Pod moją niedawną notką o pizzy masza dała mi przepis na prawdziwe ciasto na pizzę. Ponieważ jestem szcżęśliwą posiadaczką "Prawdziwej kuchni włoskiej" (cudo! szczerze polecam!), to od dawna nosiłam się z zamiarem zrobienia pizzy według jednego z włoskich przepisów, ale ponieważ moje ciasto cieszyło się powodzeniem, to jakoś .. z rozpędu, z lenistwa, z przyzwyczajenia - zawsze robiłam własną wersję pizzy, z mlekiem i jajkiem. Ale ponieważ masza napisała życzliwie i z dużą dozą pewności siebie, wczoraj zebrałam się na energię i wypróbowałam przepis. I teraz zawsze już będę się trzymać wersji maszy, obiecuję! Zwłaszcza, że jest bardzo łatwe!
A teraz naleśniki. Ponieważ w Trzech Króli miałam na obiedzie rodzinę, postanowiłam zrobić nietypowy deser. Bo ja dla rodziny zawsze tylko ciasta robię ... czasem tylko jakieś tiramisu. No więc - tym razem naleśniki. Oczywiście, inspiracją były crepes Suzette, ale była to bardzo odległa inspiracja ... Orzechy z kolei zaczerpnęłam z węgierskiej wersji deseru. Rodzina uważa, że to bardzo udana kombinacja ;-D
Składniki:
Na ciasto:
2 szklanki mąki
szczypta soli
2 jajka
szklanka maślanki
szklanka wody
Na sos:
1 szkanka soku z owoców cytrusowych (u mnie było to: 2 cytryny, 1/2 grejfruta, reszta - pomarańcze - bez pestek!
pół szklanki brązowego cukru
szklanka wyłuskanych orzechów włoskich
Przygotowanie:
Składniki ciasta dokładnie zmiksować i odstawić co najmniej na pół godziny, by ciasto odpoczęło (w zależności od rodzaju mąki, może trzeba będzie dodać trochę więcej mąki lub płynów
Patelnię rozgrzać na średnim ogniu i lekko natłuścić (ja to robię sposobem mojej Mamy i babci - kawałek słoniny nabity na widelec, tą słoniną przeciera się dokładnie i szybko całe dno patelni, nie uciekając przed bokami. Sposoby alternatywne - pędzelek zanurzony w oleju - nie są tak wygodne i skuteczne). Patelnię ująć w lewą rękę, prawą ręką nalewać jednocześnie masę. Patelnię równomiernie obracać, tak, by masa rozpłynęła się po dnie. W żadnym wypadku nie zalać całego dna, bo naleśnik wyjdzie za gruby!). Usmażyć z jednej strony (gdy "dojdzie", poznamy to po tym, że brzegi podnoszą się do góry) i przewrócić na drugą stronę, która smaży się o wiele szybciej!
I znów: natłuszczamy, nalewamy, smażymy ...
Naleśniki można usmażyć rano lub nawet poprzedniego wieczoru, a po wystygnięciu przykryć folią spożywczą.
Sos (bo ja wiem, czy to sos? może bardziej syrop?) przygotowujemy tuż przed podaniem: na dużą patelnię wlewamy sok, dodajemy cukier, doprowadzamy do wrzesnia i gotujemy tak długo, aż płyn wyraźnie zgęstnieje - powinien być dość rzadki, ale jednak ciągnąć się dość wyraźnie. Do zgęstniałego sosu wrzucamy orzechy, dokładnie mieszamy, po czym odsuwamy je na bok patelni.
Naleśniki, jeden po drugiem, zanurzamy w sosie z obu stron, wykładamy na talerz, polewamy jeszcze odrobiną sosu i dorzucamy garstkę orzechów.
Sos, pomimo obecności soku z cytryny, jest dość słodki, więc obecność leciutko gorzkawych orzechów dobrze przełamuje tę słodycz, a miękkość naleśnika jest ładnie kontrapunktowana przez chrupiące orzechy.
Uwagi:
Maślankę można zastąpić mlekiem, ale w mojej wersji wyczuwa się przyjemny, świeży zapach, no i są smaczniejsze od "mlecznych". Do smażenia naleśników najlepsze są zwykłe, żeliwne patelnie, powszechnie, acz niesłusznie, zwane "cygańskimi".
P.s. W najbliższym czasie postaram się wkleić zdjęcie wczorajszej pizzy. Drobiazg - muszę tylko opanować tę sztukę, dla innych banalnie łatwą, a dla mnie chyba nie do przeskoczenia ...





Komentarze
Pokaż komentarze (1)