Zanim przejdziemy do sedna, muszę postawić sprawę jasno. Z wykształcenia jestem prawnikiem. Jestem jednak człowiekiem całkowicie apolitycznym i niezależnym - nie należę i nigdy nie należałem do żadnej partii politycznej. Swoje prywatne poglądy polityczne oczywiście mam - bo tylko krowa ich nie ma - ale w tym miejscu ich nikomu nie ujawniam i ujawniać nie będę. Od razu też uprzedzam: nie dyskutujemy tu o bieżącej polityce ani o samych wydarzeniach pod Trybunałem. Fotka w tle - rzecz jasna - to wygenerowana przez sztuczną inteligencję ilustracja, która miała jedynie przyciągnąć Waszą uwagę. Prawdziwa dysputa, do której chcę Was zabrać, toczy się w zupełnie innym miejscu - na polskiej Wikipedii, gdzie zderzają się wizje, czy historia 1/3 obecnego terytorium Polski to "historia części obecnego terytorium Polski", czy po prostu "historia Rzeszy Niemieckiej" (obojętnie: I, II czy III Rzeszy, a nawet czy państwo o takiej nazwie w ogóle istniało w danym momencie historycznym). Wszelkie komentarze próbujące sprowadzić ten wpis do czystej partyjnej młócki będą bezwzględnie usuwane.
Dwa światy, które się nie pogodzą
Niniejszym ogłaszam wszem i wobec, że zaczynam od dziś - w przededniu Wszystkich Świętych - oficjalne działania zmierzające do stworzenia rzetelnej siatki kategorii dla Ziem Odzyskanych. Co i jak zamierzam zrobić? Na razie szczegóły konsekwentnie zachowam dla siebie, bo wiem, z jak wielkim oporem tradycyjnego środowiska wikipedystycznego się to spotka. Patrzę na to, co dzieje się wokół Trybunału Konstytucyjnego, i widzę dokładnie to samo, z czym mierzymy się na Wikipedii. To są po prostu dwa światy, które nigdy się nie pogodzą. Zupełnie tak, jak w polskiej polityce - okopane po obu stronach stanowiska, brak chęci realnego dialogu i święte przekonanie, że tylko jedna strona ma monopol na jedyną słuszną prawdę. Zapewne pamiętacie moją niedawną polemikę z redakcją kryjącą się pod szumną nazwą "Historyczny Punkt Widzenia". Sedno tego sporu kręci się wokół fundamentalnego pytania:
Czy Ziemie Odzyskane to terytorium o skomplikowanej, wielowarstwowej historii, z której można - i należy! - uczciwie powyłuskiwać to, co faktycznie "nasze" (polski kontekst państwowy i historyczny), czy też są to po prostu... Niemcy?
W polemice ze mną moi oponenci wprost wysnuli tezę, że obecność polskich śladów na Ziemiach Odzyskanych wcale nie oznacza, że były to polskie ziemie. Zatrzymajcie się na chwilę przy tym zdaniu. Przeczytajcie je dwa razy. Skoro według ich logiki nie były to polskie ziemie - i to w ogóle NIGDY, nawet w ścisłym zawężeniu do czasów piastowskich! - to czyje w takim razie były? Przecież ich historię bez problemu można podzielić na okresy, co bez trudu dowiodłem na przykładzie Śląska. Oni jednak nie chcą żadnego dzielenia na okresy, żadnej polskiej siatki kategorii. Dlaczego? Bo dla nich to po prostu Niemcy. Takie same jak Berlin. Ich historia ma należeć wyłącznie do historii Niemiec. Co ciekawe, do skandalicznej dysproporcji i zestawienia tego z Kresami Wschodnimi - które na Wikipedii mają rozbudowaną siatkę kategorii, obejmującą nawet okres zaborów, gdy państwa polskiego w ogóle nie było na mapie - redakcja "Historycznego Punktu Widzenia" w ogóle się nie odniosła. Udawali, że problemu nie ma. Kresy mogą być polskie nawet bez Polski, ale Ziemie Odzyskane nie mają żadnego prawa być w jakikolwiek sposób połączone z polską siatką kategorii, nawet wtedy, gdybyśmy ograniczyli ją wyłącznie do ich bezspornych, historycznych związków z Polską. W ich optyce Niemcy to na tych ziemiach nie "okupant", nie "zaborca" ani nawet nie "jeden z wielu prawowitych gospodarzy na przestrzeni wieków", lecz jedyny prawowity właściciel i depozytariusz ich dziedzictwa. Podwójne standardy w pełnej krasie. Niestety tak właśnie myśli bardzo wielu wikipedystów.
Kiedy brakuje argumentów, w ruch idzie... cenzura
Głos w tej sprawie zabieram również z innego powodu. W ostatnich dniach moi oponenci z redakcji "Historycznego Punktu Widzenia" postanowili spróbować nękać mnie w prywatnych wiadomościach. Wiecie zapewne, że mój komentarz na ich blogu został usunięty. Zaraz po tym fakcie, w prywatnej wiadomości, otrzymałem... żądanie dowodów i wskazywania konkretnych zdań. Nie zamierzałem na to odpowiadać - szkoda czasu na przepychanki z kimś, kto najpierw usuwa niewygodne głosy, a potem stawia warunki. Zignorowałem to całkowicie. Oni jednak nie odpuścili. Po 3 tygodniach od tamtych wydarzeń - dokładnie 5 dni temu - ponowili swoje żądania w kolejnej wiadomości na priv. Wtedy uciąłem to krótko, odpowiedziałem raz a dobrze, a całą tę pożal się Boże redakcję po prostu zablokowałem. Prywatnej korespondencji nie zamierzam tu cytować, ale moja ostatnia odpowiedź do nich brzmiała dokładnie tak:
"Szanowni Państwo,Ponieważ usunęliście mój komentarz zamiast publicznie podjąć polemikę, dalsza wymiana zdań w prywatnych wiadomościach nie ma dla mnie najmniejszego sensu. Co więcej, zerknąłem na sekcję komentarzy pod Waszym tekstem: na 5 komentarzy aż 3 zostały usunięte przez właściciela bloga, 1 ukryty przez filtr, a 1 usunięty przez samego autora. Skoro tak wygląda Wasza "otwartość na dyskusję", to sprawa jest jasna. Kasujecie po prostu wszystkie niewygodne głosy, które nie pasują do Waszej narracji. Nie będę Wam wskazywać żadnych pojedynczych zdań ani udowadniać rzeczy oczywistych, bo sami doskonale wiecie, jak wygląda Wasza argumentacja. Dyskusję z Państwem uważam za zamkniętą.
Z poważaniem,TenMaruda"
Usuwanie komentarzy. Z czym Wam się to kojarzy? Bo mi z czystym, nieskażonym PRL-em i najgorszą cenzurą. Spójrzcie zresztą sami na ich sekcję komentarzy, a spójrzcie na moje: [1], [2]. Ja u siebie nikomu komentarzy nie usuwam. Kto chce, może pisać - byle kulturalnie i na temat. A oni? Zamordyzm i kasowanie wszystkiego, co nie pasuje do ich narracji. Co więcej, mam bardzo uzasadnione przypuszczenia, graniczące z pewnością, że za tą całą "redakcją" kryje się... dokładnie jedna osoba. Wcześniej miałem ich za przynajmniej jakąś zorganizowaną grupkę wikipedystycznych ideologów, którzy polemizowali na zasadzie: "to nie są polskie ziemie, nie zasługują na żadną siatkę kategorii". Ale powiedzcie sami: kto normalny tak uporczywie nęka? Najlepszym dowodem jest właśnie ta nagła, ponowiona po 3 tygodniach wiadomość na priv - klasyczny ruch kogoś, kto żyje tym konfliktem 24/7, dusi się we własnym sosie i desperacko szuka atencji.
A wy? Co o tym myślicie?
Potraktujmy ten artykuł jako zdrową odskocznię od wszechobecnej, bieżącej polityki, która od rana do wieczora wylewa się z ekranów. Porozmawiajmy o historii, o Ziemiach Odzyskanych i wikipedystycznej rzeczywistości. Chciałbym usłyszeć Wasze zdanie. Jak według Was powinno to wyglądać?
- Czy stworzenie rzetelnej, opartej na faktach siatki kategorii dla Ziem Odzyskanych jest słuszne, a jeśli tak, to co - Waszym zdaniem - powinna ona obejmować?
- A może uważacie, że nie jest to słuszne, a w imię logiki i konsekwencji - skoro nie ma siatki kategorii dla Ziem Odzyskanych, to tworzenie jej dla Kresów Wschodnich (zwłaszcza w okresie zaborów, gdy państwa polskiego nie było na mapie) to również przesada? Z takimi głosami też się spotykałem i jawią się one jako ciekawe, alternatywne spojrzenie na sprawę.
Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii. Dajcie znać w komentarzach - porozmawiajmy!


Komentarze
Pokaż komentarze (4)