Czy o uczciwości polityka świadczy jego stosunek do demokracji?
Oficjalnie każdy polityk (nie licząc odmieńców) uznaje demokrację za grunt Zachodniego systemu politycznego. Czyli jest oczywiste, że każdy, kto został wybrany dzięki wyborom demokratycznym czuje, że jego mandat jest słuszny i sprawiedliwy, bo jakiś procent wyborców, którzy mają równe prawa obywatelskie oddali na niego głos, scedowli na niego prawo do decydowania w ich imieniu o sprawach kraju lub rejonu.
Oczywiście identycznie czuje jego oponent polityczny. Wydaje się, że w żaden sposób nie powinni oni wzajemnie kwestionować swych praw do reprezentowania (części) Narodu. A jeśli któryś publicznie kwestionuje prawo innego, to w sposób ewidentny nie stosuje się do demokracji - fundamentalnej zasady ustrojowej, która jego przecież również wprowadziła do systemu sprawowania władzy.
Jeżeli Przedstawiciel Narodu publicznie wypowiada się o innym Przedstawicielu
Narodu:
„...Trzeba go tępić, wypalić gorącym żelazem”.
A o całej formacji:
„... Moim celem jest ich ośmieszyć, wyszydzić, skompromitować, sprowadzić do niskiego parteru...”
to ja zastanawiam się, czy taka wypowiedź to tylko niefrasobliwość? Folklor polityczny? Przekroczenie dobrego smaku? Element zwykłej walki politycznej?
Czy może jest to sprzeniewierzenie się podstawowej zasadzie ustrojowej i powinno być ścigane z urzędu jako przestępstwo przeciwko narodowi.
Zgodnie z tym co mi mówi moje sumienie, to samo kwestionowanie cudzego mandatu świadczy o niedojrzałości politycznej danego osobnika i go dyskwalifikuje..
Taki polityk powinien być piętnowany przez publicystów, którzy też przecież reprezentują naród. Taki polityk powinien być wyeliminowany z życia publicznego. Psuje demokrację, psuje państwo, czyni życie polityczne, delikatnie mówiąc, brzydkim.
Wydaje mi się, że publicyście wolno jednak więcej niż politykowi, bo wypowiada się tylko za siebie lub swój organ (he he). Jego przesadna krytyka, lub czytelna chęć zamordowania słowem, choć dla mnie niesmaczna, jest dozwolona.
Powiem więcej. Skoro ten polityk tak ostro walczy w niedozwolony sposób, przeciwko niemu powinni stanąć publicyści - snajperzy i strelać ostrymi, albo lepiej: pluton egzekucyjny. Albo jeszcze lepiej: Powinien być totalnie zignorowany - kara śmierci przez zapomnienie.
Czy mam rację?



Komentarze
Pokaż komentarze (6)