W Polsce są dwie drogi do wygrania wyborów, obie są uzależnione od mediów i są zupełnie różne od siebie. Jedna lepsza, druga gorsza, a wybór tylko i wyłącznie zależy od układów, umów i kolesiostwa. Pierwszą, która dojście do władzy wspomaga, idzie Tusk na czele swojego szwadronu, po drugiej idzie nieroztropny Kaczyński, który jeszcze nie przyzwyczaił się do nowej potransformacyjnej rzeczywistości, całkowicie ułomnej i nieskończonej.
Droga Tuska jest usłana kwiatami, które z przodu, jeszcze przed Tuskiem sypią panienki – Olejnik, Pochanke, Wielowieyska. Na tej drodze nic specjalnego się nie dzieje, wszystkie przeszkody zaraz są usuwane przez sprzyjające media, każde potknięcie Tuska praktycznie niezauważane, choć potknięć jest wiele, bo te nogi jego jakoś małe moralnie są, nieproporcjonalne, trochę jak u pana Cogito, choć z wieloma różnicami.
Kaczyński niestety chodzi po ścieżce kamienistej, naszpikowanej fanatyzmem, oszołomstwem i nazistowskimi porównaniami. Ci sami dziennikarze, autorytety i media sprzymierzone w koalicji antypisowskiej, które Tuska wspomagają, kopią przy każdym potknięciu PiS i nie pozwalają wstać. Na tej ścieżce są również miny, które mogą doprowadzić do ogromnego osłabienia, lub całkowitej śmierci. PiS chodzi po terenie zaminowanym przez media. Każda wpadka w kampanii, każde feralna wypowiedź, która może zostać zmanipulowana, przekształcona, lub rozdmuchana, jest taką miną, wystarczy niewielki ruch, by wszystko wybuchło. Jarosław Kaczyński się tego boi, również ze swojej strony. Stąd dość paniczna, acz inteligentana i sensowna ucieczka od „debat”. W debacie nietrudno o taką minę, łatwo można dać się zmanipulować przeciwnikowi i palnąć głupstwo sobie w łeb.
Ta sytuacja oczywiście nie jest spowodowana złym doborem ścieżki, bo wybór drogi do zwycięstwa wyborczego nie jest zależny od PiS. To media, autorytety, redaktorzy naczelni przydzieli partiom takie a nie inne drogi medialne, które do zwycięstwa, lub przeciwnie prowadzą. Samo to już jest powodem, by wątpić w praworządność i obiektywizm w przydzieleniu. A przydzielili tak, ze PiS jest partią masakry politycznej, chamstwo, głupota, ubóstwo, zero pojęcia o świecie. PO natomiast to partia ucywilizowana w zachodni sposób, kształtowana na wzór brytyjski, gdzie prym wiedzie oksfordzki Sikorski.
Media tylko patrzą i czekają, by PiS stanął na minę, by powiedzieli coś głupiego, cos co można zmanipulować i mówić o tym tygodniami. Dlatego Kaczyński skupia się wciąż na odpowiednim doborze słów, na coraz doskonalszym i coraz bardziej politycznie poprawnym słownictwie, co niewątpliwie jest ogromną stratą czasu w kampanii, szczególnie tak krótkiej jak ta. To swoisty sposób na hamowanie demokratycznych swobód do wyrażenia własnych myśli i opinii, bo Kaczyński i jego sztab wyborczy, musi się skupiać na formie, a nie na treści. To spowalnia rozpędzony PiS, to powoduje, że nie można prowadzić kampanii, takiej jaką się chce i wreszcie powoduje to, że media ustawiają, czy też próbują ustawiać PiS-owi kampanię.
A PiS trochę na to zezwala. Konferencja na temat słów Hofmana, na której tłumaczył niepojętnym, by gorzej nie powiedzieć, dziennikarzynom co powiedział wcześniej, dla TVN24, była zezwalaniem mediom na ingerowanie w cos tak intymnego jak kampania. Rozłożył to zdanie gramatycznie, logicznie, przetłumaczył na barani, a oni i tak nie zrozumieli, a konkretniej niezrozumienie udawali. PiS wtedy skupił się, by nie powiedzieć czegoś jeszcze, co mogłoby przykuć uwagę ba… dziennikarzy, a nie pracowali nad konferencjami w temacie gospodarki, finansów, wojska w swoim Centrum Programowym. O to mediom chodzi. O to chodzi, tym którym kwiaty pod nogi rzucają dziennikarskie kwieciarki.
Nie twierdzę, że trzeba młócić i obrażać, bo to faktycznie pożytku nie przyniesie, ale nie wolno dawać sobą manipulować i komuś innemu prowadzić kampanię na półmetku.



Komentarze
Pokaż komentarze