SquareWrestler SquareWrestler
61
BLOG

Grzegorz Braun. Ile w nim kontrowersji, a ile medialnej etykiety?

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 4
Grzegorz Braun jest kontrowersyjny. Tego nie trzeba udowadniać. Wystarczy włączyć telewizję. Ale co się stanie, gdy odłożymy gaśnicę, paski „PILNE”, trzysekundowe cytaty i polityczne etykiety, a zamiast tego zaczniemy sprawdzać jego słowa dokładnie tak samo jak wypowiedzi innych polityków? Wynik nie robi z Brauna świętego. Pokazuje jednak, że rzeczywistość jest znacznie bardziej niewygodna niż prosty obraz „politycznego wariata”. Bo czasem Braun przeszarżowuje. Czasem zwyczajnie się myli. Ale czasem ma też rację — i właśnie wtedy robi się najciekawiej.

Grzegorz Braun jest kontrowersyjny.

To wiemy wszyscy.

Pytanie brzmi: ile tej kontrowersyjności rzeczywiście należy do Brauna, a ile zostało przez lata dobudowane wokół jego nazwiska?

Bo kiedy zdejmiemy z niego gaśnicę, telewizyjne paski, najbardziej radykalne cytaty i polityczne etykiety, zostaje polityk, którego można sprawdzić.

Dokładnie tak samo jak każdego innego.

I od tego warto zacząć.

Braun nie potrzebuje obrońcy.

Potrzebuje sprawdzianu.

Bo jeżeli chcemy krytykować media za manipulowanie jego wypowiedziami, sami nie możemy manipulować na jego korzyść.

Dlatego najpierw rzecz niewygodna dla najbardziej zagorzałych zwolenników Brauna.

Braun czasami mówi rzeczy nieprawdziwe.

Czasami przesadza.

Czasami bierze prawdziwy fakt i buduje na nim wniosek znacznie większy, niż pozwalają dowody.

W naszym audycie trzydziestu możliwych do zweryfikowania twierdzeń wyszło dziesięć fałszów i cztery manipulacje.

Nie ma sensu tego pudrować.

Nie uratował go kontekst w części wypowiedzi dotyczących pandemii.

Nie uratował przy niektórych twierdzeniach związanych z Ukrainą.

Nie uratował również przy wypowiedziach dotyczących Auschwitz.

Jeżeli fakt jest fałszywy, nazwisko autora go nie naprawia.

Ale na tym audyt się nie skończył.

Bo z tych samych trzydziestu tez czternaście okazało się prawdziwych, a jedna częściowo prawdziwa.

I tutaj obraz zaczyna się komplikować.

Braun bardzo często nie zaczyna od wymyślonej historii.

Zaczyna od czegoś, co rzeczywiście się wydarzyło.

Prawdziwej liczby.

Prawdziwego dokumentu.

Prawdziwej decyzji.

Problem pojawia się później.

Fakt zostaje dokręcony.

Wniosek rozszerzony.

Retoryka podniesiona o kilka poziomów.

I coś, co zaczęło się jako rozsądna uwaga, kończy jako zdanie idealne do telewizyjnego paska.

Można powiedzieć, że Braun często trafia w punkt wyjścia, a potem przejeżdża punkt końcowy.

I tutaj zaczyna się najciekawsza część tej historii.

Bo czy każde takie przeszarżowanie jest tylko błędem?

Niekoniecznie.

Braun funkcjonuje w polityce wystarczająco długo, żeby wiedzieć, jak działa współczesny obieg informacji.

Zdanie spokojne ginie.

Zdanie techniczne przechodzi bokiem.

Dwuminutowe wyjaśnienie interesuje garstkę ludzi.

Ale zdanie, po którym pół internetu krzyczy „skandal”, trafia wszędzie.

I Braun nauczył się korzystać z tej zasady.

Czy robi to za każdym razem świadomie?

Tego nie da się udowodnić.

Ale efekt jest doskonale widoczny.

Najpierw pojawia się mocne zdanie.

Potem nagłówki.

Oburzenie.

Polityczne komentarze.

Fragmenty w mediach społecznościowych.

Reakcje przeciwników.

A dopiero później, czasami, pojawia się wyjaśnienie, doprecyzowanie albo pełniejszy kontekst.

Pierwszy komunikat ma jednak kilka milionów odbiorców.

Drugi ułamek tego.

I tak powstaje marka.

Grzegorz Braun — kontrowersyjny.

Dobrym przykładem pozostaje jego wypowiedź skierowana do Adama Niedzielskiego:

„Będziesz pan wisiał”.

Te trzy słowa zapamiętała cała Polska.

Braun rzeczywiście je powiedział.

Nie ma sensu twierdzić inaczej.

Ale wcześniejsza część wypowiedzi dotyczyła odpowiedzialności ministra, konsekwencji prawnych i trybunału.

Czy to sprawia, że zdanie staje się normalne?

Nie.

Czy zmienia sposób jego rozumienia?

Tak.

Bo czym innym jest bezpośrednia groźba zabicia człowieka, a czym innym — nadal brutalna i skrajna — zapowiedź odpowiedzialności po zmianie politycznej.

Pierwszy wariant mieści się w trzech słowach.

Drugi potrzebuje kontekstu.

Nagłówek wygrał.

I właśnie tutaj pojawia się coś, co można nazwać selektywną widocznością.

Nie trzeba Brauna usuwać z mediów.

Wystarczy pokazywać go przede wszystkim wtedy, kiedy robi coś najbardziej widowiskowego.

Gaśnica.

Awantura.

Najostrzejszy cytat.

Najbardziej radykalne zdanie.

Po kilku latach przeciętny odbiorca przestaje znać Brauna jako polityka mającego określone poglądy, program i argumenty.

Zna zestaw obrazków.

I jedno słowo.

Kontrowersja.

Nie oznacza to jednak, że każdy medialny zarzut wobec Brauna jest manipulacją.

Nie jest.

Są wypowiedzi, których szerszy kontekst nie ratuje.

Są również takie, przy których późniejsze tłumaczenia nie zmieniają zasadniczego znaczenia.

I właśnie dlatego bezkrytyczna obrona Brauna byłaby równie nieuczciwa jak automatyczne uznawanie wszystkiego, co powie, za brednię.

Nie każdy Braun został wyrwany z kontekstu.

Nie każdy Braun jest ofiarą mediów.

Czasami sam produkuje kontrowersję, która później do niego wraca.

Ale istnieje również druga strona tej historii.

I ona jest znacznie bardziej interesująca.

W 2019 roku „Wiadomości” TVP prezentowały wyniki sondażu wyborczego.

PiS.

Koalicja Obywatelska.

Lewica.

PSL.

Konfederacja miała pięć procent.

Konfederacji na ekranie zabrakło.

Sprawa skończyła się sądowym nakazem sprostowania i przeprosin.

I tutaj rozpada się prosta opowieść, według której Braun jest politycznie zwalczany wyłącznie przez lewicę i liberalne media.

Bo wtedy chodziło o telewizję publiczną kontrolowaną przez obóz PiS.

Czyli prawicę.

Nie trzeba teorii spiskowej.

Wystarczy polityczny interes.

Braun jest niewygodny dla lewej strony, ponieważ podważa część jej podstawowych założeń.

Ale jest również niewygodny dla prawej strony, ponieważ konkuruje o tego samego wyborcę.

A dzisiaj nie jest już politycznym folklorem.

Ma własny elektorat.

Ma partię.

Ma własne kanały komunikacji.

Ma ogromne zasięgi.

I ma markę, której pozazdrościć mogłoby mu wielu polityków.

Braun wchodzi i wiadomo, że coś się wydarzy.

To jego siła.

I jego największy problem.

Bo kontrowersja zaczyna funkcjonować jak paliwo.

Braun mówi mocniej.

Media pokazują.

Przeciwnicy reagują.

Algorytmy podbijają.

Braun dostaje kolejny zasięg.

Więc następnym razem trzeba powiedzieć coś jeszcze mocniej.

I powstaje sprzężenie zwrotne.

Im bardziej Braun jest kontrowersyjny, tym częściej media pokazują go jako polityka kontrowersyjnego.

A im częściej pokazują go wyłącznie w takim wydaniu, tym większa jest pokusa, żeby właśnie w ten sposób przebijać się do opinii publicznej.

Problem polega na tym, że gdzieś pomiędzy jednym a drugim mogą znajdować się również sprawy rzeczywiście warte dyskusji.

I wtedy pada pytanie najważniejsze.

Czy argument staje się fałszywy tylko dlatego, że wypowiedział go Grzegorz Braun?

Nie.

Tak samo jak nie staje się prawdziwy tylko dlatego, że wypowiedział go Braun.

Powinno być to oczywiste.

W polityce jednak często nie jest.

Nazwisko zastępuje analizę.

„Powiedział Braun”.

I już.

Kontrowersjonista.

Ekstremista.

Skandalista.

Koniec rozmowy.

Dlatego wynik naszego audytu jest interesujący nie dlatego, że Braun wypadł świetnie.

Nie wypadł.

Czternaście fałszów i manipulacji w trzydziestu sprawdzonych tezach to wynik, którego nie ma sensu upiększać.

Ale nie obronił się również obraz człowieka, który niemal za każdym razem mówi nieprawdę.

Okazało się coś mniej wygodnego.

Braun potrafi mieć rację. Czasami częściej, niż jego medialna etykieta pozwala przypuszczać.

A kiedy się myli, charakterystyczny jest jeszcze jeden mechanizm.

Często nie wymyśla całej historii od zera.

Bierze prawdziwy fakt.

Dokręca śrubę.

I dokręca ją tak długo, aż konstrukcja przestaje wytrzymywać.

Czy to rozsądne?

Niekoniecznie.

Czy skuteczne medialnie?

Najwyraźniej tak.

Czy robi to czasami właśnie po to, żeby przebić się do głównego obiegu?

To już interpretacja.

Ale trudno uwierzyć, żeby polityk funkcjonujący od lat w mediach nie zauważył, że właśnie jego najbardziej radykalne wypowiedzi otrzymują największy zasięg.

I dlatego odpowiedź na pytanie z tytułu nie jest prosta.

Czy Grzegorz Braun jest kontrowersyjny?

Oczywiście.

Czasami całkowicie zasłużenie.

Są wypowiedzi, których nie da się obronić.

Są przeszarżowania, których nie można zrzucić na media.

Są faktyczne błędy.

Ale istnieje również druga połowa obrazu.

Selektywna widoczność.

Polityczny interes przeciwników z lewej i prawej strony.

Media premiujące konflikt.

Algorytmy premiujące najbardziej radykalne komunikaty.

I sam Braun, który nauczył się ten mechanizm wykorzystywać.

Nie jest więc wyłącznie ofiarą własnej etykiety.

Nie jest też wyłącznie jej twórcą.

Jest jednym i drugim jednocześnie.

Braun nie potrzebuje immunitetu od krytyki.

Potrzebuje tego samego, czego powinien potrzebować każdy polityk.

Sprawdzenia.

Jeżeli mówi nieprawdę — wykazać fałsz.

Jeżeli manipuluje — pokazać manipulację.

Jeżeli przesadza — nazwać przesadę.

Ale jeżeli ma rację?

Wtedy również trzeba mieć odwagę to powiedzieć.

Bo argument nie staje się fałszywy tylko dlatego, że wypowiedział go Grzegorz Braun.

Braun zrobił z kontrowersji megafon.

Media zrobiły z megafonu Brauna.

A wyborca powinien wreszcie sprawdzić, co przez ten megafon naprawdę słychać.

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka