Właściwą miarą każdej teorii z zakresu nauk społecznych jest jej praktyczna stosowalność; trafna teoria to po prostu taka, która, poprawnie diagnozując rzeczywistość, pozwala antycypować dalszy kierunek opisywanych procesów i – co najważniejsze – podejmować w oparciu o uzyskaną wiedzę skuteczne działania. Jeśli powyższe warunki zostają spełnione – teoria jest dobra. Jeśli nie – jest zła i należy uczynić wszystko co się da, by w porę powstrzymać jej orędowników.. Stąd – nawiasem mówiąc – śmieszą mnie majaczenia rozmaitych marksistów, socjałów i innych „postępowców”, że marksizm teorią był dobrą, tylko nie wiedzieć czemu w praktyce sprawdzić się nie chciał. Otóż skoro się nie sprawdził – to był teorią do bani. Więcej: był teorią katastrofalną, jeżeli za kryterium oceny przyjąć liczbę ofiar doktryny.
Wydaje się zatem, że gdy tylko dać jakiemuś konceptowi okazję do skompromitowania się w zetknięciu z prozą życia, to – o ile nie należy się do wąskiego grona maniaków pędzących życie na jałowych teoretycznych spekulacjach – można już potem, zamiast wnikliwej krytyki doktrynalnej , otwierać przed naiwniakami winiety gazet bądź książek historycznych – i to załatwi sprawę. Jeśli więc ktoś maniakiem nie jest, doprawdy nie straci wiele, przeczytawszy jedynie tę część mojej polemiki z relatywistami, a z męczeniem pierwszej dawszy sobie spokój. Jak mówi Pismo: Po owocach ich poznacie.
Konia z rzędem temu, kto wykaże, że nie żyjemy w istocie w czasach trudnych. Dla każdej bowiem wielkiej cywilizacji chwilą jednej z najcięższych prób jest konfrontacja ze słabiej rozwiniętą ustrojowo, gospodarczo i obyczajowo odmiennością wijącą sobie gniazdko w samym obszarze imperium. Tej gorzkiej nauczki nie przetrwali ongiś Grecy (rychły rozpad monarchii Aleksandra Wielkiego), Rzymianie (rozbicie potęgi Romy przez plemiona barbarzyńskie), Polacy (stopniowy demontaż demokracji szlacheckiej wskutek rozpanoszenia się anarchicznego żywiołu litewskiego), a w ostatnim stuleciu choćby Serbowie z Kosowa – tak skutecznie rugowani (z inspiracji tureckiej) przez muzułmanów, że obrona przynależności tego kraju-symbolu walczącego chrześcijaństwa do serbskiej macierzy uchodzi dziś za wstecznictwo najwyższych lotów.
Żadne z państw muzułmańskich, co prawda, emigracji swoich obywateli do krajów Europy celowo nie stymuluje (chyba), ale wypieranie Europejczyków ze Starego Kontynentu przez wyznawców Allacha – tak w sensie demograficznym, jak i kulturowym oraz politycznym – jest faktem. Odział znajdujący się w defensywie musi zaś zewrzeć szeregi. Pod żadnym pozorem nie wolno w takiej sytuacji wmawiać żołnierzom, że ich rywale – przygniatająco liczniejsi, ale walczący dzidami przeciw karabinom – to przedstawiciele równorzędnej cywilizacji, która może sobie, w razie czego, zastąpić naszą i nic złego się w związku z tym nie stanie.
Rodzicu! Chcesz, by twoje dziecko patrzyło kiedyś spokojnie, jak nasi ciemnolicy goście z powodzeniem domagają się implementacji szariatu (wraz z np. tamtejszym rozumieniem praw kobiet) do systemów prawnych krajów europejskich, sięgając w tym celu po – służące większości, czyli w nieodległej przyszłości właśnie im – procedury demokratyczne? Przekonuj je dzisiaj, że kultura to kultura – i nie wolno jej arbitralnie wartościować!
Jak zauważył już dawno Fryderyk Nietzsche, etyka prawdziwego rozwoju i prawdziwego (!) postępu musi być etyką afirmatywną. Zwolennik etyki afirmatywnej nie jest zblazowanym intelektualistą ani mizantropicznym mazgajem; mówi natomiast głośne „Tak!” swojemu życiu i wypełniającym je treściom. Co za tym idzie, jest dumny z siebie i – mówiąc językiem Jose Ortegi y Gasseta – swoich okoliczności: rodziny, która dała mu życie, cywilizacji, która dała mu technikę, kultury, która dała mu świadomość i wreszcie narodu, który dał mu i jedno, i drugie, i trzecie. Uczyć ludzi, że wszystko to ma charakter względny, że gdzieś obok są inne światy, całkiem równorzędne – to studzić ogień życia, wzniecając lichy płomyk dekadencji. Jej zapach unosi się nad Europą od z górą stu lat: dostrzegali to wspomniani Nietzsche i Ortega, dostrzegał to Spengler, dostrzegało wielu innych. Nad tą samą Europą, która niedługo przedtem zużywała ogrom energii, by latać do gwiazd, podróżować dokoła świata i do wnętrza ziemi. Europą mającą – krótko mówiąc – marzenia i potrafiącą je wprowadzać w czyn. Dziś Europie brakuje swojego marzenia; snu o lepszym, ekscytującym jutrze – zostały mieszkania socjalne i mit zupki-kuroniówki. Jak śpiewa bard: „Nie ma więcej wilków, zostały tylko psy”; a karmą ich - relatywizm.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)