
Żadna cywilizacja ani żadna kultura nie może się obyć bez religii. Dlatego też wśród w cyklu wspomnień o zmarłych ludziach kultury nie może zabraknąć duchownego. W przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy odeszło do wieczności wielu znamienitych kapłanów. Postanowiłem wybrać jednego z nich a wybór mój padł na ojca Joachima Badeniego OP, który zmarł w tym roku w wieku lat dziewięćdziesięciu ośmiu, postać z racji życiorysu ze wszech miar symboliczną. W świecie był Kazimierzem hrabią Badenim, imię otrzymał po dziadku, słynnym polityku galicyjskim, który doszedł aż do stanowiska austro-węgierskiego premiera. Młody Kazimierz jeszcze przed wojną odczuwał powołanie zakonne, nie mógł jednak pójść za jego głosem ze względu na ciążące na nim obowiązki stanowe. Trzeba bowiem pamiętać, że przynależność do arystokracji rodzi nie tylko przywileje i zaszczyty, ale także, a może nawet przedewszystkiem niebłache obowiązki. Wstąpił więc do Zakonu Kaznodziejskiego pod koniec wojny, kiedy było już wiadomo, że w odmienionej Polsce arystokracja nie będzie miała ani przywilejów, ani obowiązków. Do kraju wrócił w 1947 roku. Paradoksalnie właśnie w zakonie miał możliwość przynajmniej częściowej realizacji zadania, które pierwotnie ciążyło na nim jako na arystokracie, a mianowicie sprawowania kulturowego przewodnictwa w społeczeństwie. Wywiązał się z niego doskonale, jako założyciel duszpasterstwa akademickiego Beczka w Krakowie, a także autor i współautor kilku wartościowych książek. Zapewne dla znacznej części moich koleżanek i kolegów tradycjonalistów zasługi te są co najmniej wątpliwe, ja jednak będę obstawał przy stanowisku, że mają one znaczącą wartość. Duszpasterstwa akademickie są zasadniczo uważane w środowiskach tradycjonalistycznych za rozsadniki modernizmu. I słusznie, bo zazwyczaj takimi są. Są jednak wśród nich zarówno nurty całkowicie sprzeczne z tradycją, jak i częściowo z nią zgodne. Duszpasterstwa dominikańskie, wśród których Beczka jest sui generis sewrejskim wzorcem, należą zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Rozwija się w nich zamiłowanie do przyzwoicie sprawowanej liturgii i niezłej muzyki religijnej, organicznie powiązanej z chorałem gregoriańskim, kultywuje się też solidną podbudowę intelektualną. Również książki o. Badeniego są na swój sposób umocowane w Tradycji. Szczególnie ostatnia z nich "Proste modlitwy" wydaje się być swoistą kontynuacją "Pełni modlitwy" innego dominikanina-arystokraty, zmarłego w 1949 roku o. Jacka Woronieckiego. Nie można więc o. Joachima nazywać modernistą. Owszem należy on do posoborowia, ale do tej jego części, która swoje korzenie głęboko zapuściła w glebę Tradycji Kościoła.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)