127 obserwujących
512 notek
977k odsłon
  1480   3

To nie dramat, to farsa!

image Jakie są zamiary Rosji, co chce osiągnąć prezydent Putin widzą chyba wszyscy poza niektórymi politykami, zwłaszcza tymi w Berlinie i Paryżu, ostatnio także w Waszyngtonie. Mówiłem dość dawno, że Polska znalazła się na celowniku Kremla. Polacy dysponują największym potencjałem w Europie Środkowowschodniej; Polska to zwornik flanki wschodniej NATO, prowadząca bardzo aktywną politykę w regionie (Trójmorze); Rzeczpospolita Polska z racji swego położenia stanowi zasadniczą przeszkodę w realizacji geopolitycznych planów Federacji Rosyjskiej. Można powiedzieć więcej, bez eliminacji polskiej zawalidrogi Rosja tak naprawdę nie może realnie podporządkować sobie Ukrainy i „Pribałtyki”. Oczywiście taka eliminacja może rożnie wyglądać - opanowanie i okupowanie Polski, ale też „tylko” zdezorganizowanie Rzeczypospolitej do stanu państwa upadłego, niezdolnego do oporu i prowadzenia własnej niezależnej polityki zagranicznej. Wariantów takiego wyeliminowania Polaków z europejskiej gry może być wiele. Jednym z nich ma być uruchomienie szlaku napływy tzw. uchodźców z Białorusi. Aleksander Łukaszenko działający wyraźnie jako harcownik Putina podjął właśnie stosowne działania. W mediach głośno o tzw. operacji „Śluza” realizowanej przez białoruskie służby specjalne. Władze Białorusi organizują na Bliskim Wschodzie chętnych do zamieszkania w Europie Zachodniej, ci z białoruskimi wizami turystycznymi docierają drogą lotniczą do Mińska, są kwaterowani w hotelach, a następnie podwożeni do polskiej granicy, aby ją nielegalnie przekroczyć. Propaganda białoruska pokazuje koczowisko grupki takich „turystów” przy granicy z Polską, ale wiemy, że to nie tylko tych kilkadziesiąt osób, na Białorusi jest już 10 tys. „nachodźców”, a polska Straż Graniczna notuje tysiące prób przerwania naszej granicy.

image Polski rząd jest atakowany przez reżim Łukaszenki, że nie pomaga migrantom (znajdujących się na terenie Białorusi) , a posłowie i aktywiści opozycji próbują przedostać się do białoruskiego koczowiska, utrudniając ochronę granicy Straży Granicznej. Zaskakuje, że część polskich polityków, dziennikarzy, obserwatorów wydarzeń nabiera się na prowokację służb Łukaszenki, która staje się coraz bardziej oczywista (jeżeli nie była taką od początku). Zresztą mowa nie tylko o „nabieraniu się”, ale również o szerzeniu dezinformacji przez tych „obrońców praw człowieka”. Jest oczywiste, że cała sytuacja jest nie tylko inspirowana, ale również sterowana z Moskwy. Nikt, kto patrzy na to trzeźwo nie może mieć co do tego wątpliwości, zwłaszcza, że ta białoruska operacja jest maskowana gorzej niż „zielone ludziki” Putina na Krymie.image

 W każdym razie obecnie sytuacja jest pod polską kontrolą, ale pamiętajmy, że lepiej jest zapobiegać, niż czekać, aż stanie się naprawdę groźnie. Państwo polskie stara się działać tak, aby do tego nie dopuścić. Dlatego nawoływania opozycji o zniesienie stanu wyjątkowego w pasie nadgranicznym w najlepszym przypadku jest głupotą, a nie można wykluczyć, że w szeregach aktywistów domagających się przyjmowaniu imigranckiego „prezentu” Łukaszenki działają też rosyjscy agenci wpływu. Nie byłoby w tym niczego dziwnego. Przecież trudno założyć, że akurat Polska jest tym miejscem, gdzie rosyjskie służby nie mają swojej agentury. Takie opinie wygłaszał kiedyś Bronisław Komorowski, gdy był wiceministrem obrony, który twierdził, że Sowieci nie mieli żadnych agentów, bowiem pracowały dla nich służby PRL-owskie będące pod ich kontrolą. Według Komorowskiego w momencie, gdy po 1989 r. pozbyliśmy zależności od Rosji, to ci „kontrolerzy” wyjechali z Polski i… żadnej agentury nie zostawili. Tak naprawdę mówił ktoś, kto kierował polską obronnością! Pomijając więc tę niemądrą opinię należy przyjąć, że agentura rosyjska na pewno działa, a najtrudniejszymi do eliminacji są tzw. agenci wpływu, którzy mogą udawać niezależnych ekspertów, także zaangażowanych aktywistów ruchów na rzecz praw człowieka. Mamy do tego w pobliżu polskich granic wielkie ćwiczenia wojskowe rosyjsko-białoruskie „Zachód 2021”. Rosja stara się Polskę także wojskowo straszyć, wywołuje stan napięcia i zmusza do podejmowania ponadwymiarowych działań (stan wyjątkowy) dla zabezpieczenia granicy. Z drugiej strony aktywność niemądrej opozycji wymierzona w te działania ochronne rządu też służą Rosji – powodują zamieszanie w państwie polskim.

image Zrekapitulujmy – Polska jest główną przeszkodą w realizacji rosyjskich planów imperialnych. Rosja chciałaby zbudować „wspólnotę” eurazjatycką „od Władywostoku do Lizbony” w czym przeszkadza Polska. Do tego silna Polska nie jest do niczego potrzebna Niemcom. Mamy w UE liczne próby ograniczenia znaczenia Polski, trwa atak na nasz kraj z zachodu pod pretekstem troski o stan praworządności. Od wschodu zaczął się natomiast atak z wykorzystaniem broni demograficznej. 1 września wspominaliśmy wybuch II wojny światowej. W 1939 r. Polska była w podobnym położeniu jak jest obecnie - wtedy przeszkadzała Stalinowi w rozprzestrzenieniu socjalizmu na zachód i przeszkadzała Hitlerowi w budowaniu Lebensraum na wschodzie. To sprawiło, że chociaż Hitler i Stalin mieli różne interesy to doraźnie byli zgodni, że należy Polskę zniszczyć i pojawił się pakt Ribbentrop-Mołotow. Teraz między Rosją Putina, a Unią Europejską też nie ma zgody, ale „kłopot” z Polską staje się im wspólny. Jednak rozmiar zagrożenia jest dziś inny, dużo mniejszy niż w 1939 r. Rosja nie dysponuje taka przewagą materialną jak wtedy; obecnie PKB Polski jest trzy razy mniejszy od rosyjskiego, gdy w 1939 r. był siedem razy mniejszy. Trudno też sobie wyobrazić, aby Niemcy, będące wraz z Polską w NATO, mogły podjąć interwencję zbrojną na korzyść Rosji i skierować przeciwko Polakom Bundeswehrę. Zwłaszcza, że Polska mimo wielu braków ma liczący się potencjał wojskowy – według danych CIA polska armia ma na stanie 1065 czołgów, Niemcy – 408. Jeśli więc Polacy zachowają mocne nerwy, na czele państwa będą stali ludzie broniący naszej suwerenności, to potencjał jakim dysponują Polacy będzie wystarczający, aby obronić się zarówno przed napływem turystów Łukaszenki jak i przed bezprawnymi uroszczeniami brukselskiej biurokracji.

 Dwieście lat temu laty niemiecki filozof Georg Hegel powiedział, że historia lubi się powtarzać. Skomentował tej słowa inny Niemiec, Karol Marks mówiąc, że dramat w historii  powtarza się jako farsa. To co dzieje się w polityce europejskiej obecnie jest irytującą wprawdzie, ale tylko farsą.

…………..

Artykułu zatytułowany. „Podwójny atak na suwerenność” ukazał się w: Nasz Dziennik (14 września 2021, Nr 213)



Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka