Pamiętam z dawnych lat zachwyt środowiska Gazety Wyborczej nad twórczością Milana Kundery. Bohaterem większości powieści Czecha był niezależny intelektualista, który nie zapisuje się do partii, nie współpracuje z bezpieką, choć ta depcze mu po piętach. Widzi obok takich naukowców, dziennikarzy czy artystów, którzy dla paszportu czy łatwego życia sprzedawali się systemowi. Jego bohater wybierał pracę na prowincji, degradację i samotność w tłumie zadowolonych. Wybierał wolność myśli.
Jak więc obłudnie występuje środowisko Wyborczej. Broni tych wszystkich donosicieli i mięczaków paszportowych zapominając o takich bohaterach jakich przedstawiał Kundera. Występują dawni wielbiciele Milana jako obrońcy zniewolonych umysłów. Holland, Michnik, Milewicz i cała "Inteligencja kombatancka" miast stawać w obronie tych niezależnych i prawdziwych inteligentów staje w obronie miernot. Czyżby wielki czeski pisarz był bliski słowom nie czynom towarzysze z GW?




Komentarze
Pokaż komentarze (7)