Twierdzę z całą stanowczością, że ani PIS, ani Jarosław Kaczyński nigdy nie osiągną jakiegokolwiek sukcesu. Nawet, jeśli w wyniku wyborów Prezes zostanie prezydentem, a PIS zdobędzie większość parlamentarną.
Dowód wprost:
Po pierwsze.
Przeciwnicy polityczni zrobią taki zgiełk, że na powierzchnię nie wydobędzie się żadne pozytywne zjawisko, czy działanie.
Przerabialiśmy to za AWSu i w latach 2005 – 2007. Zmultiplikowane Michniki, Paradowskie i Żakowskie, tak podkręcą atmosferę we kraju i za granicą, że nawet proPISowcy uznają, że wszystko idzie w złym kierunku. Wszyscy przesiąkniemy atmosferą porażki cywilizacyjnej Polski. Wiara, to piękna rzecz. Nadzieja - jeszcze piękniejsza. Indukcja matematyczna, to rzeczywistość i trzeba być skończonym humanistą, żeby ją ignorować.
Po drugie.
Zwolennicy polityczni nie pozwolą Kaczyńskiemu zrealizować jakichkolwiek istotnych reform.
Jeżeli PIS i JK uzyskają przewagę, to będzie oznaczać, że w elektoracie znajdą się ludzie o tak odmiennych oczekiwaniach, że bez utraty połowy z nich nic się nie uda zrobić. Demokracja pijarowo-marketingowa generuje klincz doskonały.
Polska nie ma szans na szybki, albo chociaż średni rozwój. Pokazały to dotychczasowe lata: 20 lat, doskonale zmarnowanych. I nic nie wskazuje na to, że nie zmarnują się kolejne 20. Polska będzie sobie trwać, gnuśnieć, coś tam coś tam się będzie działo, tak długo, jak długo pozwolą na to wielcy sąsiedzi, dopóki u władzy będą takie nic-nie-robiące Tuski, doskonale sterowalne przez Putinów i Merkelów, możemy sobie spokojnie wędkować, narzekać na służbę zdrowia, podatki, biurokrację i ZUS, dawać upust frustracji na s24, ślicznie dowcipkować z waaadzy i tworzyć genialne dzieła błyskotliwie opisujące popieprzoną Euro-rzeczywistość.
Skąd ja to znam?



Komentarze
Pokaż komentarze (40)