Ponieważ byłam na tyle inteligentna :-D aby wiosną posiać nasturcje, wczoraj mogłam zrobić słoiczek kaparów po polsku - z owoców nastrurcji. Nie traktuję tego rodzaju przetworów jako zabezpieczenia rodziny w jedzenie na zimę - ot, ciekawostka, którą w dodatku robi się szybko i łatwo.
Należy zebrać wyłącznie młode owoce, zielone. Opłukać i zasypać solą, niech tak poleżą kilka godzin - nawet całą dobę. Następnie ułożyć w maleńkim, wyparzonym słoiczku (ja użyłam takiego po przecierze pomidorowym, ale naprawdę najmniejszego na rynku). W małym rondelku zagotować dwa 100 ml wody i 100 ml octu - to chyba najmniejsza wyobrażalna ilość płynu, możliwa do zagotowania. Do rondelka dorzucić: szczyptę soli, mały ząbek czosnku, zierenko ziela angielskiego, mały listek laurowy i maluteńki kawałeczek gałki muszkatołowej.
Gotować pod przykryciem 20 minut, po czym płynem zalać kaparonasturcje. Natychmiast zakręcić przykrywkę i odwrócić do góry nogami.
Pomysł zaczerpnęłam z książki "Pikantne przetwory" Hanny Szymanderskiej, choć nieco zmodyfikowałam. Tak otrzymane "kapary" naprawdę niewiele się różnią smakiem od oryginalnych, a mamy satysfakcję z własnoręcznego przygotowania egzotycznej przyprawy.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)