59 obserwujących
265 notek
111k odsłon
470 odsłon

Grabińska: Prywatny przedsiębiorca wciąż jest wrogiem

Wykop Skomentuj6

Prywatny przedsiębiorca wciąż jest wrogiem, choć może już niekoniecznie klasowym, teraz ma po prostu status wroga publicznego, najprawdopodobniej jest przestępcą, a w najlepszym razie tylko kombinatorem wynajdującym luki w przepisach. Ponadto wyzyskuje swoich pracowników płacąc im głodowe pensje, oszukuje państwo uchylając się od płacenia podatków i jakby tego było mało prowadzi hulaszczy tryb życia. Mówiąc krótko jest wrzodem na zdrowej tkance społeczeństwa.
 
Taki obraz prywatnego przedsiębiorcy wciąż jeszcze pokutuje w umysłach znacznej części naszego społeczeństwa, w tym (a może przede wszystkim) polityków. Jakoś niedawno widziałam w telewizji posła Poncyljusza, który wypowiadał się na temat kryzysu. Wspomniał między innymi o prywatnych przedsiębiorcach, którzy dotychczas mogli jadać na mieści i prowadzić hulaszczy tryb życia, a teraz muszą ograniczyć wydatki.
 
Oczywiście to drugie jest niewątpliwe prawdą. Wiem, że tak naprawdę chciał po prostu powiedzieć, że w obliczu kryzysu zaistniała konieczność cięcia kosztów, ale pierwsza część jego wypowiedzi poraziła mnie. Nie dlatego, że poczułam się urażona, ale dlatego, że swoim stwierdzeniem pan poseł powtarza i utrwala bardzo szkodliwy i kompletnie nieprawdziwy stereotyp. Prywatny przedsiębiorca z całą pewnością nie prowadzi hulaszczego trybu życia, a to z tej prostej przyczyny, że najczęściej nie ma czasu nawet podrapać się po głowie. I właśnie dlatego, z powodu chronicznego braku czasu, jeśli je, to je na mieście. Najlepiej w azjatyckim barze szybkiej obsługi, gdzie można spożyć coś ciepłego w ciągu 15-20 minut.
 
Innego dnia byłam na zajęciach na uczelni i ktoś z moich kolegów, osoba w moim wieku, użył w swej wypowiedzi określenia “prywaciarz”. Skąd on w ogóle zna takie słowa? Cóż, niestety zna i używa. Dla tej osoby prywaciarz, to ktoś kto ma kupę forsy, jeździ szybkim samochodem i nic nie robi, czerpiąc zyski z pracy innych. Innymi słowy prywaciarz, to ktoś komu należy zazdrościć i uprzykrzyć życia najbardziej jak się da – żeby sobie nie myślał!
 
Przedwczoraj na stronie Rzeczpospolitej ukazał się tekst “Urzędnicze piekło firm” – nie jest on specjalnie odkrywczy. Nie od dziś wiadomo, że biurwy zrobią wszystko by utrudnić życie tym, z czyich podatków żyją (jest to swoją drogą paradoks; podatnik, czy inny petent jest ich raison d’etre, jednak one zupełnie to ignorując mnożą mu trudności i rzucają kłody pod nogi). Dobrze, oczywiście, że takie teksty się ukazują, ale mimo wszystko nie za dużo z tego wynika, bo problemem jest jak zwykle mentalność – stereotyp głęboko zakorzeniony w świadomości, który ciężko zlikwidować.
 
Wbrew temu co twierdzą niektórzy, życie prywatnego przedsiębiorcy wcale nie jest łatwe, miłe i zabawne. Jest to bardzo ciężki kawałek chleba i kolosalna odpowiedzialność, z czego wielu nie zdaje sobie sprawy. Właściciel prywatnej firmy nie tylko odpowiada za utrzymanie swojej rodziny, ale także za to, by jego pracownicy mieli co miesiąc co jeść. Musi pilnować by dostali pensje w terminie, i by były pieniądze na rozwój firmy. Pracownik przychodząc do pracy ufa pracodawcy, że co miesiąc dostanie pensję, i że za rok firma wciąż będzie istnieć. Kiedy pracownica ma chore dziecko bierze L4 i siedzi z nim w domu, ale nikogo nie interesuje czy właściciel firmy ma chore dziecko albo złamaną nogę – pensje muszą zostać wypłacone, ZUS i podatki muszę być zapłacone, czynsze, prądy i inne bzdury też. Prywatny przedsiębiorca nie może chorować, nie może mieć problemów rodzinnych, nie może zaspać, zapomnieć, czy mieć wiosennej depresji. W zasadzie nic nie może, poza tym, że może harować jak wół.
 
Rzeczywistość dość mocno odbiega od wyobrażeń, ale nie jest tak, że sami prywatni przedsiębiorcy nie mają udziału w utrwalaniu stereotypu. Różnego rodzaju inicjatywy promujące przedsiębiorczość przedstawiają właścicieli firm jako zrelaksowanych, zamożnych, wiecznie uśmiechniętych i zadowolonych z życia ludzi, którzy wybrali wolność i są ze swego wyboru zadowoleni.
 
Faktycznie “prywaciarze” cieszą się względną wolnością, ale tak naprawdę jest to wolność do zrzeczenia się swojej wolności, bo tego wymaga odpowiedzialność. Tak, życie prywatnego przedsiębiorcy nie jest łatwe, choć oczywiście w perspektywie może dać względnie wygodne życie.
 
Ale co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Paradoksalnie pomimo zakorzenionego stereotypu jakoś nie przybywa prywatnych przedsiębiorców – ludzie jednak wolą miły etacik od 9 do 17. A mówiąc całkiem szczerze jest on dość wysoko także i na liście moich marzeń. A rodzinna firma? Tym będę się martwić jutro, pojutrze albo kiedyś tam, wtedy gdy określenie “prywaciarz” przestanie być obelgą. Cel na dziś: znaleźć pracę polegającą na siedzeniu na tyłku przez 8 godzin.
 
Anna Grabińska
Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale