Nie ukrywam, że potrawy z roślin strączkowych - zwłaszcza z fasoli - należą do mich ulubionych. Są bardzo smaczne, zdrowe, pożywne ... no i, oczywiście, tanie. Na ogół strączkowe przyrządza się łatwo, bez specjalnych starań, należy jednak pamiętać, by przygotowania rozpocząć z odpowiednim wyprzedzeniem - moczenie, moczenie ;D Trzeba też przyznać, że większość ludzi lubi potrawy ze strączkowych.
Fasolka po bretońsku, dobrze zrobiona, to prawdziwy przebój. Ma też tę zaletę, że może być odgrzewana, bez szkody dla smaku i konsystencji. Nawet zamrażanie niewiele jej szkodzi, warto więc zrobić jej więcej - zwłaszcza, jeśli mamy "na wyposażeniu" domu nastolatka, który jest chodzącym przewodem pokarmowym i po powrocie ze szkoły jest w stanie zrobić poważne szkody w kuchni - na przykład, głodny jak wilk, zjeść wszystkie kotlety mielone, które mieliśmy przygotowane na najbliższe trzy dni ... Tak, zamrożone porcje fasolki są opcją zdecydowanie tańszą (i zdrowszą).
Składniki:
0,5 kg fasoli "Piękny Jaś"
0,5 kg surowego wędzonego boczku (lub resztek wędlin, ewentualnie pozostałości gotowanego lub pieczonego mięsa - co kto ma; świetnie sprawdza się mieszanka tego wszystkiego). Ale nie ukrywam, że chudy boczek jest jednak najlepszy!
3 duże cebule
3 ząbki czosnku
duża łyżka koncentratu pomidorowego lub pół kartonu pasty pomidorowej
łyżka oleju lub smalcu
szczypta cukru, sól do smaku
przyprawy: listek laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego i pieprzu czarnego, pół łyżeczki mielonego kminku, łyżka suszonego majeranku.
Przygotowanie:
Fasolę wieczorem zalać ciepłą, przegotowaną wodą (nie solić, bo fasola stwardnieje! Soli się fasolę już miękką!). Zostawić na godzinę, następnie doprowadzić do wrzenia i zestawić z ognia. Pozostawić pod przykryciem do rana. Rano znów doprowadzić do wrzenia, pogotować kilkadziesiąt minut (aż do wyjścia do pracy).Wyłączyć, pozostawić pod przykryciem. Po południu dodać przyprawy, znów doprowadzić do wrzenia, gotować pod przykryciem do miękkości. W razie czego uzupełniać ubytek wody - powinna zakrywać fasolę, ale nie powinno jej być zbyt wiele.
Cebule obrać, pokroić w półplasterki, zeszklić na tłuszczu (nie rumienić). Pod koniec smażenia dodać czosnek drobno posiekany, chwilę razem smażyć, Dodać przecier pomidorowy, zwiększyć ogień, chwilę smażyć razem.
Boczek: są dwie metody. Można boczek pokroić w niezbyt drobną kostkę i lekko zrumienić na patelni, ale można też (z korzyścią dla wątroby) pokrojony boczek wrzucić bezpośrednio do fasoli pod koniec jej gotowania, zanim osiągnie ona całkowitą miękkość (ziarna powinny dać się rozgryzać, ale dawać jednak opór zębom). Przesmażać lepiej boczek tłusty; chudy - świetnie nadaje się do gotowania.
Do fasoli z miękkim boczkiem dorzucić masę cebulowo-pomidorową, dodać sól i cukier, dokładnie, ale delikatnie wymieszać. Spróbować i ewentualnie doprawić odpowiednio.
Uwagi:
1. Podany przeze mnie sposób moczenia i gotowania fasoli wydaje się pracochłonny, ale - wbrew pozorom - skraca czas gotowania, no i ogólny czas gotowania. Każda potrawa, doprowadzona do wrzenia i pozostawiona pod przykryciem, mimo braku ognia, powolutku sobie dochodzi, oszczędzamy więc gaz lub energię, no i czas.
2. Ilość cebuli oraz czosnku można zmniejszyć lub zwiększyć. Im więcej cebuli, tym mniej mięsa można dodać do fasolki, ale trzeba pamiętać, że tłuszcz zwiększa przyswajalność białka z fasoli. A ten współczesny czosnek to nie to samo, co zajzajer z mojego dzieciństwa ...
3. Aby uniknąć pracochłonnego wyławiania listków, ziela i pieprzu, warto zrobić z nich pakiecik (np. zawijając w kawałek płótna lub gazy). Ja, bardzo dawno temu, za psie pieniądze kupiłam w pewnej sieci handlowej urządzenie ze stali nierdzewnej, składające się z dwóch półkól, które po napełnieniu się szczelnie zamyka. Wszystkie śmieci wyciągam za jednym razem ;D
4. Można fasolę, zamiast wodą, zalać rosołem - swojskim lub z kostki, ale wtedy należy radykalnie zmniejszyć ilość soli, ponieważ rosół jest słony. Trzeba jednak podkreślić, że każdy rodzaj rosołu ma inny smak, więc smak fasolki będzie za każdym razem nieco inny.
Można też użyć wody i kilka kropli Maggi, ale to na początku gotowania. Wtedy Maggi osiąga apogeum smaku i aromatu, a wyparuje cała sztuczność. Bardzo złym pomysłem natomiast jest dodawanie Maggi pod koniec gotowania, bo cała potrawa nabierze sznytu garkuchni najgorszego sortu, a to nie jest dokładnie to, co chcielibyśmy osiągnąć ...





Komentarze
Pokaż komentarze (9)