Dziś mają przyjść goście. Trzeba przygotowywać stół, odświeżyć go. To stary mebel, czarny, dębowy. Rozkładam skrzydła i na jednym, które było najczęściej używane dostrzegam, jak zwykle, ślady krawieckiego radełka, tworzą one dziwne łuki, przecięcia z prostymi, rozbiegające się krzywizny. To moment, kiedy myślę o mojej Mamie. Nie ma jej na tym świecie 40lat. Dwudziestego pierwszego maja minęła okrągła rocznica.
W końcu lat czterdziestych i początku lat pięćdziesiątych trudno było o coś gotowego... Większość ubrań dla dzieci, a i dla siebie panie szyły w domu. Do wielu czasopism owego czasu dołączano wykroje. Z tego, co pamiętam celowało w tym „Kobieta i życie”. Jest takie ulubione przeze mnie zdjęcie mojej Mamy.., z nami, bardzo małymi. Ubrani jesteśmy w kurtki (materiał –koc?) i spodnie jej wykonania, a i ona sama jest w żakiecie i spodniach własnej produkcji i z torebką (chlebakiem) też własnej roboty.
Przebiegają mi przez pamięć zdjęcia, obrazki.., widzenia Mamy. Tej nieznanej.. w gimnazjum, harcerki, wioślarki nad Wisłą w Toruniu, Mamy przed samą wojną, z wujem oficerem, na granicy, w Korbielowie i Tej już znanej, z nartami w Zakopanem, Tej w Pobierowie, gotującej zupę rybną w garnuszku z grzałką zasilaną prądem z rozgałęźnika pod sufitem, i później już Tej warszawskiej, w poradnictwie rodzinnym u Jezuitów - wracamy razem, Wołoską, rozmawiamy.., jest wiosna, ciepły wieczór, kasztany?, akacje?, palące się nieliczne latarnie - takie zdjęcie..
Goście już wyszli.. Jest maj, ciepły wieczór, akacje.. – Idę się przejść.



Komentarze
Pokaż komentarze