SquareWrestler SquareWrestler
179
BLOG

Zakute łby — wydanie specjalne: 35 kartek Wałęsy. Pytania, których nie zamknęło umorzenie

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 4
Najpierw biegli przypisali Lechowi Wałęsie autorstwo znacznej większości badanych dokumentów. Później prokuratura rozebrała ich ekspertyzę na części i uznała, że nie daje ona wystarczającej podstawy do odpowiedzialności karnej. Tyle że sam Wałęsa publicznie opowiedział o około 35 kartkach A4, dwóch egzemplarzach tekstu oraz zaświadczeniu z rewizji, podczas której jeden z nich miała zabrać SB. Jeżeli te kartki istniały — gdzie są? Jeżeli napisał je własnoręcznie — dlaczego nie stały się materiałem porównawczym? A jeżeli nie napisał — na czym właściwie opiera swoją wersję? Umorzenie zamknęło postępowanie. Nie zamknęło tych pytań.
Jedno określenie wystarczyło, żeby cała sprawa zjechała z toru dokumentów na tor oburzenia.

Wtórny analfabeta.

Można się oburzać. Można ironizować. Można przypominać przemówienia, podpisywane dokumenty, Pokojową Nagrodę Nobla i prezydenturę.

Tylko że przedmiotem postępowania nie było ustalenie, czy Lech Wałęsa zasługuje na obraźliwą etykietę.

Chodziło o konkretne rękopisy, podpisy, materiał porównawczy i zeznania złożone 13 kwietnia 2016 roku.

Niezależnie od intencji efekt medialnej awantury okazał się dla Wałęsy wyjątkowo wygodny. Zamiast pytać, kto sporządził sporne dokumenty i gdzie znajduje się materiał mogący pomóc w ich zbadaniu, cała Polska zaczęła debatować, czy laureat Nobla potrafił pisać.

A najważniejszy szczegół niemal zniknął pod nagłówkami.

Około 35 kartek A4.

Nie wymyślonych przez przeciwników Wałęsy. Nie dopisanych przez IPN. Opisanych publicznie przez niego samego.

EKSPERTYZA, KTÓREJ NIE OBALONO NOWĄ EKSPERTYZĄ

24 września 2026 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała o umorzeniu postępowania przeciwko Lechowi Wałęsie.

Sprawa dotyczyła jego zeznań z 13 kwietnia 2016 roku. Podczas przesłuchania były prezydent zakwestionował autorstwo niemal wszystkich okazanych mu dokumentów odnalezionych w tak zwanych teczkach Kiszczaka.

Wcześniej biegli Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie uznali, że znaczna większość badanych dokumentów oraz podpisów „Bolek” została sporządzona przez osobę, od której pochodził przekazany im materiał porównawczy. Materiał ten prokurator opisał jako pochodzący od Lecha Wałęsy. Na tej podstawie postawiono byłemu prezydentowi zarzut składania fałszywych zeznań.

Prokuratura później uznała jednak, że fundament tej opinii jest zbyt słaby, by oprzeć na nim odpowiedzialność karną.

Biegłym nie przekazano próby pisma pobranej od Wałęsy w kontrolowanych warunkach. Spośród 136 dokumentów wykorzystanych jako materiał porównawczy Wałęsa bez zastrzeżeń potwierdził autorstwo zaledwie dwóch podpisów, a w przypadku pięciu kolejnych uznał je za bardzo prawdopodobne.

Do tego doszła różnica czasu. Badane rękopisy pochodziły z lat 1970–1980, natomiast większość materiału porównawczego — z lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i późniejszych. Prokuratura przypomniała również, że w latach osiemdziesiątych funkcjonariusze SB fałszowali podpisy i pismo Wałęsy, próbując go skompromitować między innymi przed Komitetem Noblowskim.

Był jeszcze jeden poważny problem.

Biegli analizowali 139 długich, często wielostronicowych tekstów, 63 podpisy „Bolek” oraz dwa podpisy „Lech Wałęsa”. Tymczasem po stronie porównawczej mieli głównie podpisy, kilka krótkich zapisów i jeden dłuższy życiorys z 1976 roku, którego autorstwo Wałęsa również zakwestionował.

To są konkretne zastrzeżenia metodologiczne. Nie wolno ich zbywać politycznym wzruszeniem ramion.

Ale nie wolno też opowiadać, że nowa ekspertyza wykazała fałszerstwo spornych dokumentów.

Takiej ekspertyzy nie przeprowadzono.

Prokuratura uznała dotychczasową opinię za niewystarczającą i odstąpiła od zamawiania kolejnej, ponieważ — w jej ocenie — nie dało się już zdobyć odpowiedniego, pewnego materiału porównawczego.

To zasadnicza różnica. Starą ekspertyzę uznano za niewystarczającą do podtrzymania zarzutu. Nie zastąpiono jej nową opinią, która wskazałaby innego autora badanych dokumentów.

Umorzenie nie jest więc magiczną gumką, którą można wytrzeć wcześniejsze ustalenia, archiwa i wszystkie pytania. Jest decyzją procesową podjętą przy określonym materiale dowodowym i określonym standardzie odpowiedzialności karnej.

WTÓRNY ANALFABETYZM. ŚWIETNY NAGŁÓWEK, SŁABA ODPOWIEDŹ

W komunikacie dotyczącym umorzenia prokuratura przytoczyła zeznania świadków, według których Wałęsa nie sporządzał długich rękopisów, szczególnie w latach siedemdziesiątych. Niektórzy z nich określali go mianem wtórnego analfabety.

To określenie pochodzi z zeznań. Nie jest diagnozą medyczną ani niezależnie potwierdzonym faktem.

Prokuratura użyła tych relacji w węższym celu: aby wykazać, że podpisy i kilkusłowowe zapisy nie powinny służyć do identyfikowania autora wielostronicowych tekstów.

I właśnie wtedy do drzwi tej argumentacji puka sam Lech Wałęsa ze swoją opowieścią o 35 kartkach A4.

Z jednej strony w materiale postępowania pojawia się obraz człowieka, który długich rękopisów nie sporządzał. Z drugiej strony ten sam człowiek publicznie opowiada o przygotowaniu kilkudziesięciu stron tekstu dotyczącego Grudnia 1970 roku, własnej działalności i zachowań kolegów.

To jeszcze nie jest dowód sprzeczności. Nie wiemy przecież, kiedy dokładnie tekst powstał, czy był rękopisem, czy Wałęsa napisał go sam i czy korzystał z czyjejś pomocy.

Ale właśnie dlatego należało ten trop sprawdzić, a nie przejść nad nim do porządku dziennego.

Bo jeśli jednym z najważniejszych problemów sprawy jest brak długiego, pewnego tekstu porównawczego, a sam zainteresowany opowiada o 35 własnych kartkach, to nie jest publicystyczna ciekawostka.

To potencjalny materiał dowodowy.

35 KARTEK, KTÓRYCH NIKT NIE POŁOŻYŁ NA STOLE

W styczniu 2025 roku media opisały nagranie, w którym Wałęsa przedstawił własną wersję pochodzenia części materiałów uznawanych za doniesienia.

Były prezydent mówił, że podczas porządkowania domowych dokumentów odnalazł zaświadczenie dotyczące rewizji przeprowadzonej w jego domu. Według jego relacji funkcjonariusze zabrali wówczas sporządzony przez niego opis wydarzeń Grudnia 1970 roku oraz działalności do 1976 roku.

Wałęsa przyznał, że opisywał również kolegów i ich zachowania. Mówił o około 35 kartkach A4. Nie pamiętał, czy zapisał je jednostronnie, czy dwustronnie.

To nie wszystko.

Według jego opowieści tekst powstał w dwóch egzemplarzach. Jeden miał pozostać w domu. Drugi Wałęsa miał przekazać Leonowi Stobieckiemu z przeznaczeniem dla Bogdana Borusewicza. Sam przyznawał, że później nie sprawdził, czy dokument dotarł do adresata.

Egzemplarz pozostawiony w domu — jak twierdził — zabrała SB. Następnie bezpieka miała wykorzystać opisane przez niego zdarzenia i zachowania kolegów do sporządzenia materiałów przedstawianych jako doniesienia.

To wersja bardzo wygodna dla Wałęsy. Treści obciążające można w niej wyjaśnić jego własnymi zapiskami, a formę dokumentów — działalnością bezpieki.

Tyle że wygodna wersja nie staje się prawdziwa tylko dlatego, że opowiada ją były prezydent.

Trzeba ją sprawdzić.

Wałęsa podał liczbę kartek, format, liczbę egzemplarzy, nazwisko pośrednika, nazwisko planowanego odbiorcy, okoliczności zabrania jednego egzemplarza i informację o odnalezionym zaświadczeniu z rewizji.

To wyjątkowo dużo punktów zaczepienia jak na historię, której podobno nie da się zweryfikować.

Gdzie jest zaświadczenie?

Czy zostało opublikowane?

Czy zawiera datę rewizji, nazwiska funkcjonariuszy albo wykaz zabranych przedmiotów?

Czy w archiwach zachował się protokół tej czynności?

Czy sprawdzono dokumentację jednostki, która miała przeprowadzić rewizję?

Czy próbowano ustalić los drugiego egzemplarza?

Czy przesłuchano osoby wskazane przez Wałęsę albo zbadano ich archiwa?

Z opublikowanego komunikatu prokuratury nie wynika, czy i w jaki sposób ten konkretny wątek został zweryfikowany.

Nie można więc uczciwie stwierdzić, że śledczy go zignorowali.

Można jednak domagać się odpowiedzi, czy go sprawdzili.

ALBO NAPISAŁ, ALBO NIE NAPISAŁ. KAŻDY WARIANT UWIERA

Historia 35 kartek prowadzi do trzech możliwości.

Pierwsza: Wałęsa napisał tekst własnoręcznie.

Wtedy pojawia się długi materiał mogący mieć znaczenie porównawcze. Trzeba ustalić datę jego powstania, autentyczność oraz związek czasowy z badanymi dokumentami. Trudniej byłoby też bez dodatkowego wyjaśnienia utrzymywać, że Wałęsa w tamtym okresie nie sporządzał długich rękopisów.

Druga: Wałęsa przygotował materiał, ale go nie napisał — dyktował, korzystał z pomocy albo sporządził go w innej formie.

Wtedy trzeba ustalić, kto fizycznie zapisał tekst i co dokładnie oznacza używane przez Wałęsę słowo „przygotowałem”. Taki dokument nie byłby próbką jego pisma, ale nadal mógłby pomóc zweryfikować historię o przejęciu treści przez SB.

Trzecia: żadnego egzemplarza ani dokumentacji pozwalającej potwierdzić tę opowieść nie da się odnaleźć.

Wtedy 35 kartek pozostaje wyłącznie relacją człowieka bezpośrednio zainteresowanego wynikiem sporu. Relacją szczegółową, ale nieweryfikowalną.

W każdym z tych wariantów pozostaje praca do wykonania.

W żadnym nie wystarcza wzruszenie ramionami.

Nie można jednocześnie powoływać się na 35 kartek jako źródło treści wykorzystanych rzekomo przez SB i traktować ich nieobecności jako nieistotnego drobiazgu. Skoro te kartki mają wyjaśniać, skąd bezpieka znała opisy kolegów i wydarzeń, muszą podlegać takiej samej kontroli jak dokumenty, które mają tłumaczyć.

Wałęsa sam wprowadził je do tej sprawy.

Teraz nie może oczekiwać, że wszyscy grzecznie odwrócą wzrok.

PIENIĄDZE, MIESZKANIE I IRONIA, KTÓRA NIE JEST DOWODEM

13 lipca 2017 roku Wałęsa wystąpił w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i”. W rozmowie pojawił się temat zarzutów dotyczących pieniędzy i mieszkania rzekomo otrzymanych od SB.

Wyrwane z kontekstu fragmenty mogły brzmieć jak przyznanie się. W pełniejszym zapisie rozmowy Wałęsa wyjaśniał jednak, że ironicznie odgrywał wersję wynikającą z przytoczonego materiału medialnego.

Nie wolno z takiego urywka robić samodzielnego dowodu płatnej współpracy.

I nie trzeba.

Znacznie ważniejsza jest późniejsza opowieść o 35 kartkach, ponieważ tam Wałęsa nie komentuje ironicznie cudzego zarzutu. Przedstawia własną, rozbudowaną wersję wydarzeń: wskazuje liczbę stron, dwa egzemplarze, konkretne osoby, rewizję i odnalezione zaświadczenie.

Nie trzeba wkładać mu w usta cudzych słów.

Wystarczy poprosić, żeby udokumentował własne.

DOKUMENTY PRZED KAMERĄ, ODPOWIEDZI BRAK

29 września 2026 roku reporter wPolsce24 Rafał Jarząbek próbował pokazać Wałęsie skany dokumentów i zapytać, czy rozpoznaje pismo.

Były prezydent zaproponował dziennikarzowi, żeby wykorzystał te materiały do podtarcia sobie tyłka. Na pytanie, czy widnieje na nich jego pismo, nie odpowiedział.

Trzeba zachować proporcje.

Nie wiemy, jakie dokładnie dokumenty pokazał reporter. Nie ustaliliśmy, czy były objęte ekspertyzą Instytutu Sehna. Wulgarna reakcja Wałęsy nie dowodzi autentyczności żadnego rękopisu.

Dowodzi tylko jednego: odpowiedź nie padła.

Wałęsa ma prawo nie rozmawiać z reporterem. Ma prawo uznać pytanie za prowokację. Ma nawet prawo odpowiedzieć po chamsku i ponieść za to wyłącznie ocenę opinii publicznej.

Nie ma jednak prawa oczekiwać, że brak odpowiedzi zostanie uznany za wyjaśnienie sprawy.

Można kazać reporterowi podetrzeć się skanami.

Nie da się w ten sposób wytrzeć pytania z archiwum.

NAJMOCNIEJSZE ARGUMENTY PROKURATURY TEŻ TRZEBA POKAZAĆ

Uczciwa analiza nie może przemilczeć argumentów, które najmocniej wspierają decyzję o umorzeniu.

Prokuratura nie ograniczyła się do krytyki materiału porównawczego. W komunikacie wskazała również, że zeznania świadków miały przemawiać za tym, iż teczki znalezione u wdowy po Czesławie Kiszczaku mogły zostać spreparowane. Opisywane rozbieżności dotyczyły między innymi liczby kart, proporcji maszynopisów i rękopisów, wyglądu okładek, sposobu łączenia dokumentów oraz brakujących pieczęci i wpisów archiwalnych.

Prokuratura zakwestionowała również wiarygodność ostatnich zeznań Edwarda Graczyka, powołując się na jego wcześniejsze odmienne relacje oraz opinię psychologa wskazującą na skłonność do konfabulacji związaną z zaburzeniami demencyjnymi.

To są poważne argumenty. Nie wolno ich chować tylko dlatego, że komplikują wygodną opowieść o sprawie zamkniętej raz na zawsze przez IPN.

Ale działają one również w drugą stronę.

Jeżeli wersja Wałęsy o 35 kartkach ma tłumaczyć mechanizm wykorzystania jego własnych zapisków przez bezpiekę, to właśnie ten materiał mógłby pomóc zweryfikować jedną z hipotez o powstaniu spornych dokumentów.

Tym bardziej trzeba zapytać, czy trop został doprowadzony do końca.

IPN podtrzymuje wcześniejsze ustalenia o autentyczności dokumentacji i zwraca uwagę, że nie przedstawiono nowej ekspertyzy podważającej opinię Instytutu Sehna. Prokuratura uważa natomiast, że dotychczasowa opinia nie wytrzymuje standardu wymaganego w postępowaniu karnym.

Te stanowiska są sprzeczne.

Krzyk żadnej ze stron tej sprzeczności nie rozwiązuje.

CZEGO NAPRAWDĘ NIE ROZSTRZYGNĘŁO UMORZENIE?

W całej dyskusji pomieszano trzy odrębne pytania.

Pierwsze: kto historycznie sporządził dokumenty przypisywane tajnemu współpracownikowi „Bolkowi”?

Drugie: czy Wałęsa świadomie zeznał nieprawdę 13 kwietnia 2016 roku?

Trzecie: czy nawet w przypadku nieprawdziwych zeznań można było przypisać mu odpowiedzialność karną, skoro jego wypowiedzi mogły być objęte prawem do obrony przed samooskarżeniem?

Prokuratura uznała, że zgromadzony materiał nie daje pewnych podstaw do przypisania Wałęsie autorstwa zakwestionowanych dokumentów, a więc również do wykazania, że świadomie skłamał.

Niezależnie od tego przyjęła argument prawny, według którego treść jego zeznań mogła być objęta prawem do obrony. Innymi słowy: nawet udowodnienie nieprawdziwości określonej wypowiedzi nie musiałoby automatycznie oznaczać odpowiedzialności karnej w tej konkretnej sprawie.

To ważne rozstrzygnięcie procesowe.

Ale nie jest ono sądowym potwierdzeniem każdej wersji wydarzeń przedstawianej przez Wałęsę.

Nie potwierdza istnienia 35 kartek.

Nie potwierdza ich odebrania podczas rewizji.

Nie wyjaśnia losu drugiego egzemplarza.

Nie odpowiada na pytanie, czy odnalezione przez Wałęsę zaświadczenie rzeczywiście wymienia zabrany tekst.

I nie wskazuje autora każdego spornego dokumentu.

Umorzenie postępowania o składanie fałszywych zeznań nie jest historycznym certyfikatem prawdziwości całej autobiograficznej narracji byłego prezydenta.

35 KARTEK ZAMIAST 35 KOLEJNYCH WYKRĘTÓW

Mamy opinię biegłych przypisującą autorstwo znacznej większości badanych zapisów osobie, od której pochodził przedstawiony materiał porównawczy.

Mamy zastrzeżenia prokuratury dotyczące pochodzenia tego materiału, rozpiętości czasowej, metodyki badań i niemożności zdobycia odpowiednich próbek.

Mamy stanowisko IPN, który nie wycofuje się ze swoich wcześniejszych ustaleń.

Mamy wreszcie Wałęsę, który sam opowiedział o około 35 kartkach A4, dwóch egzemplarzach, Leonie Stobieckim, Bogdanie Borusewiczu, rewizji i odnalezionym zaświadczeniu.

Im bardziej szczegółowa staje się jego opowieść, tym mniej przekonujące jest oczekiwanie, że należy przyjąć ją na słowo.

Czy zaświadczenie istnieje?

Co dokładnie zapisano w wykazie zabranych rzeczy?

Kiedy powstały kartki?

Kto je fizycznie napisał?

Czy którakolwiek kopia przetrwała?

Czy śledczy szukali jej u osób wskazanych przez Wałęsę?

Czy pełne akta postępowania zawierają odpowiedzi, których zabrakło w komunikacie?

To nie są pytania motywowane nienawiścią do historycznej postaci. To zwykły rachunek wiarygodności wystawiony człowiekowi, który sam przedstawił bardzo konkretną wersję wydarzeń.

Umorzenie zamknęło śledztwo dotyczące fałszywych zeznań. Nie zamknęło historii napisanej przez samego Wałęsę. W tej historii nadal leży 35 kartek A4, dwa egzemplarze i zaświadczenie z rewizji. Były prezydent może obrażać się na biegłych, świadków i reporterów. Nie może jednak oczekiwać, że jego własne słowa zostaną objęte immunitetem od pytań. Bohater historii ma prawo do obrony. Nie ma prawa do własnej wersji prawdy bez rachunku w dokumentach.

---

ŹRÓDŁA

1. Prokuratura Okręgowa w Warszawie, komunikat z 24 września 2026 r. dotyczący umorzenia postępowania przeciwko Lechowi Wałęsie: https://www.gov.pl/web/po-warszawa/umorzenie-sledztwa-przeciwko-lechowi-walesie-o-skladanie-falszywych-zeznan-w-sledztwie-dot-tzw-teczek-kiszczaka

2. „Zawsze Pomorze”, 7 stycznia 2025 r., relacja dotycząca nagrania Wałęsy o 35 kartkach i zaświadczeniu o rewizji: https://www.zawszepomorze.pl/artykul/17481,lech-walesa-tlumaczy-jak-zostal-donosicielem

3. Gazeta.pl, 13 lipca 2017 r., relacja z rozmowy Moniki Olejnik z Lechem Wałęsą: https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22092150,olejnik-dopytuje-walese-o-wspolprace-z-sb-ten-nie-wytrzymuje.html

4. wPolityce, relacja z rozmowy Rafała Jarząbka z Lechem Wałęsą z 29 września 2026 r.: https://wpolityce.pl/polityka/walesa-bluzga-do-redaktora-wpolsce24-dupe-wytrzyj-tym,260586

5. Instytut Pamięci Narodowej, komunikat dotyczący umorzenia śledztwa w sprawie podrobienia dokumentów z teczki TW „Bolka”: https://ipn.gov.pl/pl/dla-mediow/komunikaty/55546,Prokurator-OKSZpNP-w-Bialymstoku-umorzyl-sledztwo-w-sprawie-podrobienia-dokument.html

6. Instytut Pamięci Narodowej, informacja o opinii biegłych dotyczącej akt TW „Bolka”: https://archiwum.ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/38560,Informacja-dotyczaca-opinii-bieglych-na-temat-akt-TW-Bolka.html

7. Stanowisko IPN z 25 września 2026 r. dotyczące umorzenia postępowania: https://x.com/ipngovpl/status/2103512674524864521

8. Niezależna.pl, omówienie stanowiska IPN z 25 września 2026 r.: https://niezalezna.pl/polska/ipn-zareagowal-na-umorzenie-sledztwa-przeciwko-walesie-obrazliwe-sugestie/580292

Uwaga źródłowa: tekst opiera się na opublikowanym komunikacie prokuratury, komunikatach IPN, publicznej wypowiedzi Lecha Wałęsy oraz wskazanych relacjach medialnych. Materiały te nie zastępują dostępu do pełnych akt postępowania, kompletnej ekspertyzy ani oryginału opisywanych 35 kartek i zaświadczenia o rewizji. Pytania odnoszące się do zakresu czynności śledczych pozostają pytaniami, dopóki nie zostaną skonfrontowane z pełnymi aktami.

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka