33 obserwujących
553 notki
624k odsłony
  252   1

Morawiecki - zdrajca czy bohater?

Premier Mateusz Morawiecki, po przez wojnę na Ukrainie, zaczął się jawić jako człowiek niemal opatrznościowy dla polskich spraw i narodowego bezpieczeństwa. Przestaje się pamiętać o jego nieudanych negocjacjach w sprawie budżetu unijnego oraz o niemal amatorsko spapranym "polskim ładzie". Gdzie zatem czai się prawda o tym, jakim naprawdę premierem i człowiekiem jest Mateusz Morawiecki?

Kiedy zmieniano twardo walczącą o polskie interesy premier Beatę Szydło, jednym z powodów tej decyzji miało być większe, europejskie doświadczenie jej następcy i doskonała ponoć znajomość rynków finansowych. Mateusz Morawiecki świetnie mówił po angielsku, zręcznie poruszał się po europejskich salonach, a co najważniejsze, miał przeprowadzić Polskę przez wzburzone morze unijnych dotacji. Nowy premier epatował wiedzą, rzucał obietnicami i chwalił się profesjonalizmem, swoim, a  szczególnie  swojej kadry z niejakim Konradem Szymańskim, ponoć fachowcem pierwszej wody!

Wszystko to spowodowało, że idąca za Prawem i Sprawiedliwością, część społeczeństwa uwierzyła  Morawieckiemu i dała mu zielone światło. Beata Szydło, jako ta, która "wali prosto w mordę" odeszła w cień, bowiem teraz obowiązywała już zasada, że w Brukseli  reprezentują nas oświeceni technokraci, mądrzy jak węże i ślizcy jak piskorze. W ową zasadę uwierzył nawet sam prezes, pozostawiają na czole Morawieckiego, mocno odciśnięty pocałunek głębokiego poparcia i zaufania.

Przez pewien czas owa nieoczekiwana zmiana miejsc premierowskich wydawała się strzałem w dziesiątkę, a sam prezes Kaczyński cmokał z ukontentowania. Sprawnie prowadzone sprawy międzynarodowe, gładkie, polityczne słówka i pewność ruchów na międzynarodowym terenie dyplomacji, zdawały się w pełni potwierdzić trafność wyboru Morawieckiego na premiera. 

Gorzej wyglądała sprawa z unijnymi dotacjami, jednak Morawiecki jak i jego totumfacki Szymański obiecywali, że wszystko jest na jak najlepszej drodze i pieniądze mamy jak w banku! Czas mijał, a pieniądze jakie należały się Polsce z Unii Europejskiej, stawały  się, parafrazując tytuł znanej piosenki, dymami na wodzie, jednak retoryka, że je na pewno otrzymamy, nie traciła swojej mocy. 

Później, kiedy dochodzi do negocjacji tzw. warunkowosci otrzymania pieniędzy dla Polski, Morawiecki, mając w dłoni przycisk do zawetowania budżetu, może pod namową Szymańskiego, a może nie, świadomie nie korzysta z niego, wybiera hańbę jakichś pokątnych, nie zapisanych nigdzie ustaleń z Komisją Europejska, o których ta po zatwierdzeniu budżetu natychmiast zapomina. Ów spec od lawirowania w europejskiej polityce, ukochany przez Kaczyńskiego, ekspert od dogadywania się z całym światem zachodu, okazuje się nagle tak nieskuteczny i naiwny, że na myśl przychodzi jedynie stwierdzenie, że Morawiecki wolał wybrać dobrze dla Europy, kosztem Polski. Parafrazując słowa Churchila - zamiast weta wybrał kłamliwe obietnice, a pieniędzy i tak mu nie wypłacili!

Jak już napisałem po wyżej, chyba nikt nie może być tak naiwnym, aby wierzyć europejskim kłamcom. Morawiecki jednak uwierzył, zupełnie jakby był spętany tą Unia, jakby tak na prawdę należał do jej rodziny i na pierwszym miejscu stawiał jej dobro, a nie dobro Polski.

W kraju owo niepowodzenie premiera, owo wykiwanie nas i dalsze skrobanie przez Unię marcheweczki polskiego braku praworządności, nie zrobiła u politycznych decydentów najmniejszego wrażenia. Nawet sam Jarosław przełknął porażkę jakby łykał w knajpie z trzema gwiazdkami Michelina, najlepsze, francuskie ostrygi. Jednym słowem, dla ludu - narracja o wstrętnej Uni i ani słowa o zawaleniu sprawy przez tandem Morawiecki - Szymański. A na użytek wewnętrzny - pulchna ręką na plecach premiera i przekaz: Mateusz, nic się nie stało!

Owo nierozliczenie premiera z klęski negocjacyjnej skutkuje dalszym szaleństwem, które objawie się retoryką premiera, według której Polska zrobi wszystko aby otrzymać unijne środki. Wszystko czyli co, zlikwiduje izbę dyscyplinarna i wywali z sądów wszystkich sędziów mianowanych przez prezydenta? Jednym słowem Morawiecki daje znać, że dla garści euro i możliwości spłacania nie swoich długów, gotów jest pozbawić Polski suwerenności!

Nie chcąc przeciągać owej notki, wspomnę, że także klęska ma dwie nogi. Ta druga jest "Polski ład" reforma finansów przeprowadzona tak ślamazarnie u w takim chaosie prawnym, że spokojnie może uchodzić za dywersję, za którą w innych krajach płaci się stanowiskiem i sądowa ławą.

Obecnie premier na piątym biegu uwija się na europejskich i światowych salonach w sprawie wojennej nawałnicy, jaka spowodowali rosyjscy bandyci. Grzmi o embargu i sankcjach, potępia tych, którym marzy się powrót do handlu z Rosją. W tej sytuacji namawiam premiera do jednego, aby tym razem obietnice sankcji oraz przyrzeczenia pomocy dla Ukrainy i Polski wziął na papierze!



Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale