
Skoro w poprzednich dwu tekstach omówiłem dwóch ludzi, których miałem szczęście osobiście poznać, w tym wpisie będę ten trend kontynuować. W odróżnieniu od obydwu opisanych wcześniej mnichów, Tadeusza Brosia znała swego czasu cała Polska. Prowadził on bowiem Teleranek, w czasach, gdy był to program kultowy. Również wtedy, gdy pewnej nocy wykluła się Wrona z jaja czerwonego, wskutek czego rano tegoż Teleranka nie było. Dziś jest to tylko jeden z setek programów dla dzieci emitowanych w dziesiątkach kanałów telewizyjnych, ale w czasach, gdy kanały były tylko dwa, Teleranek miał pozycję absolutnie wyjątkową i absolutnie wyjątkowy wpływ na kształtowanie się świadomości kulturowej młodych widzów. Nic więc dziwnego, że na organizowane w całym kraju spotkania z Brosiem dziatwa waliła tłumnie. W jednym z takich spotkań, zorganizowanym w Gminnym Ośrodku Kultury w Gorzycach, miałem okazję wziąć udział. Niestety, Tadeusz Broś okazał się być gwiazdą jednego programu. Po odejściu z Teleranka niczego znaczącego już nie osiągnął, a z czasem zupełnie się pogubił, mimo że niewątpliwie miał potencjał. Jego smutny przykład ukazuje, że ścieżka Twórcy Jednego Dzieła jest piekielnie niebezpieczna. Tylko artyści największego formatu, tacy jak omawiany kilka wpisów temu Roman Opałka mogą przejść ją zwycięsko.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)