Australia jako pierwszy kraj na świecie zabroniła osobom poniżej 16 lat korzystania z mediów społecznościowych
Australia jako pierwszy kraj na świecie zabroniła osobom poniżej 16 lat korzystania z mediów społecznościowych

Social media zakazane w Australii. Sprawdzamy, czy to działa

Redakcja Redakcja Internet Obserwuj temat Obserwuj notkę 39
Australia jako pierwszy kraj na świecie zabroniła osobom poniżej 16 lat korzystania z mediów społecznościowych. Miesiąc po wejściu przepisów w życie Meta zablokowała pół miliona kont, ale nastolatki już wracają na platformy, a influencerzy emigrują do Wielkiej Brytanii. Polska pracuje nad podobnym prawem. Salon 24 sprawdza czy australijski eksperyment to wzór, czy przestroga?

Książka, która zmieniła prawo

Wszystko zaczęło się od książki. W kwietniu 2024 roku Annabel West, żona premiera Południowej Australii Petera Malinauskausa, skończyła czytać "The Anxious Generation" amerykańskiego psychologa Jonathana Haidta. Odłożyła książkę i powiedziała do męża: "Lepiej zrób coś z tym".

Sześć miesięcy później Australia miała gotowe prawo, pierwsze takie na świecie.

Haidt dokumentuje w książce, jak media społecznościowe przyczyniły się do epidemii depresji i lęku wśród nastolatków. Nazywa to "największym korporacyjnym niszczeniem ludzkiego potencjału w historii ludzkości". Premier Malinauskas wziął sobie te słowa do serca.


Ale to nie teoria naukowa przekonała australijską opinię publiczną. Zrobiły to konkretne tragedie.

We wrześniu 2024 roku 12-letnia Charlotte O'Brien z Sydney odebrała sobie życie po miesiącach cyberbullyingu na Snapchacie. Jej rodzice, Matthew Howard i Kelly O'Brien, zebrali 124 tysiące podpisów pod petycją o podniesienie granicy wieku w social mediach z 13 do 16 lat. Premier Anthony Albanese otrzymał od nich osobisty list, który — jak sam przyznał — głęboko go poruszył.

"Rodzice widzą to na własne oczy. Dzieci, które popełniły samobójstwo, zostawiają kartki, w których piszą, że media społecznościowe odegrały rolę w ich śmierci. A my wciąż debatujemy, czy social media szkodzą zdrowiu psychicznemu naszych dzieci?" — mówił ojciec Charlotte, Matthew Howard, w rozmowie z CNN.

Australijski parlament przegłosował ustawę niemal jednogłośnie. Poparcie społeczne sięgnęło 77 procent.

Jak działa zakaz

Od 10 grudnia 2025 roku osoby poniżej 16 lat nie mogą posiadać kont na dziesięciu platformach: Facebook, Instagram, TikTok, YouTube, X (dawny Twitter), Snapchat, Reddit, Twitch, Threads i Kick.

Odpowiedzialność spoczywa na firmach technologicznych, nie na rodzicach ani dzieciach. Platformy, które nie podejmą "rozsądnych kroków" w celu weryfikacji wieku użytkowników, mogą zapłacić karę do 49,5 miliona dolarów australijskich (około 130 milionów złotych).

Co istotne, rodzice nie mogą wyrazić zgody na korzystanie z platform przez swoje dzieci. To odróżnia australijski model od przepisów we Francji czy na Florydzie, gdzie nastolatki powyżej 14 lat mogą korzystać z social mediów za zgodą rodziców. Australijski rząd argumentował, że zwalnia to rodziców z roli policjantów pilnujących, co ich dzieci robią w internecie,  jak podała agencja Reuters.

Niektóre platformy zostały wyłączone z zakazu: Discord, WhatsApp, Messenger, Pinterest, Roblox, YouTube Kids i Google Classroom, informuje CNN. Ale lista może się rozszerzać. Australijska minister komunikacji Anika Wells zapowiedziała, że jeśli dzieci przeniosą się masowo na inne aplikacje, te również zostaną objęte ograniczeniami. "Jeśli okaże się, że szkody przeniosły się na Lemon8, nie zawaham się działać" — powiedziała dziennikowi The Nightly.

Co mówią rodzice z Australii

Chcieliśmy dowiedzieć się u źródła, jak zakaz wygląda w praktyce. Skontaktowałem się z kilkoma matkami mieszkającymi w Australii, żeby poznać perspektywę rodzin.

Nadia, matka małej Mili, jest zaskoczona umiarkowanym charakterem przepisów. "Mila właściwie nie odczuwa zakazu. Nadal może oglądać filmy na YouTube i grać w Minecrafta czy Robloxa" — opowiada. Mówi o reakcji australijskich nastolatków: "Podobno dzieci trollowały premiera Albanese'a na TikToku i Snapchacie, pisząc 'Still here bro!' Na początku było to zabawne. Potem zdałam sobie sprawę, że to właśnie dlatego zakaz jest potrzebny. Dręczenie dorosłego polityka ujdzie na sucho, ale co jeśli celem byłoby inne dziecko?"


Mara, która jest nauczycielką w szkole podstawowej w Adelide, widzi sprawę bardziej sceptycznie. "Dzieci w szkole rozmawiają o milionie sposobów na obejście zakazu. Nikt tak naprawdę nie wie, jak to będzie egzekwowane. Większość nastolatków, których uczę, rano nadal miała dostęp do swoich kont" -  relacjonuje. Jej zdaniem idea jest słuszna, ale wykonanie kuleje: "Teoretycznie to dobre rozwiązanie, ale wdrożone fatalnie".

Najbardziej krytyczna jest Patrycia z Perth, która wskazuje na głębsze problemy społeczne. "Mamy ogromny problem z izolacją i samotnością" — mówi. Jej zdaniem zakaz to leczenie objawów, nie przyczyn: "Nasz premier powiedział dzieciom: czytajcie książki, uczcie się gry na instrumencie. Ale czy stworzył jakiekolwiek programy? Nie. Zero inwestycji w przestrzenie publiczne, które byłyby atrakcyjne dla młodzieży. Zero współpracy z samorządami". Patrycja zwraca też uwagę na kontekst ekonomiczny, o którym często w Polsce nie słyszymy: "W Australii mamy kryzys kosztów życia. Rodziny pracują więcej i nie mają czasu na spędzanie go razem. A potem dziwimy się, że dzieci siedzą w telefonach".

Influencerzy pakują walizki

Dla niektórych Australijczyków zakaz to nie kwestia poglądów, lecz przetrwania.

Rodzina znana w internecie jako Empire Family, matki Beck i Rebecca oraz ich dzieci, 17-letni Prezley i 14-letnia Charli, ogłosiła w październiku 2025 roku, że przeprowadza się z Perth do Londynu. Powód? Charli ma 536 tysięcy subskrybentów na YouTube i 188 tysięcy obserwujących na Instagramie. Zakaz oznaczałby koniec jej kariery.

"Australia była naszym domem tak długo. Tu powstała Empire Family, tu dorastały nasze dzieci, tu powstało tyle wspomnień. Ale czasem życie zabiera cię w nieoczekiwaną podróż" — napisali w oświadczeniu.


Łącznie rodzina ma 6 milionów obserwujących na wszystkich platformach. Współpracowali z markami takimi jak LEGO czy Airalo. Rebecca tłumaczy, że nie są przeciwni samemu zakazowi: "Rozumiemy, że chodzi o ochronę młodych ludzi przed szkodami w internecie. Ale my używamy internetu w dobry sposób". Problem w tym, że prawo nie przewiduje wyjątków.

Empire Family to nie jedyny przypadek. Youtuber Barclay, prowadzący siedem kanałów (w tym EYstreem z milionami wyświetleń), również rozważa emigrację. "Przeprowadzimy się za granicę, bo tam są pieniądze" — powiedział agencji Reuters. "Nie stać nas na prowadzenie biznesu, jeśli reklamodawcy odejdą z Australii".

Badaczka mediów społecznościowych Susan Grantham z Griffith University w Queensland ostrzega w rozmowie z Reutersem, że jeśli wszystkie konta nastolatków znikną jednym ruchem, "natychmiast uderzy to w ekonomię influencerów". A ta w Australii generuje 9 miliardów dolarów australijskich rocznie.

Miesiąc później: kto wygrywa?

Minął miesiąc od wejścia zakazu w życie. Czy działa?

Meta ogłosiła w styczniu 2026, że zablokowała ponad 500 tysięcy kont użytkowników poniżej 16 roku życia na Instagramie, Facebooku i Threads. TikTok dezaktywował konta, YouTube wylogował młodych użytkowników. Formalnie platformy wywiązały się z obowiązku.

Ale rzeczywistość wygląda inaczej.

CNN rozmawiało z 14-letnią cheerleaderką Lucy Brooks, która opowiedziała, że jej znajomi stracili konta na Snapchacie tylko po to, żeby wrócić w ciągu 24 godzin. Wielu założyło nowe konta, pożyczając twarze rodziców i starszych znajomych, którzy chętnie pomogli im oszukać technologię rozpoznawania wieku. Niektórzy używają sztucznej inteligencji do generowania zdjęć dorosłych twarzy.

Sondaż publicznej telewizji ABC przeprowadzony wśród 17 tysięcy australijskich nastolatków przed wejściem zakazu w życie pokazał, że 75 procent nie planuje rezygnować z mediów społecznościowych.

Ale najbardziej niepokojący jest inny trend. W dniu wprowadzenia zakazu trzy pierwsze miejsca w australijskim App Store zajęły aplikacje nieobecne na liście zakazanych: Lemon8, Yope i Coverstar — podaje The Nightly. Lemon8, który opisywany jest jako "Instagram meets Pinterest".Zgadnijcie czyja to aplikacja? Tak, należy do ByteDance, czyli właściciela TikToka.

Profesor mediów cyfrowych Daniel Angus z Queensland University of Technology nazywa to "porażką sygnalizacyjną": "Dzieci głosują nogami i obchodzą zakaz na wszelkie możliwe sposoby. To pokazuje ograniczenia prawa, które nie zajmuje się pierwotnymi przyczynami problemów bezpieczeństwa online" — powiedział stacji RNZ (Radio New Zealand)

Krytycy mówią, że to gra w "whack-a-mole",  uderzasz w jedną aplikację, wyskakuje następna.

Polska na tym samym kursie

Polska przygląda się australijskiemu eksperymentowi z zainteresowaniem. I najwyraźniej chce pójść podobną drogą.

Według ustaleń tygodnika "Polityka" pod koniec lutego ma być gotowy projekt ustawy ograniczającej dostęp do mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży do ukończenia 15. roku życia, czyli czyli rok wcześniej niż w Australii. Propozycję zgłosili wspólnie ministra edukacji Barbara Nowacka i poseł KO Roman Giertych. Ta współpraca sama w sobie jest ciekawostką, ponieważ progresywna polityczka i konserwatywny poseł znaleźli wspólny język w sprawie ochrony dzieci przed algorytmami.


Poparcie dla ograniczeń wydaje się ponadpartyjne. Jak ustalił dziennikarz "Polityki" Michał Tomasik, wstępne deklaracje wsparcia wyrazili członkowie niemal wszystkich klubów parlamentarnych, od PiS, przez KO, po Polskę 2050. Jedynie politycy Konfederacji odpowiadali wymijająco.

Polska mogłaby zresztą być bliżej regulacji, gdyby nie weto prezydenta Karola Nawrockiego. Ustawa wdrażająca unijne rozporządzenie Digital Services Act, które nakłada na platformy obowiązek rzetelnej weryfikacji wieku użytkowników, została przyjęta przez Sejm i Senat, ale zatrzymała się na biurku prezydenta. Nawrocki argumentował obawami o wolność wypowiedzi i nadmierną ingerencję rządu w internet.

Australia wzór czy przestroga?

Australia postawiła sobie ambitny cel: ochronić dzieci przed algorytmami zaprojektowanymi tak, by uzależniać. Intencje są szlachetne. Poparcie społeczne — ogromne. Tragedie, które doprowadziły do uchwalenia prawa — prawdziwe i poruszające.

Ale miesiąc po wprowadzeniu zakazu obraz jest niejednoznaczny.

UNICEF Australia ostrzega, że "zakazy wiążą się z własnym ryzykiem i mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego". Dla wielu dzieci — szczególnie tych izolowanych, ze środowisk LGBTQ+ lub z dysfunkcyjnych rodzin — media społecznościowe są źródłem wsparcia i kontaktu z rówieśnikami. Zakaz może zepchnąć ich do nieregulowanych przestrzeni internetowych, gdzie zagrożeń jest jeszcze więcej.

Australijska Komisja Praw Człowieka stwierdziła wprost: "Nie uważamy, że całkowity zakaz jest właściwą odpowiedzią".

Z drugiej strony premier Południowej Australii Peter Malinauskas zauważa pewną zmianę. W CNN przypomniał o rozmowie ze stewardesą, której córka straciła dostęp do Snapchata: "Choć wciąż patrzyła w telefon, robiła to dużo rzadziej. Matka powiedziała mi, że zauważyła poprawę w możliwości kominikacji z córką".

Może w tym tkwi prawdziwa wartość zakazu, nie w szczelności systemu, którego i tak nie da się uszczelnić, ale w zmianie narracji. W daniu rodzicom argumentu, który wcześniej brzmiał jak staroświecki morał, a teraz ma za sobą siłę prawa.

"Co najgorszego może się stać, jeśli opóźnimy dzieciom dostęp do mediów społecznościowych?" — pyta premier Malinauskas.

Polska będzie musiała sama odpowiedzieć na to pytanie.

Piotr Paciorek

Fot: Australia jako pierwszy kraj na świecie zabroniła osobom poniżej 16 lat korzystania z mediów społecznościowych

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj39 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (39)

Inne tematy w dziale Technologie