TeaDrinker TeaDrinker
1561
BLOG

Przed "Gazetą Polską Codziennie"

TeaDrinker TeaDrinker Polityka Obserwuj notkę 19

 

Nie długo pojawi się na rynku nowy dziennika o przedziwnej nazwie „Gazeta Polska Codziennie”. Piotr Lisiewicz w siostrzanej „Gazecie Polskiej” już zachwalał między innymi swoje dziecko i kontynuował już rozpoczęta wojnę z monopolistą na rynku prawicowych gazet. Odpowiedział co nie co Lisickiemu, który albo wykonuje ustaloną wyżej, przez Hajdarowicza politykę walki z mediami konkurencyjnymi, albo naprawdę nie rozumie, że prawica nie powinna się kłócić, a konsolidować, choćby ideologicznie. Wydaje mi się jednak, że to drugie, gdyż jak już można zauważyć, postrzega obiektywizm jako sumowanie minusów i plusów, jeśli wychodzi wynik zero to znaczy, że jest obiektywny. A to wcale tak nie działa.

Mimo jednak tej niezwykłej ekscytacji i dumy, że to właśnie redaktorzy „GP” uratowali prawicę i jej media, przed zatonięciem w kisielu lewactwa i postpolityki Tuska to wydaje mi się, że dziennik powstaje nie z chęci autorów ale z przymusu. I nie jest to przymus nadany im przez historię by bronili ojczyzny, honoru i polskiej prawicy. To przymus spowodowany strachem przed gołosłownością.

Wydaje mi się, że te emocjonalne tezy o śmierci prawicowego mainstreamu, wydają się teraz bezsensowne. Przyznaję, że też martwiłem się o „Rzepę” i zmianę jej linii redakcyjnej, która z powodu różnorodności politycznej jest bliska moim oczekiwaniom. Ale ta moja trwoga skumulowana została przez informację o wyrzuceniu przez Hajdarowicza redaktora naczelnego „Rzepy”, nieprawdziwą rzecz jasna. Wtedy to napisałem tekst o angielskiej zdradzie, za który ponoszę pełną odpowiedzialność i nie mam zamiaru się go wstydzić, gdyż ulotnienie się emocji tak silnych i wyrzucenie z siebie tak ogromnego strachu o przyszłość prawicy, powoduje takie teksty.

Sakiewicz najwidoczniej również się zmartwił i postanowił, na wyrost i przed wcześnie moim zdaniem, założyć dziennik. Teraz kontynuuje ten pomysł, udając wciąż, zadowolonego i podekscytowanego. Nie może przecież zawieść tych, którzy na dziennik czekają i wciąż wierzą w śmierć polskiego mainstreamu. Nie może również okazać się, że rzuca słowa na wiatr. Tak więc z udawanym przejęciem, kontynuuje mimo wszystko ten projekt.

Mimo wszystko, czyli mimo tego, że ku mojemu i pewnie „GP” również, zdziwieniu nic złego się nie stało, nic radykalnego i rzucającego w oczy się nie zmieniło. W „Rzepie” dalej krzesło redaktora naczelnego zajmuje Lisicki, którego obiektywność wyżej opisałem, dziennikarzami tam są również dalej Ziemkiewicz, Semka, Wildstein, Gmyz, a w „Uważam Rze” mamy wciąż do czynienia z Karnowskimi, Łysiakiem etc. Radykalnych zmian nie spostrzegłem i wydaje się, że nikt inny również. Prawicowy mainstream dalej pozostał prawicowy, dziennikarze piszą dalej swoje świetne teksty, a Lisicki wciąż uważa, że jak raz obrazi PiS, a potem go pochwali to jest obiektywny, nie ważne jaka jest sprawa, ważne jak ostatnio o partii napisał.

Obecnie nie ma podstaw by sądzić, że prawica się załamuje, bo „Rzepa” ma się dobrze. Jednak obiecana gazeta musi powstać. Sakiewicz nie może sobie pozwolić na to, żeby łże-elity nazwały go gołosłownym i panikarzem, który wszędzie węszy podstęp, a potem i tak wszystko jest po staremu. Dlatego wydaje mi się, że projekt gazety jest tworzony na siłę, z przymusu danego, w porywie emocjonalnego przypływu złości na medialny rozkład sił, słowa. Potwierdzeniem tego może być fakt, że „GPC” będzie tabloidową wersja tygodnika. Wszystko po to, by przyciągnąć jak największą liczbę osób i by gazeta się opłacała, zwróciła. Nie wiem, czy dziś Sakiewicz również opisałby sytuacje medialną jako tak tragiczną.

W obliczu, jednakże, braku radykalnych zmian, które mogłyby być tragiczne dla polskiej demokracji, pluralizmu i wolności słowa, powstanie kolejnej gazety wydaje mi się bezsensowne. Nie ma podstaw, żadnego umocnienia, czy argumentu, który mógłby wzmacniać chęć tworzenia nowego dziennika. Prawica nie zmalała, nie straciła na wartościach, na sile, o czym świadczą te prostackie i co raz silniejsze ataki na nią. Reszta w obliczu siły zarówno prawicowego mainstreamu, jak i prawicy, miota się w histerii przed upadkiem. Powstały dziennik będzie tylko ambitną próbą, uchronienia Polski przed zalewem nijakości, który nie nadejdzie.

Jednakże czym innym jest brak potrzeby na kolejny dziennik prawicowy, a czym innym jest zwykły atak i strach przed konkurencją, który prezentuje Lisicki. Powstanie „GPC” jest automatycznym zagrożeniem dla „Rzeczpospolitej”, powstaje coś konkurencyjnego, więc redaktorzy już rozpoczynają wojnę. Haniebną wojnę, bo jest to potyczka domowa, która nic nie wnosi. Wydaje mi się, że rozpoczął ja Lisicki, który ostro zaczął dezawuować Sakiewicza, podważać wszystkie jego i innych dziennikarzy „GP” teksty w mało konstruktywny sposób. Wtedy równie nieładnie obśmiewał „Rzeczpospolitą” Lisiewicz, swoimi felietonami satyrycznymi. Dwie gazety prawicowe zaczęły ze sobą konkurować, tymczasem nie to jest obecnie potrzebne.

Potrzebna jest ideologiczna konsolidacja, wstrzymanie konkurencji i wspólna walka z III RP i jej ułomnymi prawami. Można przecież konkurować, walczyć o rynek technikami marketingowymi, po przyjacielsku, a nie masakrować wzajemnie swoje wizerunki.

Tu jednak przychodzi na myśl inne spostrzeżenie. Być może Sakiewicz piszący o rozkładzie „Rzepy” miał na myśli właśnie ten podział, o rozpoczęcie walki o klienta, czytelnika i porzucenie ideologii, która była jedynym celem dla „Rzepy”. Faktem jest, że ta walka wszczęta nie przez Sakiewicza, tym, że „GPC” stworzył, ale przez Lisickiego, który sam lub pod wpływem kogoś, zawalczył o pieniądz, jest kopaniną braci, ludzi po tej samej stronie barykady. Tylko trzeba się zastanowić, czy jest to walka o pieniądze i czytelników, czy faktyczna zmiana linii redakcyjnej „Rzepy”.

Oczekiwania podsycane przez zmuszonych groźbą własnej gołosłowności redaktorów „GP”, co do ich nowego dzieła są ogromne. Sam dziennik jest tylko wymuszonym tworem, który powstał w wyniku nieprawidłowych i porywczych konkluzji po sprzedaniu Presspublici. Bolesna, szczególnie dla obserwatora jest kłótnia Lisickiego z „GP”, bo zamiast się jednoczyć i pokazywać głupotę reszty, oni wolą walczyć o czytelnika, który patrzy i się martwi, że prawica, czy też antyukładyzm, się dzieli. Wydaje mi się jednak, że uda mi się pogodzić w kiosku obie gazety. Czekam z niecierpliwością.J    

TeaDrinker
O mnie TeaDrinker

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka