Porzućmy wszelką nadzieję. Żadna z klarownych, jednoznacznych idei polityczno-społeczno-gospodarczych nie ma szans na wcielenie w realne życie.
Nigdy.
Jeśli jakiejś opcji uda się zdobyć wyborczą przewagę i zdobędzie chwilowo władzę, nie będzie w stanie zrealizować swojej wizji, nie mówiąc już o tym, że ta wizja w danym ugrupowaniu wcale nie jest wizją jednolitą i wspólną dla całej, danej partii. Im większe ugrupowanie, tym większa rozpiętość ideałów i celów.
Przez wiele lat sprawa była dla mnie oczywista; postPeZetPeeRowcy to zakała polskiej rzeczywistości, hamulec rozwoju, ośrodek kotwiczący Polskę w mrocznych czasach realnego niby-komunizmu z podejrzanymi interesami i interesikami. To ludzie bezideowi z luźnym stosunkiem do takich pojęć jak ojczyzna, czy patriotyzm. Ludzie nie identyfikujący się z narodem, a jedynie pasożytujący na nim.
Wydawało mi się, że nic gorszego być nie może.
Gdyby oni byli w swoim czasie w jakiś sposób wyeliminowani, to Michniki też szkód by nie narobili, bo ludzi honoru znajdowaliby gdzie indziej, a gdziekolwiek indziej ludzie byliby lepsi.
Tak myślałem przez długi czas. Teraz te komuszki jawią mi się drobnymi łobuzami przy Donkach, Bronkach, Mirach, Mordachtymoich.
Lata płyną i zorientowałem się, że żadnego idealnego systemu nie zbudujemy. Późno, ale lepiej późno niż wcale. Ani my, ani liberałowie, ani jacyś popaprani lewacy nigdy nie zrealizują swoich marzeń o wymyślonym przez siebie systemie, oczekiwanych rozwiązaniach gospodarczych, wspaniałej Polsce. To fantazje.
Cała ta demokracja sprowadza się do walki wyborców o przywileje dla siebie osobiście lub dla swoich grup interesu. Walczą wszyscy ze wszystkimi, z tym że ludność walczy tylko w trakcie wyborów, a przedstawiciele, mniej lub bardziej oszukańczy, permanentnie. Do tej walki używa się argumentów od sasa do lasa, odwołujących się do emocji, inteligencji, etosu, sznytu, lansu, rozsądku... byle osiągnąć kawałek celu – lepszą pozycję wobec innych.
Fakt, istnieją ludzie ideowi. Pokładamy w nich nadzieję wierząc, że po osiągnięciu władzy zrealizują nasze oczekiwania, nawet jeśli takie deklaracje nie padały wprost; przypisujemy im własne intencje. Wśród nich są aktywni działacze będący twarzą idei, a za nimi grono cwaniaczków czających się na profity. To nie ideowcy skorzystają z ewentualnego, własnego sukcesu, który i tak sukcesem totalnym nigdy nie będzie.
Pozostaje nam droga drobnych kroków. Trzeba osiągać drobne sukcesy, zdobywać przyczółki, pozyskiwać sympatyków, realizować małe projekty nie oglądając się specjalnie na ortodoksów twierdzących, że najdrobniejsza odchyłka od ideału to zdrada i won.
Dlatego uważam, że ewentualna współpraca z SLD jest dopuszczalna. Oczywiście nie rozstajemy się z odbezpieczonym pistoletem.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)