Ilustracja do wikipedystycznych sporów o kategorie (Źródło: obraz wygenerowany przez AI)
Ilustracja do wikipedystycznych sporów o kategorie (Źródło: obraz wygenerowany przez AI)
TenMaruda TenMaruda
48
BLOG

Polemizować każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej...

TenMaruda TenMaruda Społeczeństwo Obserwuj notkę 2
Na Salonie24 ukazała się właśnie gigantyczna, rozpisana na rekordowe 25 punktów "bezstronna analiza" mojego tekstu o wikipedystycznych sporach wokół bitew I wojny światowej. Autorzy polemiki zarzucają mi niemal wszystko: brak obiektywizmu, zbytnią ostrość języka, przypisywanie przeciwnikom złych motywów, a nawet tworzenie "wygodnego przeciwnika". Cóż, polemizować każdy może - publicystyka z natury bywa subiektywna, a pojawienie się głosu w obronie moich oponentów jest całkowicie naturalne. Dzięki temu każdy czytelnik może wyrobić sobie własne zdanie. Istnieje jednak jeden drobny problem: ta imponująca konstrukcja sypie się jak domek z kart w momencie, gdy zajrzymy do punktów 8 oraz 17...

Zapowiadałem wcześniej, że na pewno nie będę pisać regularnie, a kolejny materiał wrzucę dopiero wtedy, gdy poziom absurdu na Wikipedii znów przekroczy wszelkie dopuszczalne normy. Z uwagi na ukazanie się wspomnianej polemiki robię jednak wyjątek i postanawiam zabrać głos już teraz. Co więcej, biorę sobie do serca głosy czytelników, którzy przy moim poprzednim, nieco przydługim tekście słusznie zauważali w komentarzach:

generee: "chłopie - to się ledwo da przewinąć, a co dopiero przeczytać... próbowałem (jako żem człowiek z ziemi niepolskich w Polsce to temat mnie zainteresował), ale nie dałem rady;"

starbreaker: "@generee Ja też nie dałem rady."

MOMIM: "A co do artykułu to jest olbrzymi. Ja zerknąłem tylko. Czy jest w nim prawda czy nieprawda ludzie ocenią."

Skoro więc dostaje mi się za objętość, tym razem będzie szybko, krótko i na temat, a moje przyszłe teksty również będą krótsze od tamtego i bardziej czytelne. Zamiast brnąć w jałową polemikę dotyczącą każdego z 25 punktów (bo każdy zainteresowany może po prostu przeczytać mój pierwotny tekst oraz rzeczoną polemikę i ocenić je samodzielnie), skupmy się wyłącznie na tych dwóch: 8 i 17. Gdyby bowiem nie te konkretne fragmenty, cały wywód można by z przymrużeniem oka traktować jako zwykłą, polemiczną wymianę zdań z perspektywy drugiej strony sporu. Niestety, po bliższym przyjrzeniu się tym punktom okazuje się, że jest zupełnie inaczej - i na ich jaskrawym przykładzie udowodnię Wam zaraz, że cała ta "akademicka" krytyka opiera się na fundamencie żenujących podwójnych standardów.

Krótkie przypomnienie, czyli co tak naprawdę pisałem o Ziemiach Odzyskanych?

Zanim przejdziemy do sedna, przypomnę, co dokładnie postulowałem w moim artykule (i co nadal w pełni podtrzymuję, odsyłając zainteresowanych do sekcji "Rzesza w polskiej kategorii!? Usunąć z hukiem!"):

"Spór o bitwy jest w istocie częścią znacznie szerszego, fundamentalnego problemu: czy i jak w ogóle kategoryzować Ziemie Odzyskane na Wikipedii? Według moich oponentów jakiekolwiek spinanie tych terenów klamrą "historii części terytorium współczesnej Polski przed 1945 rokiem" to zbrodnia na historiografii i czysty anachronizm. Przystawianie dzisiejszych granic do dawnych dziejów Śląska, Pomorza Zachodniego czy byłych Prus Wschodnich ma być według nich niedopuszczalne. Ale idźmy dalej - nawet jak przyjmiemy ich restrykcyjne kryteria i skupimy się wyłącznie na długich wiekach realnego, polskiego kontekstu historycznego, to spójrzmy na okres sprzed utraty tych ziem przez Polskę, gdy wchodziły one w skład naszego państwa albo znajdowały się w naszej strefie wpływów. Dodajmy do tego okres po 1945 roku - i nagle okazuje się, że naprawdę jest co skategoryzować. Jeśli trzymamy się polskiego kontekstu ściśle i uczciwie, materiału historycznego nie brakuje. Ale oni idą w zaparte! Dla nich polski kontekst sprzed wieków nie ma żadnego znaczenia, a okres po 1945 roku traktują co najwyżej w kategorii "łupu wojennego" w stylu rosyjskiego obwodu królewieckiego. W ich mniemaniu wszystko, co działo się na Zachodzie i Północy przed 1945 rokiem, ma się do Polski jak starożytność do współczesnych narodów - i dotyczy to nie tylko okresu przynależności tych ziem do dawnych państw niemieckich, ale w ogóle całej ich historii. Dla Górnego Śląska łaskawie gotowi są uczynić wyjątek, ale cała reszta to dla nich ontologicznie obcy, arcyniemiecki świat, który nie ma z Polską nic a nic wspólnego i bezpowrotnie zniknął w mrokach dziejów (...). Gdyby nagle powstała kategoria dotycząca tych terenów - ściśle ograniczona i obejmująca wyłącznie autentyczny polski kontekst, czyli czasy Piastów, lennictwo w Prusach Książęcych, ogólnie czasy przedrozbiorowe w przypadku pograniczy utraconych w rozbiorach oraz oczywiście okres powojenny - i tak mielibyśmy do czynienia z falą świętego oburzenia!".

Konkretna część krytyki autorów polemiki - zawarta w punktach 8 i 17 - opierała się na fikcyjnym założeniu, że chciałbym całe Ziemie Odzyskane nagle uczynić "czysto polskimi". Nic bardziej mylnego! Od początku wskazywałem na konieczność precyzyjnego oddzielenia tego, co polskie, od tego, co niemieckie. Wskazywałem również na rażącą dysproporcję: na Wikipedii nie ma absolutnie żadnej porządnej siatki kategorii dla Ziem Odzyskanych, podczas gdy dla Kresów jest ona rozbudowana do granic możliwości. Co więcej - kategoria "Kresy Wschodnie" obejmuje także okres zaborów, gdy państwo polskie w ogóle nie istniało (podkategoria "Ziemie zabrane"). Z jednej strony mamy więc gigantyczne, dopieszczone "Kresy Wschodnie", a z drugiej... całkowitą pustkę. Nic a nic. Co najbardziej uderzające, w swojej polemice autorzy w ogóle nie odnieśli się do tej rażącej dysproporcji! Mało tego - jeszcze do niedawna panowała na Wikipedii kuriozalna praktyka zaliczania do "zaborów" obszarów, które w granicach z 1772 roku w ogóle nie leżały, jak chociażby Górny Śląsk. I tego podwójnego standardu autorzy polemiki z uporem maniaka bronią: Górny Śląsk według nich jak najbardziej miał prawo być "byłym zaborem pruskim w II RP", "Kresy Wschodnie" mogą bez problemu funkcjonować i obejmować okresy, gdy państwo polskie nie istniało na mapie, a "Ziemie Odzyskane" czy "Ziemie Zachodnie i Północne" nie mają prawa istnieć nawet wtedy, gdy ograniczylibyśmy je wyłącznie do ich historycznych związków z Polską. A tego się obronić po prostu nie da. Podczas gdy inne punkty ich elaboratu to faktycznie po prostu polemika z moimi poglądami, tutaj mamy do czynienia z czystym pisaniem mapy pod dyktando granic II RP. Autorzy polemiki brną w narrację, w której jedne ziemie mają elastyczną gumkę w portkach, a inne są z góry stemplowane jako terytorium niemieckie.

Punkty 8 i 17, czyli podwójne standardy w pełnej krasie

image
Klasyczny przykład kartograficznego absurdu, czyli nakładanie dawnych granic państw zaborczych na mapę współczesnej Polski. W internetowych dyskusjach takie mapy często błędnie podpisuje się jako "granice zaborów", co słusznie budzi oburzenie. Ale spójrzmy na to przez pryzmat wikipedystycznej logiki: skoro można bezceremonialnie nakładać dawne granice państw zaborczych na mapę II RP (gdzie Górny Śląsk wesoło robił za "były zabór pruski w II RP", choć w 1772 roku był od dawna poza Polską), to dlaczego nie nakładać tego na współczesne granice Polski?  Tyle że wtedy wikipedystyczni puryści dostaną zawału serca - podniosą larum, że Dolny Śląsk czy Pomorze Zachodnie nigdy pod żadnymi "zaborami" nie były, bo to przecież "rdzenny Reich jak Berlin!". Skoro według nich te tereny to "Reich", a nie żaden zabór, to od tego są przecież historyczne nazwy typu "Ziemie Odzyskane" czy "Ziemie Zachodnie i Północne" - ale te pojęcia są dla nich całkowicie nie do zaakceptowania, bo przecież... "co na to Niemcy?". (Źródło: Wikimedia Commons)

W punktach 8 i 17 swojej "bezstronnej analizy" autorzy polemiki próbują lawirować wokół pojęć historycznych tak, by za wszelką cenę obronić wikipedystyczne status quo. Z jednej strony w punkcie 8 tłumaczą mi, że Górny Śląsk jak najbardziej mógł funkcjonować na Wikipedii w pojęciu "byłego zaboru pruskiego w II RP" (mimo że w granicach Rzeczypospolitej z 1772 roku się nie znajdował), ponieważ - jak przekonują autorzy - "kategoria „były zabór pruski” może funkcjonować w historiografii szerzej niż ścisła definicja terytoriów znajdujących się w granicach Rzeczypospolitej w 1772 roku, właśnie dlatego, że późniejsza historia ziem pruskich i ziem, które weszły do II RP, była ze sobą powiązana". Brzmi rozsądnie? Być może. Ale spójrzmy na to, co ci sami autorzy wypisują w punkcie 17, bo tam urządzają już prawdziwy festiwal wewnętrznych sprzeczności. Tam nagle zrównują Górny Śląsk z Dolnym Śląskiem, Pomorzem Zachodnim i Mazurami, słusznie zauważając, że "historia Dolnego Śląska, Pomorza, Mazur czy Górnego Śląska jest bardziej skomplikowana niż Polska albo Niemcy, właśnie dlatego używanie Ziem Odzyskanych jako dowodu na ideologiczną ślepotę przeciwników jest zbyt daleko idącym uproszczeniem". Dodają przy tym, że wszystkie te regiony to "także historia Niemiec", "zamieszkiwała je ludność o różnych identyfikacjach", a "współczesna przynależność państwowa jest dopiero jednym z etapów ich dziejów". No dobrze, skoro historia tych ziem jest taka "skomplikowana" i wykracza poza prostą dychotomię Polska-Niemcy, to spójrzmy na logiczne konsekwencje tego twierdzenia. Skoro w punkcie 17 Górny Śląsk to dla nich w gruncie rzeczy to samo co Dolny Śląsk, to dlaczego w punkcie 8 Górny Śląsk może być historycznym "zaborem pruskim", a Dolny Śląsk - według nich - absolutnie nie?

Przetłumaczmy tę logikę z polskiego na nasze:

  1. Górny Śląsk może być "byłym zaborem pruskim w II RP" - mimo braku w granicach z 1772 roku - ponieważ w granicach odrodzonej II RP znalazła się jego część, a na tej, która się nie znalazła, wybuchały przecież polskie powstania i trwała walka o polskość. Dla Górnego Śląska autorzy polemiki robią więc łaskawy wyjątek: uznają go - w drodze naciągania definicji pod kształt II RP - za "polską ziemię pod zaborami".
  2. Dolny Śląsk nie może dostać żadnej polskiej kategorii: ani "byłego zaboru pruskiego w Polsce po 1945 roku", ani nawet "Ziem Odzyskanych" czy "Ziem Zachodnich i Północnych". Gdyby stosować konsekwentnie argumentację autorów polemiki, że współczesna przynależność państwowa to "dopiero jeden z etapów jego dziejów", to musielibyśmy przyznać, że niemiecki okres panowania na tych ziemiach to również tylko pewien etap w ich długiej historii. Spójrzmy zresztą na faktyczny, historyczny rozkład przynależności państwowej Dolnego Śląska:
  • Od końca X wieku do I połowy XIV wieku (ok. 300-350 lat) region był pod władaniem polskiej dynastii Piastów.
  • Od I połowy XIV wieku do I połowy XVIII wieku (ok. 400 lat) znajdował się w Koronie Królestwa Czech, która później dostała się pod władanie austriackiej dynastii Habsburgów (przy czym warto pamiętać, że ostatni śląscy Piastowie wymarli dopiero w II połowie XVII wieku, będąc lennikami Habsburgów jako królów Czech).
  • Od I połowy XVIII wieku do I połowy XX wieku (ok. 200 lat) był częścią Prus i kolejnych formacji państwa niemieckiego.
  • Od I połowy XX wieku do czasów współczesnych jest częścią Polski.

Z tego prostego zestawienia wynika wyraźnie: historia Dolnego Śląska (i szerzej Śląska) to skomplikowana układanka, w której żadna ze stron nie miała dominującej roli. Okres panowania prusko-niemieckiego to zaledwie ok. 200 lat - czyli mniej niż rządy Piastów i o połowę mniej niż rządy czesko-habsburskie! Co najważniejsze: z tego prostego zestawienia jak na dłoni widać, co jest nasze, a co obce. Z tych skomplikowanych dziejów bez trudu da się spokojnie powyłuskiwać zarówno bogaty polski okres piastowski, jak i całą spuściznę po 1945 roku, poszukać konkretnych zagadnień i złożyć z nich sensowną podkategorię wewnątrz szerszego pojęcia "Ziem Odzyskanych" (oczywiście to samo tyczy się zresztą i innych ziem obejmowanych tym historycznym pojęciem). A jednak dla autorów polemiki ten najkrótszy, 200-letni okres niemiecki to nie jest żaden zwykły "etap". Warto przy tym zwrócić uwagę, jak zręcznie kluczą w swoich tezach: piszą na przykład, że "nie można powiedzieć, iż przed 1945 rokiem nie było tam niczego, co miałoby znaczenie dla historii Polski" (wymieniając łaskawie polskie lub słowiańskie tradycje, obecność ludnościową, ruchy narodowe czy kontakty kulturowe), zaraz jednak dodają asekuracyjnie, że "dokładnie z tego samego powodu nie można powiedzieć, iż skoro istniały tam polskie ślady, to były to po prostu polskie ziemie". Kluczą tak starannie, by przypadkiem nie napisać wprost tego, co naprawdę myślą: że to były po prostu ziemie niemieckie, a Niemcy byli tam u siebie od zawsze jako prawowici gospodarze, a nie tylko przez pewien etap. Bo przecież nigdy, przenigdy nie odważą się napisać z taką samą otwartością lustrzanego wniosku: że skoro przez wieki istniały tam potężne, udokumentowane niemieckie ślady i struktury, to wcale nie oznacza, iż były to "po prostu niemieckie ziemie". O nie, takiego zdania u nich nie uświadczysz! Robienie kategorii obejmujących autentyczny polski kontekst jest przez nich traktowane jako tworzenie jakichś fikcyjnych, sztucznych "zaborów", w których Polska miałaby niby utracić te ziemie po XIV wieku, by po 1945 roku po prostu do nich "wrócić". W ich optyce powrót Polski w 1945 roku to żaden powrót po wiekach skomplikowanych dziejów, tylko zagarnięcie terytorium obcego - tak samo niemieckiego jak Berlin czy Monachium. Skoro bowiem - według ich logiki - nawet udokumentowane polskie ślady czy okresy nie dają tym terenom prawa do miana ziem polskich nawet w danym okresie, to w ich oczach cała ta przestrzeń była i pozostaje po prostu niemiecka. Kresy są w tej narracji zawsze polskie (nawet pod zaborami), a Ziemie Odzyskane nigdy (nawet w ścisłym zawężeniu do czasów piastowskich). Konkludują więc z uporem godnym lepszej sprawy, że te regiony w ogóle nie zasługują na porządną siatkę kategorii - bo przecież obecność polskich śladów nie oznacza, że były to "polskie ziemie". Nazwanie tych terenów Ziemiami Odzyskanymi czy Zachodnimi i Północnymi robi w ich mniemaniu z Niemców "zaborców", a nie prawowitych gospodarzy.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że cały ten problem z Górnym Śląskiem na Wikipedii dawno został już przeze mnie poruszony i... rozwiązany! W otwartej przeze mnie dyskusji w Kawiarence Wikipedii (Ziemie "niezaborcze" w II RP) celowo wskazałem na ten anachronizm. Efekt? W dyskusji nikt nawet nie próbował polemizować z faktem, że nie tylko Górny Śląsk, ale nawet Śląsk Cieszyński, Spisz czy Orawa to żaden historyczny zabór - poszło to po prostu metodą faktów dokonanych. Górny Śląsk wyleciał więc z "byłego zaboru pruskiego w II RP", a Śląsk Cieszyński, Spisz i Orawa wyleciały z "byłego zaboru austriackiego w II RP". W samym wątku zaproponowałem zresztą sensowne uregulowanie statusu ziem "niezaborczych" poprzez zastąpienie anachronicznego pojęcia "zabór" szerszym terminem "dzielnica" (którego oficjalnie używano w aktach prawnych II RP). I co? I nic - nikt na razie nie podjął polemiki, a wątek powoli zmierza do archiwizacji, podczas gdy ja czynię realne starania, by uporządkować to w sposób sensowny (domyślam się, że pierwotny autor miał na myśli kategoryzację ziem II RP według państw zaborczych, ale wykonanie kulało). Co ciekawe, sami polemiści w swoim tekście pisali: "Można krytykować zakres takiej kategorii, pytać o precyzyjność jej nazwy albo zaproponować inną klasyfikację. Ale argumentowanie, że „skoro Górny Śląsk jest traktowany w ten sposób, to przeciwnicy muszą konsekwentnie uznać również Dolny Śląsk” to argumentacja przez analogię, a nie dowód logicznej konieczności (...). Możliwe jest przecież również trzecie rozwiązanie: obie klasyfikacje wymagają dopracowania". No więc dokładnie to zrobiłem! Ale spójrzmy prawdzie w oczy: Górnemu Śląskowi z przymrużeniem oka pozwala się być "zaborem pruskim", "bo to II RP", a na Dolny Śląsk kręci się nosem, "bo był po prostu niemiecki". II RP wybacza się wszelkie terminologiczne naciągnięcia, ale Polsce Ludowej nie wybacza się niczego. Autorzy polemiki wprost przyznają w swojej krytyce, że "terminologia historyczna nie musi działać na zasadzie, że jeśli A jest używane w pewnym rozszerzonym znaczeniu, to każde B o podobnych cechach musi być traktowane identycznie" i pouczają mnie, że próba domagania się siatki kategorii dla Ziem Odzyskanych to błąd. Samego polskiego kontekstu tych ziem nie negują, ale uznają, że na żadną porządkową siatkę kategorii (taki odpowiednik rozbudowanych "Kresów Wschodnich") te tereny nie zasługują - bo trzeba brać pod uwagę kontekst historyczny, że przez ostatnie stulecia to był po prostu "Reich". Co ciekawe, autorzy w zupełnie innym fragmencie swojego tekstu - który pomijam, bo zbytnio rozszerzałby ten wywód - słusznie zauważają, że "fakt, że „niemieckie” również nie musi oznaczać jednorodnego narodowo obszaru". Oczywiście, że nie musi - wszak w takim Zagłębiu Ruhry też istniała potężna, zorganizowana mniejszość polska (tzw. Ruhrpolen), a jednak nikt rozsądny nie domaga się tam polskich kategorii historycznych. Istnieje jednak zasadnicza różnica historyczna pomiędzy tamtym regionem a Dolnym Śląskiem czy Pomorzem Zachodnim, które miały z Polską wielowiekowe więzi. W gruncie rzeczy w tej sprawie logika zostawia nam tylko dwie opcje:

  1. Skoro dla Ziem Odzyskanych żadnej siatki kategorii nie mamy i mieć nie wolno, to i dla Kresów nie powinno jej być, a już na pewno nie dla okresu zaborów, bo tworzenie kategorii dla Kresów w okresie zaborów (gdy państwa polskiego mapie nie było) to dokładnie taki sam anachronizm jak tworzenie kategorii dla Ziem Odzyskanych w długim okresie między ich utratą przez Polskę a 1945 rokiem. To jest jednak w realiach Wikipedii całkowicie nierealne, bo Kresy to dla wielu kwestia silnych emocji.
  2. Skoro Kresy mają swoją siatkę kategorii (w tym podkategorie z okresu, gdy Polski na mapie nie było), to dla Ziem Odzyskanych również należy stworzyć rzetelną siatkę, ograniczoną wyłącznie do ich polskiego kontekstu państwowego i historycznego  - i dokładnie to od początku postuluję. Kiedy i w jaki sposób przystąpię do realizowania tego postulatu na samej Wikipedii, tego na razie nie zdradzę, ale łatwe to z pewnością nie będzie. Muszę przygotować dokładny plan, zaangażować innych do pomocy i postępować niezwykle ostrożnie - wiem bowiem doskonale, że nawet tak bardzo umiarkowane podejście - zakładające przecież wydzielenie wyłącznie tych obszarów i epok, które realnie i bezspornie wiązały się z Polską, a nie wrzucanie do jednego worka wszystkiego jak leci - może spotkać się z gwałtowną, emocjonalną reakcją środowiska, o której sam wyżej pisałem.

Epilog, czyli jak polemiści odpowiadają na niewygodne fakty

Na koniec mała anegdotka, która najdoskonalej podsumowuje całą tę "akademicką" polemikę. 

Gdy opublikowałem w sekcji komentarzy pod notką moich polemistów zwięzłe podsumowanie powyższych argumentów - punktując bezwzględnie ich podwójne standardy i obnażając fakt, że w ogóle nie zrozumieli (lub nie chcieli zrozumieć) mojego tekstu - reakcja była błyskawiczna.  Komentarz... w trybie natychmiastowym wyleciał do kosza, "usunięty przez właściciela bloga".

Cóż, można napisać 25 punktów pełnych pouczeń o wysokich standardach debaty, metodologii i kulturze polemiki, ale kiedy brakuje argumentów merytorycznych, najwygodniej jest po prostu wcisnąć przycisk "usuń". Dziękuję za tę lekcję - lepiej nie dało się udowodnić słuszności mojego tekstu.

TenMaruda
O mnie TenMaruda

Zniknąłem, żeby wrócić silniejszym - głównie po to, by prostować wikipedystyczne absurdy i walczyć z podwójnymi standardami w kategoryzacji historii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo