Napadało trochę śniegu, który utrudnia nieco życie.
Pojawia się wiele notek i komentarzy w tej sprawie. Ktoś wczoraj użył słowa 'apokalipsa' opisując nieodśnieżone chodniki.
Pomyślałem o pieniądzach potrzebnych na odśnieżanie, bo za darmo się chyba nie zrobi.
Z wielką łatwością przychodzi nam krytyka 'ich' za bezczynność, bezmyślność, nieudolność, złą organizację itp.
Przypomniałem sobie taki obrazek.
Kilkanaście lat temu prowadziłem małą firmę na przedmieściu, gdzie ulica była szutrowa. Niedługa ta ulica, ale kilka małych firm produkcyjnych i usługowych było, więc codziennie nawet kilkaset samochodów przejechało. Do tego byli stali mieszkańcy. W drodze robiły się ciągle dziury, zwłaszcza po deszczu. W urzędzie gminy powiedzieli, że asfalt zrobią nie wcześniej, jak za pięć lat, bo najpierw gaz, kanalizacja...
Do mnie też kilku klientów codziennie przyjeżdżało i wstyd mi było, że musieli po tych dziurach jechać, więc brałem łopatę i te 100 metrów co jakiś czas wyrównałem. Chciało mi się.
To były początki pokomuny, braliśmy sprawy we własne ręce. Wielu dosłownie. Znałem ludzi, którzy robili podobnie. Później dogadaliśmy sie z wiekszością sąsiadów, zrobiliśmu zrzutkę na zasadzie ile kto może i za pomocą jakiejś firmy ulepszyliśmy tę drogę. Chciało się, mimo że jako firmy płaciliśmy 40% podatek dochodowy + 1% obrotowy (od klientów fizycznych).
Pamietam początek 1992. Wydawało się, że będzie dekomunizacja, lustracja. Cała biurokracja polska zadrżała w lęku o posady. Nagle urzędnicy, bez żadnych dyrektyw i szkoleń zrozumieli, że służą społeczności, a petent jest podmiotem ich pracy. Przyjemnie było coś załatwiać. Uśmiech i życzliwość do tej pory burkliwych urzędasów zapowiadały nowe, piekne czasy. To trwało kilka miesięcy.
Tak to widziałem wtedy.
Po pewnej czerwcowej nocy coś sie zmieniło. A po wyborach, które wygrali postkomuniści już zmieniło się diametralnie. Gdy doszła jeszcze UE, wszelka nadzieja na zapał własny, we własnych sprawach, na własnym podwórku prysnęła.
Oczekujemy od władz, że odśnieżą nam chodniki, bo głosujemy na nich i płacimy podatki.
A biurokratom organizuje się szkolenia, jak powinni traktować petentów.
Tak to widzę teraz.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)