Lutosław Lutosław
288
BLOG

Po demonstracji w Wilnie

Lutosław Lutosław Polityka Obserwuj notkę 0
Wczorajszą demonstrację w Wilnie uznać należy za sukces. Oto 7-10 tysięcy (w zależności od szacunków) Polaków (a także reprezentantów innych mniejszości – Rosjan i Białorusinów) zgodnie zamanifestowało swój sprzeciw wobec antylitewskich planów rządu Lietuvy (zainteresowanych zróżnicowaniem terminów Litwa i Lietuva odsyłam do mojego wpisu „Jak bida to bić Żyda”: http://subiektyw.salon24.pl/367838,jak-bida-to-bic-zyda ). Cała akcja miała pokojowy przebieg, nikt nie używał siły (tamtejsza policja zmuszona była zając się tylko jednym Litwinem, którego zatrzymano po wpływem alkoholu i ze znakiem swastyki).
Jednym z ważniejszych architektów działań dobrze zorganizowanej i zjednoczonej wokół wspólnej sprawy polskiej mniejszości jest bezsprzecznie sam rząd w Wilnie. Oto bowiem od dwóch dekad Lietuva robi wszystko, aby narody nie-bałtyjskiego pochodzenia ani przez moment nie zapomniały, że w Republice Litewskiej są oni obywatelami drugiej kategorii. Zabiegi te, rodem z końca XIX wieku, okazują się dość jałowe (Lietuva to w końcu nie Niemcy Bismarcka). O ile jednak przez długie lata przysłowiowego dziennikarza z kulawą nogą nie interesował los rodaków nad Niemnem i Wilią, a jeszcze we wrześniu Lietuva miała w głębokim poważaniu 2000 demonstrację (twierdzono, że to 600 osób zwiezionych przez polskich polityków do stolicy), to teraz sytuacja wydaje się dojrzewać do zmiany. Dzisiaj rząd ma gdzieś stanowisko popierane czynnie przez 7-10 tysięcy manifestantów (faktycznie jest ich pewnie więcej – tyle ile mniejszości w ogóle), co oznacza, że za kilka miesięcy przyjdzie mu zmagać się z 15-20 tysiącami obywateli. Parafrazując słynną reklamę czekolady – ciekawe po ilu tysiącach rząd się ugnie?
A to nastąpić musi, gdyż wraz z rozgłosem, który zyskuje działanie Lietuvy, coraz trudniej będzie ukrywać na forum międzynarodowym fakt prowadzenia polityki, która czyni to państwo bliższym standardom poradzieckich republik pokroju Tadżykistanu, niż krajom Unii Europejskiej. Współczesna Europa wypracowała pewien określony standard postępowania z mniejszościami narodowymi czy etnicznymi. W przypadku Wilna takie rzeczy jak: tablice z nazwami ulic, miejscowości, możliwość posługiwania się rodzimym językiem w urzędach na szczeblu lokalnym, prawo do własnej pisowni nazwisk i gwarancja określonej liczby mandatów w ogólnokrajowym parlamencie to absolutne minimum.

         Może dobrym rozwiązaniem byłoby wrócenie do przedwojennych planów bodajże Ligii Narodów i wprowadzenie kantonów językowych - Żmudzkiego z językiem żmudzkim i wileńskiego z językiem polskim jako drugimi językami oficjalnymi? 

Lutosław
O mnie Lutosław

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka