114 obserwujących
489 notek
899k odsłon
  1569   1

Historia zdrady (4)

Jednym z „dowodów”, gdy skazywano mnie w PRL za obalanie ustroju i godzenie w sojusz z ZSRR było opracowanie „W obcym interesie. Zarys historii Komunistycznej Partii Polski” mojego autorstwa ogłoszone pod pseudonimem Roman Mieczysłowicz w drugim obiegu w 1978 r.

Opracowanie ma pięć rozdziałów, opublikowałem już rozdziały 1, 2 i 3, poniżej rozdział 4. - w kolejności będzie ostatni, piaty.

---------------

4. Bagno

Frakcja Leńskiego nie zadowoliła się połowicznym zwycięstwem nad „większością” Warskiego. Chciała ją całkowicie rozgromić. Zachęcał ją do tego zresztą Mołotow, gdy mówił o konieczności „rozgromienia prawicowego oportunizmu w KPP”, z którym należało podjąć „stanowczą walkę”, eliminować jednostki okazujące „pojednawczy stosunek do odchyleń prawicowych”. Zgodnie z tym Leński zaczął montować atak na Kostrzewę i Warskiego. Poparł go komitet warszawski dysponujący największa organizacją (ponad 1 tys. członków) i KC KZM.”Większość” rozwiązała obie instancje i zastąpiła je swoimi zwolennikami. Leński odwołał się do Stalina.

W styczniu 1929 r. Odbyło się kolejne plenum KC KPP. W posiedzeniu uczestniczył przedstawiciel Stalina Wilhelm Knorin „Sokolik”, zrusyfikowany Łotysz. Ten Sokolik miał wspierać Leńskiego w jego walce z Warskim. Ten jednak jeszcze nie rezygnował. Referat wygłoszony przez Leńskiego nie uzyskał akceptacji plenum – opowiedziało się za nim tylko trzech uczestników zebrania, w tym Knorin i sam Leński. Ale zausznicy Stalina wywarli taki nacisk, że oponenci zmienili zdanie. Zarządzono ponowne głosowanie i „jednogłośnie” przyjęto referat Leńskiego. Następnie na wniosek innego „opiekuna” KPP Nikołaja Popowa „Lewickiego” – przydzielonego do Sekretariatu KC KPP, Kostrzewę i Aleksandra Danieluka „Stefańskiego” wyrzucono z Politbiura. Szefem partii został oczywiście Leński, a w Politbiurze znaleźli się Sokolik, Alfred Lampe „Nowak”, lawirujący jeszcze Edward Próchniak „Sewer” i imageJerzy Czeszejko-Sochacki „Konrad”, który całkowicie zmienił front i przystał do Leńskiego.

Na plenum zajmowano się też analiza sytuacji w Polsce. Zebrani zgodnie doszli do wniosku, że w Polsce zapanował „głęboki kryzys”. Było to stanowisko o tyle dziwaczne, że dopatrzono się kryzysu w jednym z najlepszych gospodarczo okresów II Rzeczypospolitej i to w sytuacji, gdy stopa życiowa ludności w Polsce znacznie przewyższała poziom życia w ZSRR. Postanowiono wzywać do strajku powszechnego, aby go następnie przekształcić w „powstanie zbrojne”. KPP zamierzała podjąć działania dywersyjne wśród kolejarzy i pracowników zakładów przemysłu zbrojeniowego. Wreszcie zgodnie z tezą Stalina, że socjaliści i faszyści to polityczne „bliźnięta” stwierdzano: „W obecnym okresie historycznym największe niebezpieczeństwo dla klasy robotniczej przedstawia PPS”.

Ukoronowanie pogromu „większości” był V Zjazd KPP (sierpień 1930 r.). Warskiego nie zaproszono, a Kostrzewa przesłała list, w którym tłumaczyła, że stan zdrowia nie pozwolił jej na uczestnictwo w Zjeździe, jednocześnie zapewniała, że solidaryzuje się w pełni z uchwała wyrzucająca ją z KC KPP.

Głównym mówcą atakującym „kostrzewizm” okazał się Sochacki, usiłujący w ten sposób zatrzeć pamięć jego związków z frakcją Warskiego. W swym przemówieniu potępił perfidne metody „prawicy”, która w czasie II Zjazdu partii nawoływała do działań „umacniających Polskę”. Dowodem był znowu nieszczęsny akapit o „niepodległej Republice Polskiej” w przemówieniu Warskiego. „Już patos patriotyczny, którym przesiąknięte są niektóre uchwały zjazdowe – mówił Sochacki – stanowią obcą naleciałość”.

Obecna na Zjeździe „prawica” (Próchniak, Danieluk, Władysław Stein „Krajewski”) kajała się i usiłowała dowieść swej niewinności. Zastosowała jednak fatalną taktykę; chciała przelicytować w „lewicowości” grupę Leńskiego. Zostało to ocenione jako „oportunistyczny wybieg”, który miał na celu zamaskować rzeczywiste, reakcyjne poglądy atakowanych.

Ponadto Zjazd podkreślił aktualność „walki zbrojnej” o władzę w Polsce. Postanowiono „rozpętać energię bojową mas” i doprowadzić do „zderzenia z faszystowskim (tj. polskim) aparatem państwowym”.

imagePoczątek lat trzydziestych niósł istotne wydarzenia, które miały wpłynąć decydująco na przyszłość Europy i świata. W Niemczech doszedł do władzy ruch narodowosocjalistyczny. Demagogią, podburzaniem mas i struktura organizacyjną do złudzenia przypominał komunistów. Józef Goebbels w „Liście otwartym do przyjaciela na lewicy” pisał, że woli raczej „upadek razem z bolszewizmem niż wieczną niewolę w kapitalizmie”. Nazista widział podobieństwa obu ruchów komunistycznego i hitlerowskiego: „Pan i ja zwalczamy się wzajemnie, choć nie jesteśmy prawdziwymi wrogami”. Dlaczego więc obie partie zwalczały się? Ponieważ i Kommunistische Partei Deutschlands (KPD) i NSDAP dążyły do zbudowania ustroju totalitarnego w którym nie ma miejsca dla sojuszników czy partnerów. Ale mimo tego w okresie walki z demokracją niemiecką obie partie zdołały nawiązać współprace. W Reichstagu posłowie komunistyczni i nazistowscy głosowali razem przeciwko posłom ugrupowań demokratycznych. Nie zmieniły tej sytuacji starcia bojówek obu partii. Ernest Thaellmann, szef KPD uważał, że naziści obalą kapitalizm i wywołają zamiany, które utorują komunistom drogę do władzy. Dlatego socjaliści broniący słabej demokracji niemieckiej byli wspólnym wrogiem Hitlera i Thaellmanna. Nawet po objęciu władzy przez Hitlera KPD uważała, że „linia polityczna, polityka organizacyjna KC KPD z tow. Thaellmannem na czele była najzupełniej słuszna przed jak i w chwili hitlerowskiego zamachu stanu”. Może to i prawda, gdyż wielu członków KPD znalazło się wkrótce w NSDAP. Sam Hitler mówił: „mieszczański socjal-demokrata czy przywódca związkowy nigdy nie stanie się narodowym socjalistą, ale komunista – niezawodnie”.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura