7 obserwujących
22 notki
26k odsłon
  692   0

Czy kompatybilność wsteczna jest dobra? Głównie o Windows, ale nie tylko.

Internet Explorer 6 pojawił się w 2001 roku, a Internet Explorer 11 w 2012. Można powiedzieć, że te dwie wersje wyznaczają pewne granice, tj. są wersjami, przy których przeglądarka osiągnęła odpowiednio szczyt swojej popularności i dokonała swego żywota (wiem oczywiście, że były późniejsze uaktualnienia, niemniej jednak w dużej mierze i praktyce było to już tylko pudrowanie i łatanie trupa).

Dzisiaj mamy 2021, i „sensacyjne” doniesienia o tym, że już za jakiś (w niektórych przypadkach do 2029) Microsoft porzuci ten projekt, pozostawiając jedynie przeglądarkę opartą o engine firm trzecich. Pomyślmy, co tak naprawdę to oznacza.

Jedną z elementów strategii tej firmy było przez lata tworzenie „własnych” wersji uznanych standardów, np. zamiast Java Script pojawił się VBScript czy JScript. Inny zakładał, że na stronach WWW można umieszczać kontrolki działające tylko w Windows (wymagające po stronie przeglądarki tego systemu) - mówię oczywiście o ActiveX. Mieliśmy również produkowanie własnej wersji Javy, a nawet nieustanne problemy z „zamykaniem” formatów (chociażby znana historia z plikami DOC, DOCX, etc., czyli tworzenie w bólach odpowiedniego standardu, i większa z nim zgodności produktów firm trzecich).

Część z tych technologii została porzucona już dawno temu, zarówno przez Microsoft jak i różne webowe „aplikacje”. Część z wymienionych funkcjonalności obecnie jest obwarowana różnymi ustawieniami, które w zamyśle mają poprawić bezpieczeństwo (i zanim cokolwiek otworzymy, i jak musimy przeklikać się przez różne polityki). Moim zdaniem, jeżeli jest to niezbędne dla kogoś do działania, to… pozostaje tylko wyrazić ubolewanie, że czyjś biznes opiera się na czymś, co zapewne stosunkowo łatwo można złamać (wspomnijmy zresztą znów ActiveX – ich działanie z grubsza polega na tym, że w przeglądarce uruchamiamy dosyć normalny program, i już to powinno zapalić ogromną czerwoną lampkę).

Jeżeli w ogóle mówimy o HTML, to widać bardzo mocno, jak ze sposobu zapisu statystycznych i bardzo prostych dokumentów zrobiono pewien język do budowania aplikacji i prezentacji treści, w którym jest niestety bardzo dużo różnych „zlepek”. O polskich lotnikach mówiono kiedyś, że potrafią polecieć na drzwiach od stodoły. HTML jest obecnie trochę takim niewiadomo do czego nadającym się tworem - mamy stare znaczniki, mamy nowe znaczniki, próbujemy opisywać położenie elementów korzystając z pozycji, częściowo względem siebie (ale tylko częściowo), do tego dochodzą skrypty, wzory matematyczne i inne możliwości. Mnie się w tym momencie przypomina kwestie powstałe przy pracy przy ostatnim numerze Silmaris – format EPUB to tak naprawdę HTML, i przy okazji jego tworzenia miałem w różnych przeglądarkach podstawowe problemy z pokazywaniem obrazków (w niektórych enginach HTML problem był z przeskalowaniem na całą „kartkę”), ładnym pokazywaniem tytułu (w którym z prawej strony było podkreślenie i podtytuł), i ładnym pokazywaniem tekstu z lewej strony i z prawej obrazka.

Decyzja Microsoft o zaprzestaniu rozwijania silnika Trident z jednej strony była właściwa, z drugiej strony oczywiście otworzyła drogę do budowy kolejnego monopolu, którego zdecydowanie nam nie potrzeba (choć trudno w trudno to uwierzyć, Chrome za kilka lat może być uważany za takiego hamulcowego jak teraz IE).

Windows w tym momencie posiada w sobie masę starych elementów, i teoretycznie powinien pozwolić na uruchomienie różnych starszych aplikacji.

Mówię teoretycznie, gdyż:

  1. w miejscach, gdzie choć minimalnie dba się o użytkowników, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie męczył się z takimi zabytkami jak instalator DirectX 4.0 (obecne w systemie są nowsze wersje) czy Adobe Reader 6.0 (względy bezpieczeństwa, wspierania nowszych wersji dokumentów, archaiczny wygląd, etc.)
  2. choć o tym się nie mówi, nie wszystkie starsze aplikacje można uruchomić – przypomnijmy sobie apki 16-bitowe (ich wsparcie wygasło w Windows 64-bit), czy z DOS (Windows NT nie ma DOS, i w praktyce najczęściej trzeba polegać np. na DOSBox)
  3. starsze specjalistyczne apki działają często z określonym sprzętem (np. kluczami sprzętowymi), a do tych też często szukać ze świecą sterowników (obecnie wszyscy używają Windows 64-bitowych, a tam jak pięść do nosa pasują sterowniki 32-bitowe)

Biorąc to wszystko pod uwagę, to wychodzi, że w praktyce albo stawia się maszynę wirtualną (z Windows 98 czy XP), albo szuka się starego sprzętu i stawia wszystko na nim, co potrzeba, albo… szuka się emulatorów albo… w ogóle się z tego nie korzysta.

Żeby była jasność – przy niektórych komponentach producent jasno pisze, że umywa ręce („use of this technology may pose security risks” jest wymienione np. przy NTVDM). Dodatkowo wydaje się, że obecny Microsoft z firmy, która wyznacza standardy, stał się jednym wielkim miejscem do kopiowania. Chcemy Linuxa? WSL. Może terminal? Windows Terminal. Menedżer pakietów? WinGet.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie