Lutosław Lutosław
323
BLOG

Dobra at(o)mosfera w Korei Północnej

Lutosław Lutosław Polityka Obserwuj notkę 0
W świat poszła informacja, że w zamian za dostawy żywności Phenian-Pjongjang zobowiązał się do wprowadzenie moratorium na testy broni jądrowej i rakiet dalekiego zasięgu orazdo wstrzymania prac w ośrodku badań nuklearnych w Jongbion (przede wszystkim chodzi tu o wzbogacania uranu). W oficjalnej depeszy tamtejszej agencji informacyjnej stwierdzono, że decyzję tę podjęto na prośbę USA, w celu utrzymania „dobrej atmosfery” podczas dalszych negocjacji.
Tyle oficjalnie. Zastanawia jednak co jeszcze utargowali Amerykanie? Bo przecież trudno uwierzyć, że USA zadowolą się niepewną przerwą w pracach nad rozbudową arsenału nuklearnego, na czas wystarczający, aby czerwona wierchuszka okupująca tę część kraju zdążyła nażreć się amerykańskiej mąki i ryżu? Kto im zagwarantuje, że jak się już komuniści najedzą to nie dostaną sił, aby podskakiwać jeszcze wyżej niż dotychczas?
A nawet jeśli wspomniane ustalenia zostaną dotrzymane, to co stanie się z całą aparaturą i instalacjami niezbędnymi przy pracach nad bronią nuklearną? Wątpię, żeby Koreańczycy pozostawili je sobie na pamiątkę, lista potencjalnych kupców na takie cacko jest z pewnością spora (pierwszy z brzegu Iran). Korea już jakieś tam pociski atomowe ma, więc podstawowa funkcja zastraszania regionu zostanie utrzymana. Oczywistym jest przecież , że nawet przy masowej produkcji, w wypadku konfliktu z którymkolwiek z atomowych sąsiadów (a Korea ma ich aż trzech) kraj ten nie miałby żadnych szans. Nie idzie tu jednak o prawdziwą wojnę, a o bluff, gdzie podobnie jak w wypadku Izraela, sąsiadów ma mityngować sama świadomość posiadania takiej broni i chaosu jaki spowodowałoby jej użycie.
Możliwe, że nowy przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un zyskał w ten sposób kartę przetargową w jakichś wewnątrzkrajowych rozgrywkach, mających wzmocnić jego pozycję. Jest to działanie skuteczne doraźnie, w dłuższej perspektywie może oznaczać dalsze ustępstwa za kolejne transporty z żywnością. Amerykanie mogą zakładać, że uzależnią w ten sposób Korę Pn., niczym alkoholika od kolejnej butelki.
Istnieje jednak czynnik, który prawie na pewno uniemożliwia realizację tego scenariusza ‒ to Chiny. Dla Pekinu, który de facto od ładnych paru lat utrzymuje Koreę Północną (bez jego wsparcia gospodarczego i finansowego północnokoreańska dyktatura najprawdopodobniej dawno zdechłaby z głodu), istnienie komunistycznego skansenu przy swej północno-wschodniej granicy jest ze wszech miar na rękę. Z jednej strony bowiem Phenian stanowi naturalną równowagę dla amerykańskiego lotniskowca, jakim jest Korea Południowa (to tutaj i na Tajwanie wpływy amerykańskie podchodzą najbliżej granic chińskich), a z drugiej pełni funkcję wygodnego odgromnika w sprawach międzynarodowych, trwając w swej roli azjatyckiego enfant terrible, którego kolejne wyskoki przykuwają uwagę świata pozwalając kamuflować inne poczynania.
Komunistyczna Korea działa niejako na zasadzie „brzydkiej koleżanki”, którą zabiera się na imprezę tylko po to, żeby swoimi wadami jeszcze bardziej uwypuklała nasze własne zalety. Każde zestawienie Phenianu z Chinami czyni z tych ostatnich istną ostoje liberalizmu, poszanowania wolności jednostki i sukcesu gospodarczego.
Jedynie Pekin jest w stanie realnie oddziaływać na politykę swego mniejszego sąsiada. I robi to na skalę nieporównywalną z żadnym innym państwem. Oczywiście, jakkolwiek sam fakt tych działań wydaje się oczywisty, to ich rozmiar jest trudny do oszacowania.

Komunistyczna Korea jest ledwie pionkiem na azjatyckiej szachownicy, ale z perspektywy najsilniejszego gracza regionu jakim są Chiny, pionek ten stoi w dobrym miejscu. Jak to jednak w każdej rozgrywce bywa, w którymś momencie figury ruszą z miejsc i wtedy może się okazać, że zarówno sam pionek, jak i zajmowane przez niego pole można bez mrugnięcia okiem poświęcić.  

Lutosław
O mnie Lutosław

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka