- Jestem pewny, że znajdziemy Osamę ben Ladena – oznajmił 11 października 2001 roku prezydent George Bush przyznając jednak, że nie wie, gdzie ukrywa się lider al Kaidy. Do dziś tego nie wie.
Kiedy w 2003 roku Amerykanie zapowiadali, że w ciągu dwóch tygodni zaprowadzą porządek w Iraku, napisałem, że nie są w stanie uczynić tego nawet w ciągu pięciu lat. Kompletnie nie nadają się oni do żadnej wojaczki, co wykazały wszystkie wcześniejsze konflikty zbrojne z ich udziałem. Amerykanie nie są w stanie wygrać żadnej wojny, ci którzy są z nimi zawsze będą po stronie przegranych. Nie znam innych sytuacji.
Niestety Polska też gra w tej przegranej drużynie. Co więcej zamierza sama sobie strzelić gola w postaci tarcz antyrakietowych, które są nam tak potrzebne, jak Lepperowi badania DNA.
Skoro już jestem przy wicepremierze, to niewątpliwie ma on swój wkład w obnażanie amerykańskiego wkładu w walkę z terroryzmem. Gdy w 2001 roku Lepper opowiadał z trybuny sejmowej o Talibach lądujących w Klewkach śmiało się z niego ¾ Polski. Nie było już tak zabawnie, gdy w 2005 roku Komisja Europejska zaczęła sprawdzić, dlaczego na lotnisko w Szymanach (nieopodal Klewek) lądowały amerykańskie samoloty z jeńcami Al. Kaidy.
Teraz mamy pójść na całość i uczynić z Polski tarczę dla państwa, które nie chce nas wpuszczać do siebie bez wiz. W imię czego takie poświęcenie? Kasy z tego raczej nie będzie, tak jak nie ma z wojny w Iraku – a miała być. Jedynym pożytkiem może być wspólne zdjęcie prezydentów. Ale czy Lech Kaczyński chciałby mieć fotkę z Hillary Clinton? Z Bushem już raczej nie zdarzy się sfotografować.
Z pewnością entuzjaści tarczy antyrakietowej w Polsce często oglądali filmy historyczne gdzie walczyli średniowieczni rycerze. Rycerz zasłaniał się tarczą a jego przeciwnik walił w tarczę mieczem lub toporem. Niestety od tego czasu narzędzia walki bardzo się zmieniła. Już nie ma mieczy i toporów, teraz są rakiety z głowicami nuklearnymi i jest pytanie czy chcemy być tarczą dla USA jako Polska?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)