Mówi się, że przysłowia są mądrością narodów. Przysłów pięknych i mądrych jest u nas pod dostatkiem. Ostatnie wydarzenia polityczne w Polsce (zwłaszcza te sopockie) można byłoby zobrazować przysłowiem: „Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. Czyż to nie piękne jest z naszej strony pomagać innym? Ruszać im z odsieczą, gdy są w potrzebie?
W ostatnich dniach w potrzebie znalazł się Jacek Karnowski, obecny prezydent Sopotu. W środę prokuratura postawiła mu osiem zarzutów (siedem o charakterze korupcyjnym, jeden dotyczący działań przeciwko wymiarowi sprawiedliwości). Istniała szansa, że Karnowski trafi do aresztu. Prokuratura chciała się w ten sposób zabezpieczyć w obawie przed matactwem. Dziś sąd odrzucił wniosek prokuratury o tymczasowy areszt Karnowskiego.
W tzw. międzyczasie okazało się, ilu i jakich przyjaciół ma prezydent Sopotu. Oto kilka wypowiedzi osób, które nie opuszczają „przyjaciela w potrzebie”:
Wieczesław Augustyniak, przewodniczący Rady Miasta Sopotu: Nie został skazany prawomocnym wyrokiem sądu, więc jest niewinny
Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera: W lipcu premier Donald Tusk mówił, że Karnowski powinien odejść ze stanowiska, jeśli dostanie zarzuty. - Patrzymy chłodno na sprawę, choć w sercu chciałbym wierzyć, że zarzuty zostaną obalone przez sąd
Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska: Przed sądem często obalane są zarzuty, wierzę, że tak będzie i tym razem
abp. Gocłowski: Znam Karnowskiego od 26 lat, nieraz dawał dowody swojej uczciwości. Poręczam, że będzie stawiał się na wezwania.
W sądzie za Karnowskiego poręczyli m.in.: Lech Wałęsa, abp. Gocłowski, Aleksander Hall, posłowie PO Jarosław Gowin, Sławomir Rybicki, Arkadiusz Rybicki, marszałek województwa Jan Kozłowski, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.
Przy okazji sprawy Karnowskiego chciałbym przypomnieć jeszcze dwa wydarzenia, w których prawdziwych przyjaciół poznaliśmy w biedzie.
Pierwsze: to sprawa prawosławnego abpa Abla, znanego też jako TW „Krzysztof”. Oto sposób w jaki okazywał solidarność z TW „Krzysztofem” abp Życiński: „Pragnę wyrazić ubolewanie, że niesprawiedliwe i nie poparte wystarczającymi dowodami oskarżenia spadają na przedstawicieli bratniego Kościoła prawosławnego. Chcę zapewnić o naszej duchowej więzi w tym doświadczeniu. Pragniemy zapewnić, że nie jesteś sam. Jednoczy nas Chrystus”.
Drugie: Oto jak w '92 r. Jacek Kuroń, w charakterystyczny dla siebie sposób bronił ludzi z tzw. „listy Macierewicza”: „Jest to po prostu stek kłamstw, to wszystko co żeśmy tu usłyszeli i ja to bym chciał panu Macierewiczowi powiedzieć. Zaczyna się od inwektywy ogólnikowej, którą można przypisać wszystkim, a potem są nazwiska, w które ja po prostu nie wierzę. Są tam ludzie, których znam, z którymi działałem blisko i ja to wiem, i mi żaden papierek z żadnego ministerstwa nie jest potrzebny.” Oczywiście Kuroń robi tu tylko za jeden z wielu przykładów, bo można jeszcze przytoczyć wypowiedzi Hennelowej, czy Ciemniewskiego, ale po co?
Wobec powyższych przykładów pytam się: jak muszą być silne więzi między tymi ludźmi, ile muszą mieć wspólnych interesów, ile razy ich losy musiały się ze sobą krzyżować, żeby w ten sposób wstawiać się za ludźmi okrytymi złą sławą. Co sprawia, że niektórzy ryzykują utratą własnego imienia, stojąc publicznie u boku np. perfidnego TW?
„To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia (...)” (Herbert)
Inne tematy w dziale Polityka