Kuchennik Kuchennik
313
BLOG

Wielkanocne Portobello ;-D

Kuchennik Kuchennik Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Kocham suszone grzyby, ale nigdy nie kupuję gotowych - boję się, że mogą być robaczywe. Zazwyczaj sama zbieram grzyby i je suszę, ale ubiegły rok był wyjątkowo niegrzybowy. Radziłam sobie w ten sposób, że kupowałam pieczarki - nie te małe, białe, tylko duże, z otwartymi kapeluszami (najchętniej, oczywiście, przecenione) i suszyłam je na parapecie. Namiastka, ale lepsze to, niż nic!

A przecież suszone grzyby są potrzebne nie tylko do zupy grzybowej, ale równiez (jeden mały) jako dodatek do rosołu czy do sosób.

Bardzo więc się ucieszyłam, gdy wczoraj w Tesco wypatrzyłam trzy rodzaje grzybów: portobello, pieczarki brązowe i shiitake. Kupiłam wszystkie trzy rodzaje, a trzeba wiedzieć, że zwłaszcza shiitake ma bardzo piękny, mięsno-leśny aromat, silniejszy nawet od prawdziwków. I tylko suszone maślaki mają lepszy aromat ...

Grzyby się suszą na grzejniku wyłożonym ręcznikiem papierowym, a ja, w dobrym nastroju, planuję przygotowania do Wielkanocy.

W święta zapominamy o liczeniu kalorii i drożyźnie, bo przecież tradycji musi stać się zadość!

(Ale bez szaleństw, bez szaleństw ....)

Przecież nie wszystko przygotowuje się w ostatniej chwili!

Z mięs planuję: pieczoną szynkę (jutro ją kupię i zamarynuję - upiekę w Wielką Sobotę), pieczony schab(upiekę razem z szynką, bez wcześniejszego marynowania), boczek gotowany i pasztet z kaczki.

Boczek muszę kupić bardzo chudy. Ugotuję go w wywarze na barszcz chrzanowy: boczek, włoszczyznę, przypaloną cebulę, czosnek, suszony grzybek, listek laurowy, ziele angielskie, ziarna pieprzu, sól, maleńki kawałek gałki muszkatołowej zaleję wodą i będę gotować, na bardzo małym ogniu, aż do miękkości boczku. Boczek wyjmę z wywaru dopiero po ostudzeniu. Do wywaru dodam sporo świeżo startego chrzanu i zaprawię go śmietaną (w Niedzielę Wielkanocną). Podając barszcz, na każdy talerz wkładam ćwiatki jajek gotowanych na twardo, łyżkę dobrego, tłustego twarogu i kiełbasę pokrojoną w plasterki (białą lub wędzoną - co który gość lubi).

Myślę, że pasztet z kaczki zrobię w czwartek - najlepszy jest wtedy, gdy się trochę przegryzie. Kaczkę mrożoną trzeba rozmrażać przez dwa dni w lodówce - należy na to wziąć poprawkę czasową ;-D

Oczyszczoną, umytą i osuszoną kaczkę układam w brytfance, lekko solę i piekę (pod przykryciem, w 170 stopniach) przez godzinę. Następnie dorzucam 1 marchew, 1 pietruszkę, dużą obraną cebulę i kilka ząbków czosnku Dorzucam listek laurowy, ziele angielskie, kawałek gałki muszkatołowej, kilka grzybków suszonych. Piekę do miękkości, na pół godziny przed końcem gotowania dodaję pół kilko wątróbek drobiowych. Przestudzone mięso oddzielam od kości, odrzucając skórę. Odrzucam przyprawy, wszystko pozostałe przepuszczam przez maszynkę o najdrobniejszych oczkach - DWA RAZY. Z góry lojalnie uprzedzam, że drugi raz to istna drogą przez mękę, ale nie ma innego wyjścia. Do mięsa dodaję: kilka jajek, sół, pieprz do smaku, można znów trochę startej gałki, trochę przecedzonego wywaru i bułkę tartą (najlepsza jest własnoręcznie starta). Wszystko mieszamy bardzo starannie, dość długo. Masę (ma być dość gęsta) przekładamy do wysmarowanej tłuszczem, wysypanej bułką tartą  formy lub dwóch mniejszych foremek - wtedy jedną część masy można przełożyć np. paskami surowego ogórka. Pieczemy w 180 stopniach przez godzinę. Zostawiamy w formie do całkowitego wystygnięcia.

Aha, masę można przykryć np. paskami cieniutko krojonej słoniny ....

Kuchennik
O mnie Kuchennik

Jestem skromna, zdolna i pełna poświęcenia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości