5 obserwujących
94 notki
59k odsłon
247 odsłon

Podzwonne dla Europy?

Wykop Skomentuj5

Moja Europa, to twór kultury i cywilizacji. Historia powstawania europejskich narodów  biegła równolegle z ich ewangelizacją. I jak pisał w swym "Akcie Europejskim " Jan Paweł II : "granice Europy pokrywaja się z zasięgiem przenikania Ewangelii." Innej Europy nie ma, jeśli nie mówimy o arbitralnych granicach kontynentu, wytyczonych przez geografów. Moje rozumienie Europy wynika z prostej konstatacji. Granice Europy wyznacza zasięg dominacji europejskiej kultury. Przy całej swej złożoności i wynikającego z niej bogactwa, ma ona, chciałoby sie powiedzieć , wspólny fundament. Jest nim oddziaływanie tradycji chrześcijańskiej. Lecz nie o fundament tu idzie, a o korzenie. To kardynalne rozróżnienie. Błędem jest bowiem myśleć, że kultura jest strukturą, która można "zbudować", jak dom z cegieł. Kultura jest raczej organizmem. Posłużę się metaforą T.S.Eliota; kultura jest drzewem. A drzewa, jak wiadomo, nie da się zbudować. Można je tylko sadzić i pielęgnować. Trzeba wielu lat by wyrosły. Kulturze trzeba wielu stuleci by powstała. Nie da się jej zaprojektować i skonstruować.

Nasza europejska kultura sięga swymi korzeniami starożytnego Rzymu, Grecji i Izraela. Dwa tysiace lat chrześcijaństwa, poprzez które antyczne źródła zasilały tworzenie się oblicza tej kultury, stanowią czynnik decydujący. Odrzucenie jej  oznacza nie stworzenie nowej, lecz otwarcie epoki barbarzyństwa i koniec Europy w jej sensie kulturowym. Pozostanie tylko jej tożsamość geograficzna. Miejsce na mapie świata. Miejsce, równie dobre lub złe, jak każde inne. Dla mnie, pozbawione znaczenia.

Gdybym dziś miał odpowiedzieć na pytanie, czy moja Europa przetrwa kolejne sto lat, to musiałbym odpowiedzieć, że raczej nie. Nie przetrwa. Znajduje się bowiem w stanie, który można śmiało nazwać agonalnym. Umiera dzień po dniu. Zabija ją kulturowy nowotwór, powstały wraz z francuskim Oświeceniem.Zrodziło się wówczas przekonanie, że człowiek jest panem Stworzenia. Przeświadczenie, że da się jednoznacznie opisać, a tym samym zrozumieć "mechanizm funkcjonowania świata." Swego złośliwego, agresywnego charakteru nowotwór ten nabrał wraz z marksizmem i jego kolejnymi mutacjami. Te z kolei, dodały przekonanie, że rozumiemy "mechanizm dziejów ludzkości", a co więcej,  że możemy nim sterować.

Wydawać by się mogło, że doświadczenie XX wieku, raz na zawsze wybije nam te brednie z głowy. Można było liczyć, że ocean zbrodni popełnionych przez dwa pokrewne systemy totalitarne, stanowić będzie dostateczną przestrogę. Dwa systemy, głoszące ateizm i nowoczesność twierdziły, że tworzą nowego człowieka i nowe społeczeństwo. Wolne od transcendencji i pewne swej wiedzy o "mechaniźmie historii". Ale, jak widać, lekcja ta okazała się niewystarczającą bo nieskuteczną.

W Europie i USA, obserwujemy obecnie, chyba apogeum inwazji marksistowskiej mutacji. Nasza europejska kultura znajduje się w fazie krytycznej, gdy decyzuje się to, czy inwazja patologii zostanie powstrzymana i zacznie być redukowana, czy też całkowicie zniszczy nasz system obronny. 

Marksistowski nowotwór złośliwy czerpie swą niszczycielską siłę z dwóch zasadniczych przekonań. Pierwszym z nich jest ateizm, czyli odrzucenie Boga. Drugim, jest przesąd o naukowym światopoglądzie.  

Ateizm jest zadziwiajacą wiarą - wiarą w nieistnienie transcendencji. Wiarą w nicość i przypadkowość ludzkiej egzystencji. I nie jest przy tym tak, że ateizm jest odwrotnością wiary w Boga. Wiara daje nadzieję na doświadczenie istnienia Boga - nadzieję zarówno psychologiczną jak i epistemologiczną. Ateizm nie daje niczego - nawet w sensie epistemologicznym, gdyż dowodu niestnienia Czegoś we Wszechświecie nie da się przeprowadzić. I nigdy nie będzie mogło. Wiara w transcendencję dała możliwość stworzenia Dekalogu. Aksjomatów naszej moralności. Brak boskiego żródła moralności, skazuje nas na posługiwanie się "umową społeczną". Tę zaś, jak wiemy, można zmienić w oka mgnieniu, gdyż aksjomatów rzecz jasna uzasadnić się nie da. Gdyby się dało, to nie byłyby aksjomatami. Brak transcendentnego umocowania Dekalogu pozwala na jego łatwe zakwestionowanie. Mianowicie, co raz jedna grupa ludzi ustanowiła, to druga grupa ( silniejsza) może zmienić. Jak dowolny przepis ruchu drogowego. Nikt i nic im tego zabronić nie może.

Naukowy światopogląd, to marksistowski nonsens, służący jedynie propagowaniu anty-religijnej propagandy. Ma bowiem tworzyć pozór logicznej opozycji; wiara kontra nauka. Otóż, jak wiadomo, taka opozycja nie istnieje z dwóch przyczyn. Po pierwsze, nauka w ogóle nie zajmuje się transcendencją. Po drugie, nauka nie daje i dać nie może, żadnego systemu aksjologicznego. Może posługiwać się tylko językiem opisowym, a nie wartościującym. To rzecz elementarna.

Czemu więc, nie jest to oczywiste dla tak wielu ludzi? Dlaczego jesteśmy nieustannie świadkami ataku na religię i wiarę - w szczególności na instytucje kościelne? To proste. Idzie tu o ustanowienie omnipotencji państwa, które ma być jednocześnie jedynym źródłem wszystkich praw i jedynym ich egzekutorem. Państwo ma też być jedynym czynnikiem, który poprzez oświatę ma kształtować światopogląd obywateli. W tym  totalitarnym modelu, nie ma i być nie może, żadnego innego - a w szczególności transcendentnego,  fundamentu moralności i autorytetu. Tylko w tych warunkach, zegarmistrzowie mechanizmu historii, będą mogli ( jak sądzą ) swobodnie regulować przebieg losów ludzkości. Z uporem budują nową wieżę Babel.

Jest rzeczą zaiste zdumiewającą, że ta obskurancka wizja, ma tak wielu gorliwych wyznawców, przekonanych a jakże, o swej wyjątkowej mądrości. Pozostaje otwartym ( jak mam nadzieję ) pytanie, czy my wszyscy, którzy dostrzegamy groźbę tego zabobonu, znajdziemy w sobie wolę i determinację, by go raz na zawsze wrzucić tam, gdzie jego miejsce: do zbiornika na toksyczne, umysłowe odpady.


Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo