Byłem wczoraj w Wydziale d/s Walki z Korupcją pewnej Komendy Wojewódzkiej Policji. Rzecz jasna nie jako podejrzany :).
Co rzuciło mi się w oczy?
Z jednej strony ruch jak w Rzymie! Mnóstwo osób kręci się pomiędzy pokojami, urywają się telefony - wszyscy coś załatwiają.
Z drugiej strony, w każdym gabinecie mnóstwo dokumentów.Siedzą ludzie w ciszy (i jak benedyktyńscy skrybowie) wertują w skupieniu stronę po stronie, karta po karcie.
Sukcesy podobno mają - wiele aktów oskarżenia znajduje miejsce w Sądach.
No i tu zaczyna się mój dylemat: skoro CBA jest takie dobre, że potrafiło w świetle kamer zamknąć Mirosława G. z butelką koniaku w dłoni i skoro udało się rozkochać Beatę Sawicką to po co ci wszyscy ludzie, których wczoraj widziałem? Komu i do czego są oni potrzebni? Po co wydziały d/s korupcji w polskiej Policji?
A jeśli ktoś uzna, że robota policjantów jest dobra i potrzebna to po co nam CBA?Czy walka z przestępczością nie wymaga ciszy? Czy spektakularne konferencje prasowe w świetle kamer i przy błysku fleszy nie psują roboty tym, którzy naprawdę korupcję zwalczają?
Mam taki wielki zamęt w głowie...Niech mi ktoś pomoże!
"Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prowda." ks. J.Tischner
A jo godom, że jest prowda, cało prowda i cało prowda całom dobem.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka