Miejsce pochówku Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie zostało – wbrew temu, co piszą niektórzy – „wyznaczone” przez rodzinę zmarłych. Decyzje takie wymagają porozumienia się z dwiema stronami: dysponentem wawelskiej katedry, czyli Kościołem, a konkretnie ks. Kard. Stanisławem Dziwiszem oraz – z rządem Rzeczypospolitej.
Jeśli decyzja zostaje ogłoszona oficjalnie, to znaczy, że obie te strony wyraziły zgodę. I nie ma tu mowy o żadnych „społecznych konsultacjach”.
Tak naprawdę to o pochówek na Wawelu wnioskowali ludzi Solidarności do kardynała Dziwisza, a ten pozytywnie rozpatrując prośbę skontaktował się w tej sprawie z rodziną, która to po 3, czy 4 próbach namowy ostatecznie się zgodziła.
Jarosław Kaczyński nie był przekonany, co do tej decyzji i chyba świadczyć może o tym również stan zdrowia matki, która przecież będzie miała mocno utrudnione zadanie uczestniczenia w pogrzebie, o ile to w ogóle możliwe, a nawet i odwiedzin grobu zmarłego syna.
Wszystkie wymieniane inne potencjalne miejsca pochówku – Świątynia Opatrzności Bożej, Powązki – również wchodziły w grę. Myślę, że wśród wielu czynników o wyborze pochówku na Wawelu zdecydował fakt, iż Lech Kaczyński był wybranym przez Naród Prezydentem Rzeczypospolitej, który zginął podczas pełnienia obowiązków państwowych.


Komentarze
Pokaż komentarze