Jednym z głównych założeń mojego cyklu wspomnieniowego jest unikanie omawiania polityków. Tylko, czy monarcha jest politykiem? Niekiedy nim bywa, niekiedy nie, ale zawsze jest czymś o wiele więcej niż jakikolwiek polityk. Władcę, zwłaszcza reprezentującego starą monarchię i dynastię otacza pewien metafizyczny nimb. Zmarły na początku lipca Jego Cesarsko-Królewska Wysokość Otto von Habsburg, dla jednych był cesarzem, dla innych arcyksięciem, dla innych jeszcze tylko doktorem Ottonem Habsburgiem, jednym z wielu europejskich polityków. Dla nikogo jednak nie był, ani nie mógł być postacią bez znaczenia. Jego pogrzeb był iście cesarski, pisałem już o nim pod kątem jednego ze składających się nań rytuałów. Przyjmijmy więc, że zmarły był cesarzem, jeśli nie w sensie politycznym, to przynajmniej metafizycznym. Bo cesarstwo rzymskie, podobnie jak królestwo francuskie jest tworem nie tylko politycznym, ale także metafizycznym. Jest jednym z fundamentów cywilizacji łacińskiej, a zdaniem Dantego także Kościoła katolickiego. W kanonie tradycyjnej Mszy rzymskokatolickiej imię cesarza jest wymieniane obok imion papieża i biskupa miejsca. Dlatego śmierć prawie stuletniego cesarza, który metafizycznie panował przez lat prawie dziewięćdziesiąt, jest symbolicznym końcem pewnej epoki. Jakiej? Tego nie wiem. Oby tej, w której cesarze i królowie byli spychani na margines, a często nawet fizycznie eliminowani.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)