10 obserwujących
25 notek
45k odsłon
2428 odsłon

Patologie zatrudnienia w polskich szpitalach

Szpital przy ul. Niskiej w Tomaszowie Mazowieckim, zdj.: WrS.tm.pl, CC BY-SA 4.0
Szpital przy ul. Niskiej w Tomaszowie Mazowieckim, zdj.: WrS.tm.pl, CC BY-SA 4.0
Wykop Skomentuj27

„W jednym ze szpitali […] podszyłam się pod osobę, która szuka pracy. […] Podczas takiej rozmowy pani sprzątająca nazwała jeden ze szpitali kołchozem. W innym mieście padło porównanie do obozu pracy. […] Koordynatorki bywają też nazywane gestapo. […] Powszechne jest poczucie, że firmy outsourcingowe stosują terror, jeśli chodzi o traktowanie pracowników”.

Korea Północna? Nie, Polska w 2017 i 2018 roku. W tym okresie przez dwanaście miesięcy publiczne szpitale badała Katarzyna Duda. W 32 placówkach przeprowadziła indywidualne rozmowy ze 116 osobami sprzątającymi, przeanalizowała dokumentację dotyczącą zamówień publicznych w tych instytucjach, a także rozmawiała z urzędnikami szpitalnymi o ich doświadczeniach związanych z outsourcingiem i powodach jego stosowania. 

Efektem tych imponujących starań jest raport dostępny na stronie Ośrodka Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle’a [1]. Dzięki niemu możemy zobaczyć, w jakich warunkach sprząta się polskie szpitale i jaką rolę odgrywa w tym outsourcing – zlecanie usług prywatnym firmom zamiast zarządzania nimi przez same placówki. 


Zacznijmy od tego, że w dziesięciu szpitalach zewnętrznym firmom powierzono jedynie część sprzątania. „Nie stosuje się outsourcingu w odniesieniu do powierzchni, w których panują szczególne zasady higieny (np. na salach operacyjnych, w aptekach), a ponadto zajmowanych przez dyrektorów i kadry administracyjne”. Co więcej, „podobne podziały zaobserwowano również w urzędach wojewódzkich i marszałkowskich oraz na uczelniach wyższych i w sądach okręgowych”. Najwyraźniej instytucje publiczne świetnie wiedzą, że outsourcing powoduje pogorszenie jakości usług. 

Powoduje też obniżenie zarobków. Zarówno panie zatrudniane przez szpital, jak i pracownice firm zewnętrznych otrzymują pensję minimalną (1530 zł netto za 160 godzin pracy), ale te pierwsze mogą przynajmniej liczyć na dodatkowe środki z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, wynoszące średnio około 100 zł miesięcznie. Do tego dochodzi przeciążenie obowiązkami: redukcje etatów w szpitalach sprawiły, że jedna osoba wykonuje dziś więcej pracy niż wcześniej. Jest to szczególnie wyczerpujące ze względu na to, iż większość pań ma orzeczoną niepełnosprawność (za takie pracownice firmy zewnętrzne dostają dodatkowe środki z PFRON).

Czy można się dziwić, że wiek sprzątających przekracza zwykle pięćdziesiąt lat? Jeżeli zdarzają się młodsze panie, to Ukrainki, a nie Polki, bo te ostatnie porzucają pracę po okresie próbnym. W dodatku rozziew między osobami zatrudnianymi przez szpitale i pracownicami outsource’owanymi będzie się zwiększał. W sierpniu 2017 roku przyjęto bowiem ustawę, która poskutkuje (i słusznie!) podwyższaniem płac tej pierwszej grupy do końca roku 2021, ale nie pomoże grupie drugiej.

*

Słabnie również status pań sprzątających szpitalne sale. Nie ma już funkcji starszej salowej, a pracownice mówią o traktowaniu ich jak niewidzialnych, niezapraszaniu na wspólne spotkania, pomijaniu podczas składania życzeń. Koordynatorka firmy zewnętrznej w siedleckim szpitalu miała powiedzieć, że salowe są warte tyle co papier toaletowy, a pielęgniarka oddziałowa w szpitalu lubelskim – że są odpadami medycznymi. Wypowiedzi takich Katarzyna Duda nie zanotowała wśród pracownic zatrudnionych bezpośrednio przez szpitale, co pokazuje, że outsourcing wzmacnia wizerunek sprzątających jako osób gorszej kategorii.

Kolejną kwestią jest dodatkowy nadzór. „W placówce w Siedlcach wprowadzono obowiązek przerywania pracy co godzinę i podpisywania oświadczeń o wykonanych czynnościach we wskazanym pomieszczeniu w szpitalu. W innej instytucji od pań wymagano przynoszenia pustych rolek po papierze toaletowym w celu uzyskania nowych”. A same firmy nie zawsze wywiązują się z zobowiązań: dostarczają zbyt mało papieru, worków na śmieci, nakładek do mopów. W jednym z przypadków papieru toaletowego nie dowożono przez dziesięć dni. Opóźnienia zdarzają się także w dowożeniu bielizny dla chorych albo ubrań dla lekarzy mających przeprowadzać operację. Analogicznie bywa z jedzeniem.

W konsekwencji panie chorują. Jedna z rozmówczyń musiała pójść do psychiatry, inną ze stresu bolał żołądek przy każdym przejściu przez bramę szpitala. Autorka raportu słusznie pyta, czy w ten sposób państwo nie traci pieniędzy, które niby zaoszczędziło, oddając sporą część pracowniczek w ręce firm zewnętrznych. Warunki bywają zresztą tak złe, że skłaniają panie do protestów, a te pokazują znaczenie personelu sprzątającego. Na przykład w 2014 roku w bełchatowskim szpitalu musiano z tego powodu na jeden dzień odwołać wszystkie zabiegi i operacje.

*

Nie będę ukrywał: jeżeli próbujemy czytać raport od deski do deski, łatwo można się zniechęcić. Pierwsze kilka stron to głównie rekonstrukcja historyczna i prawna, która była dla mnie dość nużąca (choć z pewnością jest przydatna dla osób pragnących dogłębnie zrozumieć problem). Proponowałbym Wam więc przede wszystkim lekturę sekcji 3.1 i 4.1–4.7; tam znajdziecie dużo ciekawych, a może raczej nieciekawych informacji. (Być może tego rodzaju sugestia mogłaby się znaleźć na pierwszych stronach samego raportu? Lub może posłużyłaby mu nieco inna kompozycja, np. umieszczenie streszczenia na początku, a nie na końcu?).

Wykop Skomentuj27
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo