poznał Mandziarę. Potem terminował u Kosty Runjaicia w Pogoni Szczecin i tak pod okiem chorwackiego Niemca poznał najważniejszą prawdę w trenerskim biznesie – umiejętność współpracy z zawodnikami. Współpracy polegającej na zaufaniu i szacunku do piłkarzy. Co w ostatnich latach w Lechii nie było regułą. Ponadto szkoleniowy małolat wprowadził do zespołu niemieckie obyczaje, czy przede wszystkim „Ordung”, czyli porządek. Na boisku. I grę do końca, bez względu na wynik. Lechia pod wodzą Kaczmarka wie co ma robić w trakcie meczu, piłkarze nie panikują nawet kiedy przegrywają, tylko konsekwentnie robią swoje. Efektem dwie ostatnie wygrane już w doliczonym czasie gry – z Wartą i Zagłębiem Lubin. I sądzę, że to dopiero początek ekspansji gdańskiego klubu, który w tym sezonie będzie największym konkurentem Lecha Poznań w rywalizacji o mistrzostwo Polski. I Lechia nie jest w tym pojedynku bez szans.

Zobacz: Tusk: Wygramy następne wybory parlamentarne

Moda na trenerów na dorobku

Skąd w ogóle wzięła się w polskiej lidze moda na trenerów na dorobku? To proste – z oszczędności. Szkoleniowiec znikąd, dopiero pracujący na swoje nazwisko jest zdecydowanie tańszy od ligowych wyjadaczy. Oto przykład – Michniewicz zarabiał w Legii nieco ponad 100 tysięcy złotych miesięcznie. Gołębiewski, jak udało nam się ustalić, kasuje około 40 tysięcy. A skoro jeden i drugi przegrywają , to Mioduski może się pocieszać faktem, że przy aktualnym trenerze zostanie mu w kieszeni sześćdziesiąt tysięcy miesięcznie. Niezły grosz, z którego można dołożyć na spłatę … zwolnionych wcześniej trenerów – wspomnianego Michniewicza i jego poprzednika Aleksandara Vukovicia.

Mówi się, że młodość to odwaga, spontaniczność i entuzjazm. Pewnie tak, ale i tak przy angażowaniu młodych kluczowe znaczenie ma przymiotnik „tani”.

Piotr Dobrowolski

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport