Oto Szef komisji do zbadania inwigilacji środowiska KUL prof. Janusz Wrona mówi, że o rejestracji abpa Wielgusa wiedział już od ponad pół roku i informował o tym abpa Życińskiego.
Mam wrażenie, że niektórzy dostojnicy Kościoła pragną wyspecjalizować się w zamiataniu prawdy pod dywan. Działanie to mało twórcze i z góry skazane na niepowodzenie. Sprawy po prostu zaszły za daleko.
Nie może napawać radością fakt, że wśród hierarchii kościelnej byli „zbłąkani pasterze”. Jednak skoro byli to trzeba o tym mówić otwarcie.Arcybiskup Życiński jest jednak odmiennego zdania. Najpierw zwymyślał tych, którzy ujawnili przeszłość bp. Wielgusa, teraz okazuje się, że od dawna widział czym parał się niedoszły metropolita warszawski. Sądził jednak, że brak na to dowód, że ślady zostały zatarte. Wygląda na to, że świadomie kłamał, aby dać alibi agentowi. Zatem grzeszył.
Nie mówcie o tym, że każdy może zbłądzić. Od biskupów oczekuję, aby wskazywali mi drogę a nie wiedli na manowce. Nie piszcie, że św. Piotr też sie zagubił, że wyrzekł się Chrystusa. Nie zestawiajcie Wielgusa z księdzem Jerzym Popiełuszką. Pomocnika kata z ofiarą. Porównywanie kunktatorów i koniunkturalistów z męczennikami, to po prostu bluźnierstwo.
To dalszy ciąg smutnych wydarzeń, które nie przynoszą chluby ani Kościołowi ani Polsce.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)