TeaDrinker TeaDrinker
580
BLOG

PAWŁA WROŃSKIEGO PISANIE O NICZYM

TeaDrinker TeaDrinker Polityka Obserwuj notkę 2

Uwaga! Długie. :) 

Jestem pełen podziwu dla Pawła Wrońskiego z wiadomego pisma. Zachwyciłem się jego kunsztem pisackim i tym jak doskonale potrafi przelać swoje wizje na papier, jak bym nie wiedział to bym uwierzył. Napisał jakże dogłębną analizę polityki zagranicznej obecnej ekipy.* Czyli faktycznie napisał, opisał i skomentował coś czego nie ma, nie istnieje i nie działa. Stąd moje uznanie zarówno dla niego, jak i Sikorskiego, który w TVN24 wymyślał na żywo jakieś denne postulaty i głupoty o atmosferze.

Wroński uznał, że najważniejszym wyznacznikiem i tekstem programowym o polityce zagranicznej PO-PSL, jest chamowaty tekst o więziach i atmosferze Sikorskiego opublikowany na łamach „Gazety Wyborczej”, i chyba tylko dlatego jest najważniejszym. Tymczasem jest podsumowaniem i zbiorem wszystkich hasełek o atmosferze, poprawie, ociepleniu stosunków, o znakomitości i wzroście znaczenia Polski na świecie. Nic poza tym.

Ale nie zachwyciłby mnie Wroński, gdyby nie widział podstawowych błędów w sztuce polityki zagranicznej popełnionych przez nieuwagę i niekompetencję przez Sikorskiego. On je oczywiście dostrzega, ale nie napiętnuje ich, nie stawia ich jako przykład głupoty, ale doskonale je usprawiedliwia. Tu mnie zaiste zachwycił, bo według Wrońskiego polityka poklepywania po plecach i uległości wobec silniejszych „to efekt zmiany otoczenia”. Co to znaczy nie mam pojęcia. Może nagle nie jesteśmy państwem leżącym pośrodku rozwijającej się części Europy, a siedzimy gdzieś w Azji, gdzie możemy tylko możemy związać się z Rosją na podstawie zasady całkowitego poddaństwa. Zmieniliśmy miejsce na ziemi, Panie Pawle?

Drugim powodem upadku polityki zagranicznej obecnego rządu są Lech i Jarosław Kaczyńscy, którzy doprowadzili nasze państwo i dyplomacje do ruiny przecież. Więc według Wrońskiego to właśnie „polityka jagiellońska” Kaczyńskich doprowadziła do zbytniego postawienia się Rosji i UE, a przez to Sikorski musiał naprawiać przez 4 lata swojej tragicznej kadencji, błędy Kaczyńskich, musiał niwelować butność i ugłaskiwać rozgrzane mocarstwa.

Wszystko co dobre się zdarzyło Sikorskiemu to według Wrońskiego jak przystało na chłopka-roztropka „Gazety Wyborczej” zasługa samego Sikorskiego, który konsekwentnie nic nie robił i udostępniał swoje dłonie i plecy do ściskania i poklepywania. Mimo, że to wszystko co sobie przywłaszczył Sikorski było spowodowane dyplomacją poprzedniej ekipy. Tylko dzięki „polityce jagiellońskiej” tak krytykowanej przez proeuropejski, czy bardziej antypolski establishment, Sikorski mógł odnieść jakiś niewielki sukces i na początku swojej pracy ministerialnej wykorzystać odebrany od PiS-u potencjał i szacunek na Zachodzie. Sikorski nie zrobił nic. Siedział na Tweeterze i pisał pierdoły, nikomu nie potrzebne.

Wroński twierdzi, również, ze polityka Lecha Kaczyńskiego i Anny Fotygi zmarginalizowała ich na europejskiej arenie. To jeden z największych mitów, które są sprzedawane Polakom w postaci „Gazety Wyborczej”. Ta marginalizacja nigdy nie miała miejsca, a obecnie jest powszechnie widoczna, choć uznawana za sukces. Tu zawiera się najważniejszy problem w ocenie „Realpolitik” Sikorskiego i wyrównanej koegzystencji Kaczyńskiego i Fotygi. Dla Wrońskiego marginalizacją jak sądzę jest niezapraszanie na wielkie, bizantyjskie imprezy organizowane przez Unię Europejską, brak klepania po plecach w obecności kamer, brak tego fasadowego szacunku, którym obsypuje się Sikorskiego na uroczystych spotkaniach. Jeśli rząd i minister spraw zagranicznych nie bierze udziału w wyżej wymienionych akcjach prawie wyborczych, to według Wrońskiego i „Gazety Wyborczej” jest zmarginalizowany. Aby, jednak zostać zmarginalizowanym i odsuniętym od eurointegracji należy po prostu mieć swoje wymagania, swoje cele, które konkretnie będzie się realizować, wystarczy dbać o swoje interesy. Przykładem takiego zachowania mogą być Węgry, których premier jest „zmarginalizowany” przez Wrońskiego i UE. On dba o swój kraj i wykorzystuje jak najbardziej się da unijne fundusze. Wiktor Orban jest liczącą się postacią w UE, choć bardzo nie lubianą, a przecież Węgry za jego kadencji również otrzymały pałeczkę prezydencji i on również dostąpił zaszczytu wystąpienia przed parlamentem UE, więc teoretycznie według ścisłych kryteriów Wrońskiego nie powinien być zmarginalizowany, a jednak jest.

Faktyczna marginalizacja następuje gdy żądania władz danego kraju nie są słuchane, gdy kraj jest tylko zwykłym pachołkiem, chłopcem do bicia, gdy dyplomacja nie mówi własnym głosem, a jedynie mruczy i zgadza się na wszystko. Jeżeli politycy nie szanują siebie, to ich też nie będą szanować. Wtedy następuje faktyczna marginalizacja, wtedy nie bierze się udziału w prawdziwie ważnych debatach i nie ma wpływu na decyzję UE. Polska niestety jest faktycznie zmarginalizowana i zdyskwalifikowana. Sikorski nie szanuje siebie, swojego stanowiska i swojego kraju, nie ma żądań, potrzeb, więc jego też nie szanują i maja go gdzieś. Jednak w interesie UE jest to, aby się nie zorientował i proszę mi wierzyć nigdy się nie zorientuje. Sikorski nie sprzeciwił się za czasów swojego panowania nad dyplomacją, Nord Streamowi, dzięki czemu jest jednym z ulubieńców Merkel i może się z nią sfotografować w obecności mediów jedynie słusznych. Na tej zasadzie to działa.

Kiedy Lech Kaczyński opierał się przed podpisaniem i ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego w 2007 roku, wszyscy go krytykowali. Był najgorszym z najgorszych, antyeuropejski i grał na szkodę państwa Polskiego. Wroński i „Wyborcza” też tak sądzili. Kaczyński tymczasem wiedział, że traktat spowoduje, iż UE straci znaczenie gospodarcze, a zyska znaczenie zjednoczenia politycznego, gdzie Unia będzie ingerować w sprawy wewnętrzne pojedynczych państw. Najsilniejsi w UE, czyli Niemcy i Francja, przygotowywali sobie tym traktatem miejsce do prowadzenia ogólnoeuropejskiej polityki zagranicznej. Dlatego w skrócie myślowym Kaczyński mówił, iż Niemcy chcą zawładnąć UE, i że Polska musi zorganizować „koalicję słabych”, w których interesie było niepodpisywanie traktatu. W 2010 roku po katastrofie smoleńskiej Wroński w przypływie emocji opisał w miarę obiektywnie politykę Kaczyńskiego, ale i wtedy opisał ten ruch jako autodegradacje i automarginalizację na arenie europejskiej. Obśmiewał i krytykował.**

Tymczasem właśnie te poczynania Lecha Kaczyńskiego były idealnym przykładem walki o interesy Polski, a szczera nienawiść jaka płynęła z Niemiec i Francji w stosunku do Lecha Kaczyńskiego była dowodem na to, że marginalizacja według kryteriów Wrońskiego i większości społeczeństwa, nie oznacza marginalizacji faktycznej.

W każdym razie Wroński pisze o niczym. Nie żeby zły temat, bo akurat polityka zagraniczna Radka, jest powodem wielu esejów. Również nie dlatego, że pisać nie potrafi, bo potrafi i to całkiem nieźle. Po prostu polityka zagraniczna Sikorskiego nie istnieje. Nie ma cech, zasad i celów, jest pusta w środku, zwięzła i banalna jak tłiterowa notka. Wroński pisze o niczym i świetnie się spisał, bo coś jednak napisał.

_______________
*http://wyborcza.pl/1,75478,10255089,Rozwazna_i_nieromantyczna.html
**http://wyborcza.pl/1,75515,7867940,Wiatr_wial_mu_w_oczy__Polityka_zagraniczna_prezydenta
.html?as=1&startsz=x

TeaDrinker
O mnie TeaDrinker

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka