15 obserwujących
58 notek
72k odsłony
  1969   2

W poszukiwaniu największego przekrętu ostatnich lat

A skoro ten Trusted jest taki trusted, to czy ktoś ma jeszcze ochotę na Always ON PC albo analogiczne rozwiązanie od Apple?

M1

A właśnie – Apple.

Firma, o której się dużo mówi. Firma, która jako pierwsza pokazała naprawdę udane układy ARM w technologii 5 nm. I firma, która pierwsza na tak masową skalę wprowadziła ideę Trusted Computing w jej najgorszej postaci - mówię o chipie T2, wysyłaniu informacji o tym, jaki program jest uruchamiany, itp. (z punktu widzenia niektórych specjalistów od bezpieczeństwa jest ogromny problem z przeprowadzeniem jakiegokolwiek sensownego zewnętrznego audytu całości)

Teoretycznie wszystko z M1 jest jak należy… ale nie można tam zmienić dysku ani RAM. Oczywiście ktoś może dodać, że przecież przy zakupie można wybrać, co się chce. Pomińmy cenę, i skupmy się na tym co najważniejsze:

  1. wielu będzie wybierać najtańsze kombinacje dysk 256 GB + 8 GB RAM (to oznacza większe wykorzystanie swap)
  2. układy przez wielu będą wykorzystywane do obróbki dużej ilości danych (filmy, itp.), a to oznacza, że dyski w nich będą się szybko zużywać
  3. obecność SSD o niewiadomej trwałości jak jakby nieprofesjonalna… ale nawet nie to się liczy – najważniejszy jest fakt, że w przypadku uszkodzenia sprzętu nie można sobie ot tak wyjąć dysku (według oficjalnej wykładni najlepiej jest używać chmury, a jak to się kończy, to chyba wszyscy wiemy)

Do tego dochodzi fakt, że duża wydajność bywa ograniczona (w przypadku MacBook Air w sposób jasny dla użytkowników, zaś w przypadku iMac z 7-rdzeniami GPU jest to zakamuflowane).

Czy nie jest to wspaniała sprawa? Z jednej strony rodzina M to prawdopodobnie największe osiągnięcie ostatnich lat. Otrzymujemy układ szybszy od konkurencji (obecnie tak jest, w pełni będzie można to ocenić, gdy inni przejdą na 5 nm), ale z założonym z góry niewiadomym licznikiem zużycia, pełną kontrolą korporacji i przynajmniej w dwóch przypadkach zaciągniętym hamulcem ręcznym. I ludzie tego pragną. Genialne.

Windows

Stara zasada mówi, że im więcej kodu, tym więcej potencjalnych błędów. Problemem Windows jest to, że z każdą kolejną wersją obrasta w cyfrowy tłuszcz. Karykaturalnie rozumiana kompatybilność powoduje, że dostajemy komponenty, o których nawet producent pisze, że są niebezpieczne w użyciu.

Smutne wydaje się to, że tak wielu użytkowników ciągle wierzy w gwiazdę Microsoftu, a ten w 2021 roku ma czelność żądać 64 GB dysku na obsługę tak podstawowych czynności, jak uruchamianie programów, obsługa systemu plików (NTFS, który ma już jakieś 20 lat) i kilka innych detali.

Z każdą kolejną generacją Windows NT narzekamy na wolne działanie, błędy, wirusy, itp., ale wciąż wpadamy w tę samą pułapkę, i można powiedzieć, że pod tym względem jest to największy przekręt programistyczny wszech czasów (nie zmienia to faktu, że Microsoft oczywiście dokłada też różne warstwy zabezpieczeń).

Gwarancja

Użytkownik, któremu zepsuje się jakiś produkt, może wysunąć pewne roszczenia w stosunku do producenta lub sprzedawcy.

Pierwsza możliwość jest dobrowolna, i niestety często można się tu spotkać z tym, że producenci starają się nic nie robić. Przykłady:

  • jeżeli w urządzeniach zabarwią się specjalne kropki (teoretycznie mówiące, że zaszedł kontakt z cieczą), to gwarancja jest automatycznie anulowana – dotyczy to również sprzętu z teoretycznie gwarantowaną normą IP
  • jeżeli „dysk” SSD zapisał więcej danych niż określono parametrem TBW, gwarancja się kończy (co ciekawe, w przypadku dysków w laptopach często brak jakiejkolwiek informacji na ten temat) – ciekawą kwestią jest to, na ile licznik jest dokładny
  • Nvidia swego czasu próbowała anulować gwarancji w przypadku używania kart 24h na dobę

Gwarancja do bramy, potem się nie znamy?

W różnych wypadkach bardziej opłaca się korzystać z rękojmi (zgodnie z nią wada ujawniona w czasie pierwszego roku od zakupu istniała w momencie zakupu, w okresie 12-24 miesięcy konsument musi udowodnić jej istnienie w momencie zakupu), która jest odpowiedzialnością sprzedawcy. Ma on na rozpatrzenie roszczenia 14 dni kalendarzowych, z kolei kupujący po ujawnieniu wady ma rok na złożenie informacji o niej i żądanie zadośćuczynienia:

  • obniżenia ceny lub
  • usunięcia wady lub
  • wymiany na wolną od wad lub
  • odstąpienia od umowy (w przypadku wad istotnych, nie pozwalających na używanie rzeczy zgodnie z jej przeznaczeniem)

Tak to wygląda w największym skrócie (są jeszcze oczywiście inne przepisy).

Załóżmy, że coś kosztowało 4000 PLN, a teraz kosztuje 10000 PLN (np. karta graficzna). Jeżeli skorzystamy z gwarancji, to może się okazać, że dostaniemy zwrot na kwotę 4000 PLN.

Przy rękojmi może to zadziałać w drugą stronę (piszę może, bo są też oczywiście odstępstwa) - załóżmy, że coś kosztowało 4000 PLN, i prawie po dwóch latach się zepsuło. Koszt nowego przedmiotu to 1000 PLN, a my możemy prosić o zwrot 4000 PLN.

Z jednej strony dzięki takim przepisom koszt prowadzenia biznesu może być ogromny, z drugiej strony czy gwarancje i ich wykluczenia (gwarancji nie podlega…) nie mogą być doskonałym kandydatem na przekręt stulecia?

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie