Dziś jest 3 maja. Polska, jak co roku, świętuje uchwalenie konstytucji 3 maja (a właściwie Ustawy Rządowej) i z tej okazji obowiązuje nawet w Polsce dzień wolny od pracy, co w połączeniu z komunistycznym "świętem pracy" 1 maja daje Polakom długi weekend majowy, czyli okazje do nieróbstwa, upijania się, i rozbijania się po pijanemu na drogach (tak swoją drogą, ile osób już zginęło i ilu pijanych kierowców zatrzymano od początku majówkI?).
Ale czy jest co świętować?
Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, konstytucja 3 maja nie była, nawet jak na polskie warunki, znaczącą reforma państwa, ani nawet nie otwarła drogi do takowych. Była konstytucją nader zachowawczą, uchwaloną przez szlachtę dla szlachty, i nie wprowadziła, poza zniesieniem liberum veto i wolnej elekcji, żadnej istotnej reformy.
Pełne prawa polityczne i obywatelskie miała nadal tylko szlachta i wyższe duchowieństwo (wywodzące się ze szlachty). Tylko ona mogła zasiadać w Sejmie z prawem głosu (miasta otrzymały ograniczoną liczbę przedstawicieli jedynie z głosem doradczym) i wybierać posłów do niego; takowoż na sejmikach. I dotyczyło to tylko pełnoprawnej szlachty. Utrzymano bowiem instytucję skartabelatu, czyli niepełnego szlachectwa. Pierwsze dwa pokolenia nowo nobilitowanej rodziny nie mogły zasiadać w sejmie ani wybierać przedstawicieli do niego, pełnię praw miało dopiero trzecie pokolenie nowej szlachty. Mieszczanie z trudem uzyskali uchwalenie Prawa o miastach królewskich, które dotyczyło, jak sama nazwa wskazuje, tylko miast królewskich, nie prywatnych. Mieszczanie nadal mieli mniej praw politycznych i obywatelskich aniżeli szlachta. O chłopach konstytucja mówiła tylko tyle, że "bierze ich pod opiekę rządu". Nie zniesiono poddaństwa osobistego ani pańszczyzny, o uwłaszczeniu już nie mówiąc.
Równie średniowieczne były jej postanowienia w sprawach religijnych. O ile tym, którzy już się urodzili jako innowiercy, zagwarantowano swobodę religijną, to religia katolicka została oficjalnie potwierdzona jako religia panująca, a przejście od niej do jakiegokolwiek innego wyznania zagrożone było karą śmierci, tak jak do dzisiaj jest to w krajach islamskich. Czyli gdybym żył w tamtych czasach i mieszkał w ówczesnych granicach Polski, zostałbym skazany na karę śmierci (przeszedłem z katolicyzmu na wiarę ewangelicką).
Konstytucja 3 maja już w momencie uchwalenia była aktem przestarzałym, konstytucją dla państwa i społeczeństwa feudalnego, nie oświeceniowego społeczeństwa kapitalistyczneg. Była bublem prawnym. I nie potrafiła zreformować polskiego państwa ani zahamować destrukcyjnych działań magnatów, którzy już rok później obalili tę konstytucję i przywrócili stan prawny sprzed 1791 r. (liberum veto, wolna elekcja, itd.).
I to jest konstytucja, którą świętują dzisiaj Polacy.
Ta konstytucja, podobnie jak pozostałe polskie ustawy zasadnicze z wyjątkiem tej PRLowskiej, miała krótki żywot. Polska nie potrafi sobie wypracować trwałych ram ustrojowych, mimo, że od 1772 r. kurczy się jej terytorium, dla którego miałaby to zrobić. Jednocześnie niewiele zreformowała. Chodziło raczej o to, żeby "zmienic coś, żeby zmienić jak mniej", o zachowanie status quo z kosmetycznymi zmianami. Podobnie dzisiejsza konstytucja Polski jest bardzo wadliwa, a mimo to wielu ludzi upiera się, że ma pozostać niezmieniona i nie dostrzegają jej licznych wad.
A co z uchwaloną 17 września 1787 r., a obowiązującą od 21 czerwca 1788 r. (od ratyfikacji jej przez dziewiąty stan) konstytucją USA?
Konstytucja USA, która zastąpiła wadliwe Artykuły Konfederacji, żyje i ma się doskonale. Obowiązuje już prawie 224 lata, czyli 2 i prawie 1/4 stulecia. W tym czasie rozszerzyła swój zasięg obowiązywania od 13 kolonii na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej w poprzek kontynentu aż do brzegów Pacyfiku, a następnie na Alaskę i na Hawaje.
Gwarantuje ona wolności obywatelskie w większym zakresie, niż prawo jakiekolwiek innego kraju świata. Chroni obywateli przed państwem, a nie na odwrót.
Jako pierwsza wprowadziła monteskiuszowski trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą; nie stworzyła też, panującej w Polsce a bronionej zaciekle przez polskich "konstytucjonalistów", diarchii władzy prezydent-premier.
Jest jednocześnie krótka i oszczędna w słowach. Składa się tylko z 7 artykułów mieszczących się na 10 stronach A4; poprawki dodane do niej po uchwaleniu zajmują kolejne 8 stron, łącznie 18 stron.
Jednocześnie gwarantuje ona swoim stanom szerszą autonomię niż części składowe jakiegokolwiek innego państwa świata z wyjątkiem szwajcarskich kantonów. Wynika to zarówno z oryginalnego tekstu konstytucji, jak i z X poprawki do niej, gdzie czytamy, że "wszelkie uprawnienia nie zastrzeżone dla rządu federalnego ani też nie odebrane stanom są zarezerwowane dla stanów lub dla ludu."
Dlaczego było możliwe zastrzeżenie tak szerokiej autonomii stanów?
Ponieważ to stany, jako przedstawiciele swoich obywateli, czyli ludu Stanów Zjednoczonych, uchwaliły, a następnie ratyfikowały konstytucję. W celu zapewnienia powszechnej obrony i spokoju wewnętrznego zawiązały między sobą federację (Unię) i powołały rząd federalny o bardzo ograniczonych konstytucyjnie uprawnieniach.
I tak oto Konstytucja USA, składająca się z jasnych, prostych, przejrzystych zasad, gwarantująca najszerszy na świecie zakres wolności obywatelskich i najszerszą na świecie poza Szwajcarią autonomię samorządów, przetrwała prawie 224 lat, do dnia dzisiejszego, i znacznie rozszerzyła swój zasięg obowiązywania. Pod takim ustrojem Stany Zjednoczone stały się najbogatszym i najsilniejszym krajem świata.
Amerykanie czczą swoją Konstytucję, ale nie potrzebują do tego święta państwowego wolnego od pracy.
Jak słusznie zauważył pan Łukasz Warzecha (BTW, to jest cytat, za który pan Warzecha powinien dostać jakąś nagrodę):
"Amerykanie traktują swoją konstytucję z nabożeństwem i powołują się na nią niezwykle często, broniąc swoich praw. W Polsce powoływanie się przez obywatela na konstytucję w najlepszym wypadku może ściągnąć na delikwenta uśmiechy politowania, a w najgorszym sprawić, że wyląduje on na obserwacji w psychiatryku."
I te dwa zdania same już doskonale podsumowują ogromną różnicę cywilizacyjną i ustrojową między Stanami Zjednoczonymi a Polską.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)