SquareWrestler SquareWrestler
60
BLOG

Zakute łby #14. „Mam talent?” 3 × nie

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 5
Jak człowiek, który dostał od wyborców 2,7 miliona głosów, od koalicji fotel drugiej osoby w państwie, a od mediów status gwiazdy Sejmu, sześć lat później został z partią na poziomie 1,4 procent i „wielkim powrotem”, którego nie potrafił uzgodnić nawet z własnymi posłami.

Prezydent?

Nie.

Wysoki komisarz ONZ?

Nie.

Wicepremier?

Na dziś również nie.

Szymon Hołownia przez lata prowadził program, w którym oceniano cudze talenty.

Kiedy sam wszedł na polityczną scenę, dostał od Polaków ogromny kredyt zaufania, własną partię, stanowisko marszałka Sejmu i więcej czasu antenowego, niż mógłby sobie wymarzyć jakikolwiek debiutant.

Ambicje rosły.

Liczba stojących za nim ludzi — przeciwnie.

Talent do kamery

Jednego Hołowni odmówić nie można.

Ma talent medialny.

Potrafi mówić, reagować, skracać dystans, rozładować napięcie żartem i wyczuć moment, w którym kamera czeka na puentę. W latach 2008–2019 współprowadził z Marcinem Prokopem „Mam talent!” i tego warsztatu nikt mu nie odbierze.

Problem polega na tym, że talent do prowadzenia programu nie jest jeszcze talentem do prowadzenia państwa ani nawet własnej partii.

Prezenter zapowiada kolejny punkt.

Polityk musi wybrać kierunek.

Prezenter reaguje na to, co dzieje się na scenie.

Lider powinien sprawić, żeby scena nie rozpadła się po jego zejściu.

I właśnie tutaj zaczynają się kłopoty Szymona Hołowni.

Debiut, którego można było nie zmarnować

W 2020 roku Hołownia wszedł do polityki jako kandydat spoza partyjnego układu i zdobył 2 693 397 głosów, czyli 13,87 procent.

Trzecie miejsce.

Bez wielkiej partii, państwowej subwencji i rozbudowanych struktur.

To nie była porażka. To był jeden z najmocniejszych politycznych debiutów ostatnich lat.

Hołownia trafił w realną potrzebę części wyborców: chcieli kogoś spoza wojny PO–PiS, ale niekoniecznie po prawej stronie. Dostał niemal 2,7 miliona ludzi gotowych uwierzyć, że można zbudować trwałe centrum.

Powstała Polska 2050 Szymona Hołowni.

Już sama nazwa mówiła wszystko.

Program miał datę.

Partia miała nazwisko.

A nazwisko miało ambicje.

W 2023 roku Trzecia Droga utworzona przez Polskę 2050 i PSL zdobyła 3 110 670 głosów, czyli 14,40 procent. Nie był to samodzielny wynik Hołowni, ale dawał mu znakomitą pozycję startową.

Następnie 265 posłów wybrało go na marszałka Sejmu.

I wtedy zaczęło się „Sejmflix”.

Kanał Sejmu urósł z około 41 tysięcy do ponad 700 tysięcy subskrybentów. W grudniu 2023 roku Hołownia otwierał ranking zaufania z wynikiem 49 procent.

Polacy oglądali jego konferencje, riposty i starcia z posłami PiS.

Hołownia wyglądał jak człowiek, który właśnie znalazł dla siebie idealną rolę.

Tylko że popularność marszałka Sejmu nie jest automatycznie poparciem dla partii.

Ludzie oglądali zmianę władzy, awantury na sali i sprawnego prowadzącego.

Hołownia uznał jednak, że oklaski dla programu są oklaskami dla prezentera.

Pierwsze czerwone światło

W wyborach europejskich w 2024 roku Trzecia Droga zdobyła już tylko 813 238 głosów, czyli 6,91 procent.

To były inne wybory, z niższą frekwencją, więc prostych porównań robić nie należy.

Ale ostrzeżenie było wyraźne.

Sejmowa popularność lidera nie przekładała się na trwałe przywiązanie wyborców do jego ugrupowania.

Mimo tego Hołownia ponownie wystartował na prezydenta.

Tym razem nie był już kandydatem z zewnątrz.

Był marszałkiem Sejmu, liderem partii współtworzącej rząd, człowiekiem posiadającym struktury, rozpoznawalność i codzienny dostęp do mediów.

W 2025 roku otrzymał 978 901 głosów — 4,99 procent.

Piąte miejsce.

W porównaniu z 2020 rokiem stracił dokładnie 1 714 496 głosów.

Prawie dwie trzecie własnego elektoratu.

Kandydat bez struktur zdobył 13,87 procent.

Druga osoba w państwie — 4,99 procent.

Trudno o bardziej bezlitosny audyt politycznego rozwoju.

W 2020 roku wyborcy znali Hołownię z telewizji i kampanii.

W 2025 roku znali go już z polityki.

I chcieli go wyraźnie mniej.

Jeszcze w grudniu 2023 roku ufało mu 49 procent badanych. W lipcu 2025 roku inne badanie IBRiS pokazało już tylko 14,5 procent zaufania i 82,2 procent nieufności.

Ambicja pozostawała prezydencka.

Mandat społeczny stawał się coraz bardziej osiedlowy.

Nocne rozmowy i dzienne tłumaczenia

Po wyborach Hołownia nie zaczął odbudowywać zaufania.

Zaczął produkować kolejne znaki zapytania.

W czerwcu i lipcu 2025 roku spotykał się z Jarosławem Kaczyńskim w mieszkaniu Adama Bielana. Sam przyznał później, że podczas rozmów pojawił się temat rządu technicznego, który miał odrzucić. Miejsce spotkania uznał za niefortunne.

Kilka tygodni później ogłosił, że wielokrotnie sugerowano mu możliwość opóźnienia zaprzysiężenia Karola Nawrockiego, co określił jako propozycję przeprowadzenia „zamachu stanu”.

Nie wskazał publicznie, kto konkretnie miał składać takie propozycje.

W rezultacie powstały dwa wielkie polityczne widowiska i bardzo mało jasności.

Koalicjanci zaczęli podejrzewać go o rozmowy z PiS.

PiS próbował wykorzystać spotkania przeciwko koalicji.

Prokuratura zainteresowała się słowami o zamachu stanu.

A Hołownia znów znalazł się w centrum kadru.

Tylko nie było wiadomo, po której stronie sceny właściwie stoi.

Drugie „nie” — Nowy Jork zamiast własnej partii

Rotacyjne odejście Hołowni z funkcji marszałka Sejmu nie było porażką. Wynikało z wcześniejszej umowy koalicyjnej. Od 18 listopada 2025 roku jest wicemarszałkiem Sejmu.

Problemem było to, co zaplanował obok tej rotacji.

We wrześniu 2025 roku ogłosił, że nie będzie ponownie ubiegał się o przewodnictwo w Polsce 2050. Zaczął natomiast starać się o stanowisko wysokiego komisarza ONZ do spraw uchodźców.

Stanowisko otrzymał ostatecznie były prezydent Iraku Barham Ahmed Salih, którego Zgromadzenie Ogólne ONZ wybrało na pięcioletnią kadencję.

Przegrać z byłym prezydentem Iraku nie jest wstydem.

Politycznym błędem było natomiast wysłanie własnym działaczom i wyborcom komunikatu: moje następne życie będzie gdzie indziej — zanim ktokolwiek potwierdził, że to stanowisko dostanie.

Hołownia opuścił most, zanim dopłynął do drugiego brzegu.

W grudniu ostatecznie zrezygnował ze startu na przewodniczącego partii. Pisał do działaczy, że nie chce być dla nich obciążeniem.

Kiedy jednak elektroniczna druga tura wyborów w Polsce 2050 została unieważniona z powodu problemów technicznych, nagle zaczął rozważać powtórzenie całych wyborów.

Całych — czyli takich, w których sam mógłby ponownie wystartować.

Chciał przekazać pałeczkę.

A gdy ktoś ją przejął, zaczął pytać, czy biegu nie należałoby rozpocząć jeszcze raz.

Ostatecznie powtórzono tylko drugą turę. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz pokonała Paulinę Hennig-Kloskę wynikiem 350 do 309 głosów.

Niecałe trzy tygodnie później partia się rozpadła.

Powstały dwa kluby liczące po 15 posłów: Polska 2050 i Centrum. W marcu z nazwy ugrupowania usunięto nazwisko założyciela. Polska 2050 Szymona Hołowni została Polską 2050 Rzeczypospolitej Polskiej.

Projekt polityczny zbudowany wokół jednego człowieka nie przetrwał pierwszej poważnej próby przekazania władzy.

Sam Hołownia przyznał później:

„To była błędna decyzja. Byłem za słaby, żeby się z tym zmierzyć”.

Trudno napisać mocniejsze podsumowanie od tego, które napisał sobie sam.

Trzecie „nie” — wielki powrót, którego nie było

Na początku sierpnia 2026 roku media ogłosiły kolejny zwrot.

Szymon wraca.

Miał przejąć kontrolę nad 15-osobowym klubem Polski 2050, odsunąć Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, ponownie połączyć siły z PSL, wejść do rządu i zostać wicepremierem oraz ministrem kultury.

Interia pisała 7 sierpnia, że w rządzie „huczy” od informacji o jego powrocie.

Tyle że sześć dni później „Newsweek” poinformował, że plan się posypał. Hołownia nie przekonał posłów własnego klubu, aby porzucili Pełczyńską-Nałęcz, a Donald Tusk nie podjął decyzji o powołaniu go do rządu.

Wielki powrót zakończył się, zanim Hołownia wrócił z urlopu.

14 sierpnia „Rzeczpospolita” opisała już trzy możliwe oferty.

Pierwsza: wicepremier i minister kultury.

Druga: odbudowana Trzecia Droga z PSL.

Trzecia: współpraca z Mateuszem Morawieckim i jego Rozwojem Plus.

Od Tuska przez Kosiniaka-Kamysza aż do Morawieckiego.

Całe polityczne centrum w jednym menu.

Problem w tym, że objęcie stanowiska wicepremiera miałoby wymagać odzyskania partii, przejęcia klubu oraz odbudowania ugrupowania sprzed rozłamu.

Według rozmówców gazety Hołownia nie ma dziś większości nawet w 15-osobowym klubie.

To nie są jeszcze oficjalne decyzje, lecz medialne ustalenia i anonimowe relacje polityków.

Jedyny potwierdzony stan na 14 sierpnia jest taki:

Szymon Hołownia pozostaje wicemarszałkiem Sejmu.

Nie przejął klubu.

Nie wszedł do rządu.

Nie został wicepremierem.

Za to Polska 2050 uzyskała w najnowszym badaniu IBRiS zaledwie 1,4 procent poparcia.

Ambicje są więc w randze wicepremiera.

Zaplecze — na granicy błędu statystycznego.

Ambicje bez politycznego talentu

Hołownia nie jest człowiekiem pozbawionym inteligencji, wrażliwości czy zdolności komunikacyjnych.

Ale talent polityczny mierzy się czymś innym.

Tym, czy potrafisz zbudować organizację silniejszą od własnego nazwiska.

Czy podejmujesz decyzję przed kryzysem, a nie po nim.

Czy umiesz wybrać sojuszników i kierunek.

Czy ludzie idą za tobą również wtedy, gdy kamera zostaje wyłączona.

Hołownia zbudował partię nazwaną swoim nazwiskiem, która rozpadła się po jego odejściu.

Zrezygnował z przewodnictwa, zanim dostał stanowisko w ONZ.

Po przegranej w ONZ chciał wrócić, ale partia miała już nową przewodniczącą.

Następnie próbował odzyskać klub, lecz według medialnych ustaleń nie zdobył poparcia nawet własnych posłów.

Dziś jednocześnie może współpracować z Tuskiem, wrócić do PSL albo rozmawiać z Morawieckim.

To nie jest budowanie mostów.

To jest stanie na rondzie i nazywanie każdego zjazdu strategicznym kierunkiem.

Werdykt jury

Jeżeli ktoś uważa tę ocenę za niesprawiedliwą, niech wskaże jeden trwały polityczny kapitał zbudowany przez Szymona Hołownię.

Nie sprawną konferencję.

Nie popularną ripostę.

Nie stanowisko przyznane w umowie koalicyjnej.

Trwałą strukturę, rosnący elektorat, zjednoczony klub albo reformę, która jednoznacznie kojarzy się właśnie z nim.

Jedną.

Bo na dziś polityczny bilans Hołowni wygląda następująco:

Prezydent — nie.

Wysoki komisarz ONZ — nie.

Wicepremier — na razie nie.

Trzy razy nie.

Być może Hołownia jeszcze wróci. W polskiej polityce wracają niemal wszyscy.

Tylko powrót po stanowisko nie jest tym samym co powrót zaufania.

A tej roli nie może mu przyznać ani Tusk, ani PSL, ani Mateusz Morawiecki.

W „Mam talent!” Hołownia zapowiadał werdykt jury.

Dzisiaj werdykt zapowiada jego własna kariera.

Ambicje — bez limitu.

Talent polityczny — wciąż na castingu.

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka