136 obserwujących
532 notki
1055k odsłon
  3898   7

Racjonalność w polityce czasem zawodzi

imageAnita Czupryn: Rosja jest gotowa wypowiedzieć Ukrainie wojnę – takie słowa już padły. Wypowiedział je Fiodor Łukianow, szara eminencja rządzących elit, doradca Kremla. Jak Pan ocenia tę wypowiedź?

Romuald Szeremietiew: Zastanówmy się o co w tym wszystkim chodzi. Czyli – w jakim kierunku zmierzają główne mocarstwa znajdujące się na kontynencie europejskim? Co chcą osiągnąć? Oraz jak się ma do tego sytuacja Polski i miejsce Polski w tej europejskiej układance.

Prezentuje Pan odwrotne podejście do stanowiska tych ekspertów, którzy skupiają się głównie na tym, co się w tej chwili dzieje na wschodzie.

Ten „wschód” jest bardzo istotnym elementem tej europejskiej układanki, która ma się dopiero pojawić. Już wyjaśniam jak to widzę. Mianowicie, jakiś czas temu, po upadku ZSRR, odezwały się na Kremlu ponownie pragnienia imperialne i pojawił się tam projekt zbudowania bloku euroazjatyckiego, w którym decydowałaby Rosja, ale Rosja bardzo blisko współpracująca z Europą zachodnią, gdzie głównym partnerem Rosji mają być Niemcy.

Co się zamanifestowało przy okazji Nord Stream 2.

No właśnie; zaraz do tego dojdziemy. Zatem, miałaby powstać wspólnota, jak to mówią rosyjscy geopolitycy – od Władywostoku do Lizbony. Pojawiło się też po stronie niemieckiej zrozumienie dla budowania takiej wspólnoty z Rosjanami. Dowodem na to jest oczywiście gazociąg Nord Stream, ale nie tylko. Rosja i Niemcy wyraźnie zaczęły szukać miejsc porozumienia i współpracy. Zaczęła imageNiemcom w tym przeszkadzać obecność USA. Amerykanie w spadku po latach „zimnej wojny” gwarantowali bezpieczeństwo Europie, ale po rozpadzie ZSRR Niemcy nie czuły się już zagrożone. Tymczasem USA jako gwarant ładu światowego, jaki wówczas powstawał, chciały zachować swoje wpływy i jako partnera w końcu znalazły Europę środkową, z kluczową rolą Polski, która nie przestała obawiać się Rosji. Pojawiła się więc zasadnicza różnica interesów między tym, co chciał mieć Waszyngton i co próbuje osiągnąć Warszawa, a tym co chce Berlin, a zwłaszcza tym, co zamierza uzyskać Moskwa.

Rozumiem, że to porozumienie Rosji z Europą, od Władywostoku po Lizbonę miałoby być ponad Polską, czy też bez Polski?

Na pewno „budowniczowie” tej wspólnoty geopolitycznej coś z Polską muszą zrobić. My, biorąc pod uwagę naszą historię, obawiamy się rosyjskiej inwazji i cały czas rozważamy, czy Rosja na nas napadnie, czy nie napadnie; czy wojna będzie, czy jej nie będzie. Tymczasem, moim zdaniem, gra idzie o zupełnie coś innego. Chodzi o to, aby Polska stała się elementem tej układanki od Władywostoku do Lizbony, co będzie zależało od tego, czy będzie posłusznie wykonywać polecenia niekoniecznie Moskwy, ale Berlina właśnie. Zatem, uważam, że Niemcy mają dla potrzeb tej układanki odegrać rolę pacyfikatora Polaków, aby można było użyć Polski jako łącznika między Niemcami a Rosją, aby nie stała się ona elementem zagrażającym tej geopolitycznej konstrukcji wymyślonej w Moskwie.

Tylko, że sojusze Niemiec i Rosji w Polsce bardzo źle brzmią, prawda? Już ich doświadczyliśmy.

Dlatego w Berlinie nikt się do tego nie przyznaje. Doświadczyliśmy rzeczywiście srogo czym dla Polaków jest sojusz Moskali z Prusakami; charakterystyczne, że nawet Radosław Sikorski, gdy jeszcze był w rządzie PiS, nazwał gazociąg Nord Stream nowym paktem Ribbentrop-Mołotow.

A źle wcale nie musi być?

imageByć może teraz wilki zmienią swoją naturę i zaczną jeść trawę, czyli Berlin i Moskwa będą respektować niepodległy byt Polski. Próbuje się nas zresztą przekonać, że tak będzie. Proszę zwrócić uwagę, że w polskiej publicystyce i w polityce, pojawiła się dosyć silna opcja przekonująca do zawiązków z Niemcami. Całkiem serio podnosi się na przykład zarzut wobec II Rzeczpospolitej, że nie potrafiła porozumieć się z Niemcami w 1939 roku - trzeba było iść z Hitlerem na Sowiety. Powstają na ten temat książki autorów, którzy dowodzą, że trzeba było to zrobić. Wspomniany minister Sikorski, gdy już rozstał się z PiS, mówił w Berlinie, że Niemcy mają odgrywać rolę przywódczą w Europie i nie powinny od tego uciekać.

Inna była sytuacja Niemiec hitlerowskich, a inna jest Niemiec dzisiejszych.

Tak, III Rzesza i RFN to są różne państwa, ale RFN jest prawnym następcą III Rzeszy, a mechanizmy, jeśli chodzi o wpływy polityczne i realizowanie własnych interesów są podobne. Zastanawiamy się przecież, co jest przyczyną tego, że obecny rząd – Zjednoczona imagePrawica – jest, mówiąc bardzo delikatnie, niechętnie widziany w Berlinie. Jest tak dlatego bowiem rząd PiS prezentuje politykę, która nie pasuje do planów, jakie mają Berlin, i ...Moskwa. Dlatego polski rząd jest zwalczany wszelkimi sposobami, utrudnia mu się życie, a byłoby najlepiej, gdyby PiS stracił władzę. Do tego zwolennicy usunięcia tego rządu wszelkimi możliwymi sposobami ujawniają się jako tak zwana opozycja totalna w Polsce. Biorąc to wszystko razem, tak wygląda obraz europejskiej układanki i w tym kierunku to wszystko może zmierzać. Do tego dziś mamy nową sytuację – w Stanach Zjednoczonych zmienił się prezydent, pojawiła się też opinia, że USA postawią na Niemcy, a nie na Europę środkową i Polskę. A skoro tak, to by oznaczało, że Warszawa ze swoją koncepcją budowania Trójmorza przy wsparciu potęgi Stanów Zjednoczonych jest na przegranych pozycjach. Tymczasem, słuchałem tego, co imagemówił kandydat na ambasadora USA w Polsce Mark Brzeziński przed komisją w amerykańskim Senacie. Mówił, jak przystało na polityka liberalno-lewicowego, o mniejszościach seksualnych, o praworządności, ale powiedział jedną rzecz, która w tym kontekście jest bardzo ciekawa. Otóż powiedział, że jako ambasador Stanów Zjednoczonych będzie działał na rzecz budowania Trójmorza; że to Trójmorze, z punktu widzenia interesów Stanów Zjednoczonych jest bardzo potrzebne. To by z kolei oznaczało utrzymanie flanki wschodniej NATO i reagowanie na to wszystko, co może robić Rosja. Dziś zagrożenie z jednej strony ujawnia się na granicy polsko-białoruskiej, ale z drugiej jest to widoczne, jeśli idzie o Ukrainę. Czyli mimo zmiany prezydenta Amerykanie Europy środkowej i Polski, mówiąc kolokwialnie, nie odpuszczą. Sekretarz stanu USA Antony Blinken mówił ostatnio o tym bardzo wyraźnie.

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka